07.05.2024, 22:41 ✶
Dla cioci Charlie miał uprzejmy uśmiech i dobre słowo. Nie znał jej zupełnie, ale słyszał, że wiele przeszła ostatnimi czasy. Jeśli ktoś potrzebował wsparcia, to właśnie ona.
- Cieszę się, ciociu. - Odpowiedział kobiecie i nachylił się posłusznie, by ta mogła poprawić mu ciemną grzywkę. Nie nawykł do bliskich kobiet, które mogłyby to robić, ale głębi ducha poczuł się naprawdę dobrze. Bardzo miło! Czy tak czuła mogła być matczyna dłoń? - Dziękuję. Dopiero co je układałem...
Nie miał zamiaru tłumaczyć się z roztrzepanej grzywki. Włosy miały to do siebie, że przy niewygodnej pozycji podczas snu układały się same w nie do końca porządną fryzurę. Charlie starał się nie zwracać na to zbyt dużej uwagi. Uśmiech Charliego zmienił się odrobinę, gdy podążył za ciotką i zobaczył ojca oraz brata. Ten drugi jak zwykle wydawał się być w formie, a do tego bardziej obudzony, niż reszta domowników.
- Ojcze! - Czy Charles zabrzmiał zbyt entuzjastycznie? Może tylko odrobinę. I tylko odrobinę zawahał się przed powitaniem, gdy musiał rozpoznać, czy ma do czynienia z Richardem, czy Robertem. Fakt, iż mężczyzna nie udał się do miejsca u szczytu stołu, mógł świadczyć tylko o jednym. Charlie również zbyt nawykł do wyglądu ojca, by mylić go nawet z identycznym bliźniakiem. - Dzień dobry. - Również przywitał się grzecznie, przywdziewając na usta lekki uśmiech, nie za szeroki, by nie wydawał się ordynarny, nie za wąski, by nie pomylić go z naturalnym wygięciem ust. - Niech się ciocia nie martwi! Obiecuję, że nie będę przeszkadzać, ale nie ręczę za Leonarda. Znowu od rana biegałeś, Leo? Jeśli masz za dużo energii, może powinieneś zrobić coś pożytecznego i pomóc skrzatom w sprzątaniu? Albo upiec więcej ciasteczek? Może placek? Tartę?
Gestem dłoni Charlie poderwał z tacy skrzatki ciastko upieczone przez Sophie i przywołał je do siebie. Ot, mały pokaz magii bezróżdżkowej, którą tak lubił chwalić się przed bratem. Mógł też po prostu mieć ochotę na słodkości przed śniadaniem. Jakkolwiek było, zostało to jego tajemnicą.
- Cieszę się, ciociu. - Odpowiedział kobiecie i nachylił się posłusznie, by ta mogła poprawić mu ciemną grzywkę. Nie nawykł do bliskich kobiet, które mogłyby to robić, ale głębi ducha poczuł się naprawdę dobrze. Bardzo miło! Czy tak czuła mogła być matczyna dłoń? - Dziękuję. Dopiero co je układałem...
Nie miał zamiaru tłumaczyć się z roztrzepanej grzywki. Włosy miały to do siebie, że przy niewygodnej pozycji podczas snu układały się same w nie do końca porządną fryzurę. Charlie starał się nie zwracać na to zbyt dużej uwagi. Uśmiech Charliego zmienił się odrobinę, gdy podążył za ciotką i zobaczył ojca oraz brata. Ten drugi jak zwykle wydawał się być w formie, a do tego bardziej obudzony, niż reszta domowników.
- Ojcze! - Czy Charles zabrzmiał zbyt entuzjastycznie? Może tylko odrobinę. I tylko odrobinę zawahał się przed powitaniem, gdy musiał rozpoznać, czy ma do czynienia z Richardem, czy Robertem. Fakt, iż mężczyzna nie udał się do miejsca u szczytu stołu, mógł świadczyć tylko o jednym. Charlie również zbyt nawykł do wyglądu ojca, by mylić go nawet z identycznym bliźniakiem. - Dzień dobry. - Również przywitał się grzecznie, przywdziewając na usta lekki uśmiech, nie za szeroki, by nie wydawał się ordynarny, nie za wąski, by nie pomylić go z naturalnym wygięciem ust. - Niech się ciocia nie martwi! Obiecuję, że nie będę przeszkadzać, ale nie ręczę za Leonarda. Znowu od rana biegałeś, Leo? Jeśli masz za dużo energii, może powinieneś zrobić coś pożytecznego i pomóc skrzatom w sprzątaniu? Albo upiec więcej ciasteczek? Może placek? Tartę?
Gestem dłoni Charlie poderwał z tacy skrzatki ciastko upieczone przez Sophie i przywołał je do siebie. Ot, mały pokaz magii bezróżdżkowej, którą tak lubił chwalić się przed bratem. Mógł też po prostu mieć ochotę na słodkości przed śniadaniem. Jakkolwiek było, zostało to jego tajemnicą.