20.10.2022, 00:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.10.2022, 15:31 przez Brenna Longbottom.)
Brenna faktycznie była w kuchni. Nie była, niestety, na tyle utalentowana w dziedzinie gotowania, aby przyrządzać szczególnie wymyślne potrawy, ale też nie dysponowała antytalentem Erika: patelnie przy niej nie stawały w ogniu, garnki nie wybuchały, a czajniki nie postanawiały, że oto pora oblać wszystko dookoła wrzątkiem. Przygotowanie paru tostów więc nie stanowiło dla niej wielkiego problemu, póki...
- Jasny szlag! - syknęła, gwałtownie cofając rękę, bo w tym samym momencie, w którym Erik stanął na progu kuchni, gorące krople zaczęły strzelać z patelni, choć jeszcze sekundę wcześniej wszystko było w porządku. Brenna cofnęła się, porywając różdżkę i ugasiła jednym ruchem ogień.
- Możesz już wejść. Jak ty to robisz, braciszku? - spytała na poły z bezbrzeżnym zdumieniem, na poły z podziwem. Podparła się pod boki, mierząc Erika uważnym spojrzeniem, jakby oczekiwała, że zobaczy wypisaną odpowiedź na jego czole.
Podobnież jak Erik, była wysoka. Nie tak wysoka jak on i dobrze, bo jako kobieta byłaby wtedy olbrzymką. Przerastał ją jednak ledwo o jakieś dwanaście centymetrów, co przy jego metro dziewięćdziesiąt dwa oznaczało, że Brenna górowała nad większością znanych sobie kobiet. Ciemne, dość krótkie włosy Longbottomówmy były rozczochrane, a na domowe ubranie, zwykłe getry i bluzę - już dawno odkryła, że są dużo wygodniejsze niż szaty czarodziejów - narzuciła fartuch. Ot tak na wszelki wypadek, bo nawet nie mając niezwykłych mocy swojego brata, mogła łatwo się ubabrać, gdy coś poszłoby nie tak. Co poradzić, do kuchennej czarodziejki Nory było jej daleko…
- Musimy cię kiedyś zabrać do klątwołamacza, bo ktoś jak nic rzucił na ciebie klątwę - zagderała, podchodząc do patelni, by zrzucić z niej ostatnią partię tostów. - Chcesz tosta? Przypalone są tylko te ostatnie. Zaczęły się palić, gdy tylko się zbliżyłeś - dodała, na wypadek, gdyby wcześniej nie rozumiał, o czym mówiła. - Zgłodniałam podczas przeglądania raportów - dorzuciła, przy okazji po raz kolejny udowadniając, że Erik nie mógłby wyprzeć się pokrewieństwa z młodszą siostrą, nawet gdyby bardzo chciał. Bo tak, po pracy ona także zabrała ze sobą trochę papierów. Chciała dokończyć pisanie raportu z trudnej sprawy, a z kolei w Biurze po pierwsze, ktoś zaraz by gderał, żeby nie siedziała po godzinach, po drugie, nie mogła się skupić, przez te wszystkie fruwające jej nad głową samolociki. Co poradzić, pracoholizm mieliby chyba we krwi. Gdyby nie to, że Brenna potrzebowała też czasu na mnóstwo innych rzeczy, jak dbanie o grono licznych znajomych, wyszarpywanie fantów na charytatywne licytacje i od czasu do czasu czytanie mugolskich książek, być może wcale nie wychodziłaby z biura.
Dobrze, że nie miała w zwyczaju dużo sypiać.
- Jasny szlag! - syknęła, gwałtownie cofając rękę, bo w tym samym momencie, w którym Erik stanął na progu kuchni, gorące krople zaczęły strzelać z patelni, choć jeszcze sekundę wcześniej wszystko było w porządku. Brenna cofnęła się, porywając różdżkę i ugasiła jednym ruchem ogień.
- Możesz już wejść. Jak ty to robisz, braciszku? - spytała na poły z bezbrzeżnym zdumieniem, na poły z podziwem. Podparła się pod boki, mierząc Erika uważnym spojrzeniem, jakby oczekiwała, że zobaczy wypisaną odpowiedź na jego czole.
Podobnież jak Erik, była wysoka. Nie tak wysoka jak on i dobrze, bo jako kobieta byłaby wtedy olbrzymką. Przerastał ją jednak ledwo o jakieś dwanaście centymetrów, co przy jego metro dziewięćdziesiąt dwa oznaczało, że Brenna górowała nad większością znanych sobie kobiet. Ciemne, dość krótkie włosy Longbottomówmy były rozczochrane, a na domowe ubranie, zwykłe getry i bluzę - już dawno odkryła, że są dużo wygodniejsze niż szaty czarodziejów - narzuciła fartuch. Ot tak na wszelki wypadek, bo nawet nie mając niezwykłych mocy swojego brata, mogła łatwo się ubabrać, gdy coś poszłoby nie tak. Co poradzić, do kuchennej czarodziejki Nory było jej daleko…
- Musimy cię kiedyś zabrać do klątwołamacza, bo ktoś jak nic rzucił na ciebie klątwę - zagderała, podchodząc do patelni, by zrzucić z niej ostatnią partię tostów. - Chcesz tosta? Przypalone są tylko te ostatnie. Zaczęły się palić, gdy tylko się zbliżyłeś - dodała, na wypadek, gdyby wcześniej nie rozumiał, o czym mówiła. - Zgłodniałam podczas przeglądania raportów - dorzuciła, przy okazji po raz kolejny udowadniając, że Erik nie mógłby wyprzeć się pokrewieństwa z młodszą siostrą, nawet gdyby bardzo chciał. Bo tak, po pracy ona także zabrała ze sobą trochę papierów. Chciała dokończyć pisanie raportu z trudnej sprawy, a z kolei w Biurze po pierwsze, ktoś zaraz by gderał, żeby nie siedziała po godzinach, po drugie, nie mogła się skupić, przez te wszystkie fruwające jej nad głową samolociki. Co poradzić, pracoholizm mieliby chyba we krwi. Gdyby nie to, że Brenna potrzebowała też czasu na mnóstwo innych rzeczy, jak dbanie o grono licznych znajomych, wyszarpywanie fantów na charytatywne licytacje i od czasu do czasu czytanie mugolskich książek, być może wcale nie wychodziłaby z biura.
Dobrze, że nie miała w zwyczaju dużo sypiać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.