Miejsce, które stworzyła Eleonora idealnie oddawało jej osobowość. Miała nadzieję, że nie zostanie odebrane jako kiczowate. Jednak ten róż, kwiaty, dodatki to wszystko pokazywało jakim jest człowiekiem. Każdy, kto ją znał wiedział, że charakteryzuje się bardzo optymistycznym podejściem do życia. Miała bardzo ciepłe uosobienie, nie skrzywdziłaby muchy, każdy mógł się tu poczuć mile widziany. Figg starała się zagadywać wszystkich klientów, bez żadnych uprzedzeń, w każdym widziała dobro. Czy było to słuszne? Może nie do końca, ale taka już była, że każdy mógł liczyć na to, że da mu szansę.
Nie chodziło jej nawet o to, aby każdy mógł się wpasować w to miejsce. Wiedziała, że tak nie będzie. Szczególnie, że nastroje wśród czarodziejów były raczej mało pozytywne. Mieli za to w tej klubokawiarni, choć na chwilę poczuć, że nic złego się nie dzieje, że są bezpieczni, mile widziani. Zależało jej na tym, aby to miejsce było kojarzone właśnie w ten sposób. Nie chciała nikogo zmieniać, miało to jedynie świadczyć o niej, o tym jaką była osobą.
Miała jednak wrażenie, że czegoś brakuje temu miejscu. Może trochę pazura? Muzyka mogła to wszystko idealnie uzupełnić. Skrzypce, pianino były nudne - a jedną z rzeczy, którą można było powiedzieć o Norce było to, że nie znosiła ona nudy. Lubiła zaskakiwać, pomyślała sobie, że może warto by było spróbować, może Sauriel nie ucieknie, gdy tylko pojawi się w tym miejscu. Jak na razie chyba szło jej dobrze, bo jeszcze nie uciekł stąd z krzykiem, a przebywał tu w końcu kilka minut. Tak naprawdę, gdyby ich ktoś tutaj zobaczył, w życiu nie powiedziałby, patrząc na tę dwójkę - zupełne przeciwieństwa, że się znają, ba, nawet lubią. Czasem osoby z przeciwnych biegunów potrafiły znaleźć nić porozumienia, tak właśnie było w ich przypadku. Zresztą Norka była tym człowiekiem, który potrafił dogadać się z każdym.
- Od razu Landrynko...- Spoglądała na niego z uśmiechem na twarzy. Nie, żeby się nie zgadzała z tym komentarzem, wszak tak się nosiła, niczym różowy cukierek, zbyt słodki, by go można zjeść w całości. - Jak myślisz, jak wielu Saurieli znam?- Zmrużyła oczy, jakby próbowała policzyć w głowie ilość jego imienników. - Rookwood, a to Ty, i jeszcze... Żadnego więcej. Jesteś jedyny mój drogi.- Nie musiał długo czekać, aż skończy kalkulacje. - Gówno i róża na pewno mają jakieś powiązania.- Miała chęć znaleźć mu wszystkie, jednak oddaliła się na moment w poszukiwaniu wybranego przez niego trunku. Irlandzka z cytryną. Postanowiła skorzystać z okazji, że spotkała starego znajomego i przygotowała alkohol również dla siebie. Po dłużej chwili, wszak cytryna wymagała momentu zainteresowania ponownie pojawiła się przed nim. Przesunęła szklankę po blacie w jego kierunku. - Twoje zdrowie, skoro już postanowiłeś mnie odwiedzić.- Uniosła szkło w powietrze, aby wznieść ten mały toast. - Tak właściwie, to jak Ci życie mija?- Była ciekawa, w końcu nie widziała go od czasu, kiedy ich drogi rozeszły się, kiedy zakończyli swoją edukację w Hogwarcie.