22.12.2022, 14:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.12.2022, 10:46 przez Florence Bulstrode.)
Florence nie zdążyła zaczepić Loretty. Najpierw sama została zaczepiona i to przez osobę, której nie znała i której uwagi nie spodziewała się ściągnąć. W pierwszej chwili uzdrowicielka założyła, że ma do czynienia z wariatką i miała zamiar grzecznie (lub mniej grzecznie, gdyby ta okazała się natarczywa) ją zbyć… ale coś w jej słowach, w tym czym ja ciebie próbuję zaskoczyć… sprawiło, że niepokój, towarzyszący kobiecie od rana, nasilił się.
Jasnowidzka, najwyraźniej bardziej wprawiona w tej sztuce niż sama Florence, czy tylko ktoś, kto taką starał się udawać?
Zwróciła na Szeptuchę spojrzenie chłodnych, jasnych oczu. Powiedziałaby do niej chętnie coś o tym, że dzielenie się z ludźmi przepowiedniami bez ich zgody nie jest zbyt kulturalne, a gdy już się coś przepowiada, wypada przy tym wyrażać się jasno, ale nie zdążyła: ta już obracała się, już znikała w tłumie, już gdzieś odeszła, nieść kolejnej osobie wieści o grozie i zniszczeniu zapewne. Przy okazji ktoś stanął między Bulstrode a Lestrange i niewysoka Loretta znikła Florence z oczu. Nie szkodzi. I tak odechciało się jej tej „dobrej zabawy” i zaczepienia dostrzeżonej w tłumie znajomej. I w ogóle wszystkiego.
Obróciła się na pięcie, po czym powędrowała w inną stronę. Wyraz twarzy miała spokojny, chociaż jej ręka jakby odruchowo wsunęła się do kieszeni płaszcza, mocno zacisnęła na różdżce. Wypuściła ją, kiedy ktoś ją popchnął tak, że z trudem zachowała równowagę, by nie wpaść na stoisko z łakociami. I omal nie zderzyła się… tak, z Eunice Malfoy. To znaczy z od niedawna: Eunice Black. Florence niby pamiętała, ale w przypadku stażystów jakoś zawsze miała zakodowane pierwotne nazwiska.
- Pani Black – przywitała się. W pierwszej chwili miała zamiar powiedzieć coś uprzejmego, a potem się oddalić, zaraz jednak się rozmyśliła. Ona sama rzadko bywała na sabatach, ale Eunice, jako córka Malfoyów, mogła uczestniczyć w nich znacznie częściej. Zwłaszcza, że nie miała takiej obsesji na punkcie pracy jak Florence. – Słyszała może pani o… hm, zaraz, jak ją nazywają… Szeptusze? Chyba mignęła mi w tłumie, trochę dziwne indywiduum. Ciemne włosy, ciemna karnacja, mniej więcej taki wzrost – powiedziała, pokazując przy tym, ile ma Szeptucha.
Mogła spróbować dowiedzieć się o niej czegoś więcej.
To wcale nie tak, że przejęła się jej słowami.
Po prostu…
…na wszelki wypadek.
Jasnowidzka, najwyraźniej bardziej wprawiona w tej sztuce niż sama Florence, czy tylko ktoś, kto taką starał się udawać?
Zwróciła na Szeptuchę spojrzenie chłodnych, jasnych oczu. Powiedziałaby do niej chętnie coś o tym, że dzielenie się z ludźmi przepowiedniami bez ich zgody nie jest zbyt kulturalne, a gdy już się coś przepowiada, wypada przy tym wyrażać się jasno, ale nie zdążyła: ta już obracała się, już znikała w tłumie, już gdzieś odeszła, nieść kolejnej osobie wieści o grozie i zniszczeniu zapewne. Przy okazji ktoś stanął między Bulstrode a Lestrange i niewysoka Loretta znikła Florence z oczu. Nie szkodzi. I tak odechciało się jej tej „dobrej zabawy” i zaczepienia dostrzeżonej w tłumie znajomej. I w ogóle wszystkiego.
Obróciła się na pięcie, po czym powędrowała w inną stronę. Wyraz twarzy miała spokojny, chociaż jej ręka jakby odruchowo wsunęła się do kieszeni płaszcza, mocno zacisnęła na różdżce. Wypuściła ją, kiedy ktoś ją popchnął tak, że z trudem zachowała równowagę, by nie wpaść na stoisko z łakociami. I omal nie zderzyła się… tak, z Eunice Malfoy. To znaczy z od niedawna: Eunice Black. Florence niby pamiętała, ale w przypadku stażystów jakoś zawsze miała zakodowane pierwotne nazwiska.
- Pani Black – przywitała się. W pierwszej chwili miała zamiar powiedzieć coś uprzejmego, a potem się oddalić, zaraz jednak się rozmyśliła. Ona sama rzadko bywała na sabatach, ale Eunice, jako córka Malfoyów, mogła uczestniczyć w nich znacznie częściej. Zwłaszcza, że nie miała takiej obsesji na punkcie pracy jak Florence. – Słyszała może pani o… hm, zaraz, jak ją nazywają… Szeptusze? Chyba mignęła mi w tłumie, trochę dziwne indywiduum. Ciemne włosy, ciemna karnacja, mniej więcej taki wzrost – powiedziała, pokazując przy tym, ile ma Szeptucha.
Mogła spróbować dowiedzieć się o niej czegoś więcej.
To wcale nie tak, że przejęła się jej słowami.
Po prostu…
…na wszelki wypadek.