22.12.2022, 13:06 ✶
Nie czuła się wyjątkowa. Rzadko, w zasadzie nigdy i przywykła już nawet, do swojej zwyczajnej szarości. Jej odcienie wybrzmiewały znajomo, nie budziły lęku ani niepokoju, a wręcz przeciwnie. To te nagłe zmiany wybudzały w jej sercu tembr nieznajomości.
- Może wpadnę, chociaż kawiarnie to nie do końca scena, w której się odnajduję. - Pomyślała o ostatnim razie, gdy w kawiarni pobyła dłużej niż na pięć sekund, by odebrać zamówienie czarnej jak noc kawy. Chyba było to dobre kilka lat temu, jeszcze na długo przed awansem, kiedy jedna z koleżanek ze hogwardzkiej ławy zaaranżowała dla Idy randkę w ciemno. Nie skończyło się to dobrze dla biednego absztyfikanta, który liczył chyba na romantyczny wieczór, a w paczce niespodziance otrzymał grube włosy spięte w niedbały kucyk, przygaszonego obcasem papierosa i kilka fuknięć w odpowiedzi, że Moody ładnie wyglądałaby w sukience. Jak ma kogoś gonić w sukience? Zawsze powinno się być ubranym tak, żeby można było kogoś z łatwością gonić.
- Nie wiem. - Odparła w końcu, gasząc niedopałek o powleczony warstwą ochronną papierek po bletce. - To jest właśnie problem, w tym całym cholernym babraniu się w przyszłości. Niczego nie wiem, póki się nie stanie, a potem jest już najczęściej za późno. Zostaje się samemu z konsekwencjami i żalem. - Szczególnie tego ostatniego wolała uniknąć, gdyż nie miała w swoim rozumie, ani wyjątkowo mało pojemnym sercu, miejsca na wyrzuty sumienia. Nie chciała wręcz go mieć. W linii pracy jaką wybrały wraz z Longbottom, wrażliwość stanowiła obosieczne ostrze, które równie wysoko wznosiło ich w potrzebie świadczenia pomocy, co potem podcinało skrzydła po nieuniknionych porażkach. Zdjęła nogę z nogi, leniwie rozciągając ją pod małym stołem, aż obie usłyszały strzyk stawów układających się do ruchu.
- Dobrze, myślę, że tyle zwierzeń wystarczy na jeden dzień. - Dodała, wstając z krzesła i zbierając naczynia do zlewu. - Jeszcze broń Merlina pomyślisz, że mam uczucia. A tego byśmy przecież nie chciały. - Mały uśmieszek przemknął szybko przez jej usta, po czym, wyciągnąwszy różdżkę, szybko zmyła zabrudzony od kawy kubek, ustawiając go na stojaku. Mógł teraz w spokoju czekać na kolejną czarownicę, która poczuwała się do bycia “gorącą”, tytuł jaki Ida z chęcią odda kolejnemu spragnionemu taniego płynu zwanego w tych ścianach, dość szczodrze zresztą, kawą.
- Może wpadnę, chociaż kawiarnie to nie do końca scena, w której się odnajduję. - Pomyślała o ostatnim razie, gdy w kawiarni pobyła dłużej niż na pięć sekund, by odebrać zamówienie czarnej jak noc kawy. Chyba było to dobre kilka lat temu, jeszcze na długo przed awansem, kiedy jedna z koleżanek ze hogwardzkiej ławy zaaranżowała dla Idy randkę w ciemno. Nie skończyło się to dobrze dla biednego absztyfikanta, który liczył chyba na romantyczny wieczór, a w paczce niespodziance otrzymał grube włosy spięte w niedbały kucyk, przygaszonego obcasem papierosa i kilka fuknięć w odpowiedzi, że Moody ładnie wyglądałaby w sukience. Jak ma kogoś gonić w sukience? Zawsze powinno się być ubranym tak, żeby można było kogoś z łatwością gonić.
- Nie wiem. - Odparła w końcu, gasząc niedopałek o powleczony warstwą ochronną papierek po bletce. - To jest właśnie problem, w tym całym cholernym babraniu się w przyszłości. Niczego nie wiem, póki się nie stanie, a potem jest już najczęściej za późno. Zostaje się samemu z konsekwencjami i żalem. - Szczególnie tego ostatniego wolała uniknąć, gdyż nie miała w swoim rozumie, ani wyjątkowo mało pojemnym sercu, miejsca na wyrzuty sumienia. Nie chciała wręcz go mieć. W linii pracy jaką wybrały wraz z Longbottom, wrażliwość stanowiła obosieczne ostrze, które równie wysoko wznosiło ich w potrzebie świadczenia pomocy, co potem podcinało skrzydła po nieuniknionych porażkach. Zdjęła nogę z nogi, leniwie rozciągając ją pod małym stołem, aż obie usłyszały strzyk stawów układających się do ruchu.
- Dobrze, myślę, że tyle zwierzeń wystarczy na jeden dzień. - Dodała, wstając z krzesła i zbierając naczynia do zlewu. - Jeszcze broń Merlina pomyślisz, że mam uczucia. A tego byśmy przecież nie chciały. - Mały uśmieszek przemknął szybko przez jej usta, po czym, wyciągnąwszy różdżkę, szybko zmyła zabrudzony od kawy kubek, ustawiając go na stojaku. Mógł teraz w spokoju czekać na kolejną czarownicę, która poczuwała się do bycia “gorącą”, tytuł jaki Ida z chęcią odda kolejnemu spragnionemu taniego płynu zwanego w tych ścianach, dość szczodrze zresztą, kawą.
give me a bitter glory.