08.05.2024, 07:33 ✶
Skąd właściwie mógł wiedzieć, że wszystko będzie w porządku? I jak zadowalające miało być to w porządku, jak miało się do ich wspólnych oczekiwań? Z trudem przyznawał sam sobie - celował w dobrze, ale jeżeli Alexander miał być szczęśliwy, to mógł przełknąć w porządku i może być. Jego. Własnym kosztem. Za wystarczająco żenujące uważał to, jak łatwo było mu odpłynąć teraz myślami do jakiejś przyjemniejszej sceny - do ciepłego czerwcowego popołudnia, kiedy jego twarz muskało słońce na przemian z rozgrzanymi wargami kogoś, kto go tak dobrze go rozumiał. Bez słów. Bez pytań. Jak gdyby nigdy nic czytał z niego jak z otwartej książki i dopasowywał swój kształt tak, żeby Flynnowi było wygodnie. W jego percepcji Alexander tego nie potrafił. Nigdy do końca nie wiedział, co powiedzieć, jak się zachować. Często widział w nim chęci uspokojenia narastającego między nimi napięcia, ale było to tak nietrafione, że zaogniał to jeszcze bardziej. Nie potrafił jednak powiedzieć, żeby którykolwiek z nich był lepszy lub gorszy, a gdyby próbował ich tak ze sobą zestawić, pewnie żałowałby tego szybciej, niż zdążył całkowicie pojąć, cóż takiego w swojej głowie uczynił. Byli inni. Ich relacje wyglądały inaczej. Czegoś niemal zupełnie innego od niego oczekiwali. I chociaż opuszczenie spojrzenia w dół i zaakceptowanie przegranej drążyło mu dziurę w brzuchu, dyskomfort, w którym mimowolnie utonął, przypomniał mu jak bardzo Bletchley był zachwycony tym, że się zmienił - to zaś zaprowadziło go do przemyślenia, że czasami ten dyskomfort wiązał się zwyczajnie z tym, że człowiek rozwijał się w jakimś kierunku i chociaż łatwo było utonąć w objęciu kogoś, kto najwyraźniej wybaczyłby mu wszystko, to faktycznie Bell uczynił go o włos (ale jednak o włos!) lepszą osobą. Mały krok dla normalnej jednostki, wielki dla kogoś od wielu lat szorującego po dnie.
Szkoda tylko, że niekoniecznie wierzył w to, aby poszerzenie Alexandrowi horyzontów miało mieć jakikolwiek pozytywny wpływ na ich dwójkę lub Fantasmagorię. Cokolwiek co wiązało się z jego życiem na Ścieżkach wciąż jawiło się w głowie Flynna jako inna, odrębna, niepowiązana z nimi historia - i wcale nie chciał ich łączyć.
Wciągnięty do zajętego wozu zrobił minę cierpiętnika i nie odzywał się wcale. Jeżeli nie domyślili się po krzykach i dźwiękach pękających desek, teraz mogli być całkowicie pewni, że Edge miał burę u ojca. U ojca, co zamiast go zaciągnąć dalej do przestrzeni, w której razem spali, wolał wygonić z garderoby połowę ich rodziny, na wypadek, gdyby na Flynnie spoczywało zbyt mało par ciekawskich oczu. Litości, cofał te wszystkie wnioski do jakich doszedł, zdecydowanie wolał brak rozwoju. Wolał schowanie się w rękach kogoś przy kim mógł być spokojny, szczęśliwy i durny.
- Czemu po prostu nie poszliśmy do ciebie? - Wyjęczał, chociaż nie zająkał się. Posłusznie usiadł we wskazanym miejscu, wpierw drętwo, ale kiedy Alexander złapał go za nogę, ten bardzo szybko się na niego wylał - ścisnął ich ciała ze sobą, głowę oparł na ramieniu brata. - Chujowo. Minimalnie lepiej. - Nie miał pojęcia po co w ogóle zadał te pytania. Dosłownie się popłakał - czy to nie wystarczyło aby wywnioskować, że nie było z nim najlepiej? - Co... Co dokładnie chcesz o nim wiedzieć?
Szkoda tylko, że niekoniecznie wierzył w to, aby poszerzenie Alexandrowi horyzontów miało mieć jakikolwiek pozytywny wpływ na ich dwójkę lub Fantasmagorię. Cokolwiek co wiązało się z jego życiem na Ścieżkach wciąż jawiło się w głowie Flynna jako inna, odrębna, niepowiązana z nimi historia - i wcale nie chciał ich łączyć.
Wciągnięty do zajętego wozu zrobił minę cierpiętnika i nie odzywał się wcale. Jeżeli nie domyślili się po krzykach i dźwiękach pękających desek, teraz mogli być całkowicie pewni, że Edge miał burę u ojca. U ojca, co zamiast go zaciągnąć dalej do przestrzeni, w której razem spali, wolał wygonić z garderoby połowę ich rodziny, na wypadek, gdyby na Flynnie spoczywało zbyt mało par ciekawskich oczu. Litości, cofał te wszystkie wnioski do jakich doszedł, zdecydowanie wolał brak rozwoju. Wolał schowanie się w rękach kogoś przy kim mógł być spokojny, szczęśliwy i durny.
- Czemu po prostu nie poszliśmy do ciebie? - Wyjęczał, chociaż nie zająkał się. Posłusznie usiadł we wskazanym miejscu, wpierw drętwo, ale kiedy Alexander złapał go za nogę, ten bardzo szybko się na niego wylał - ścisnął ich ciała ze sobą, głowę oparł na ramieniu brata. - Chujowo. Minimalnie lepiej. - Nie miał pojęcia po co w ogóle zadał te pytania. Dosłownie się popłakał - czy to nie wystarczyło aby wywnioskować, że nie było z nim najlepiej? - Co... Co dokładnie chcesz o nim wiedzieć?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.