08.05.2024, 08:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2025, 12:24 przez Lorraine Malfoy.)
Powinieneś sobie tyłek zaczarować tak, żeby dziura odbytu miała kształt serca, pomyślała Lorraine, wysoce zniesmaczona zachowaniem Lestrange'a, który swoim podłym żarcikiem doprowadził do tego, że zmarnowała dwa dobre kociołki eliksiru. Powstrzymała się od dalszych komentarzy - tylko podziękowała krótko, tonem ostrym, acz uprzejmym, walcząc dłuższą chwilę z bardzo nieprzyjemnym, drażniącym bólowo uczuciem w nosie - dopóki Rodolphus nie zaczął narzekać na swój makijaż.
- Poczekaj... To nie tak. Zrobiłeś sobie parę plam na twarzy - mruknęła, podchodząc z powrotem do lustra, wcześniej zarzuciwszy plecaczek na ramię. - Pozwól, proszę.
Nie czekając na zgodę, wyjęła Lestrange'owi z ręki pudełeczko z bronzerem, a kredkę do brwi jednym stuknięciem różdżki przetransmutowała w pędzel do makijażu.
- Nie jesteś moim ojcem - odparowała natychmiast na jego komentarz pogrążona w pracy Anna Greyback, a jej żywe, czarne oczy rozbłysły głodnym blaskiem, kiedy spiorunowała brata spojrzeniem. Dopiero po chwili na twarz Anny powrócił przewrotny półuśmiech Lorraine, która wyglądała, jakby była wyjątkowo zadowolona z tej szybkiej retorty. Specjalnie wsadziła Rodolphusowi w oko pędzel, wygładzając koloryt twarzy, przez charakteryzację wyglądającą na lekko zapadniętą. W końcu musieli zachowywać się jak brat i siostra - a że sama Malfoy była jedynaczką, dla której pojęcie rodzinnego ciepła i bliskości było obce, postanowiła zaczerpnąć inspiracji z życia - dlatego zdecydowała się wzorować swoje zachowanie się na modelowym przykładzie pełnej miłości relacji między rodzeństwem. To jest, Ambrosii i Hadesie McKinnonach. - Nie, zaraz... - w jej głosie czaiła się ironia. - Mugole są przecież prości i wulgarni. Trzeba wczuć się w rolę. "Nie jesteś moim pierdolonym ojcem"? - Wzruszyła lekko ramionami, przybierając obojętną, acz skupioną minę, typową dla Lorraine. - Spójrz w lewo, proszę - dodała, lustrując krytycznym wzrokiem jego starania. Niemal niemożliwym było rozpoznać Rodolphusa pod charakteryzacją.
- Dawka standardowa - zależnie od szybkości twojego metabolizmu - od ośmiu do dwunastu godzin. Ale ta ilość spokojnie wystarczy na cały dzień. To nie jest ten marny, rozwodniony napar, którym uczniowie handlowali przed egzaminami - wyjaśniła cierpliwie, delikatnie rozcierając pędzlem plamy bronzera, tak, by charakteryzacja wyglądała bardziej naturalnie. Sama Lorraine nosiła śladowe ilości makijażu, ale znała się na kobiecych sztuczkach upiększających. - To mugole mają pić, nie ty, ale lepiej się przygotować na każdą możliwość - stwierdziła, bez złośliwości w głosie. - Zresztą, Greyback mógł zapieczętować magicznie jakiś obszar, przedmiot - a może nawet wspomnienie w umyśle mugola - eliksir poprawi nasze zdolności percepcji, pomoże nam patrzeć, i widzieć. - Odsunęła się, by ocenić swoje dzieło. Poza tym, że Charlie Greyback wyglądał, jakby urwał się z zakładu resocjalizacji dla młodzieży z problemami, nie było źle: w końcu miał tak wyglądać, bo wychowywał się bez ojca. Lekko zmrużyła oczy, ostatni raz kontrolując stan przebrania Rodolphusa. Gotowe. Pasował mu blond.
- Jak słusznie zauważyłeś: Robert chce wszystkiego - poinformowała krótko Lestrange'a. Oddała mu kosmetyki. - Ale musimy przede wszystkim skupić się na relacji Urlicha z Harper.
Uważnie wysłuchała kolejnych słów mężczyzny. Potwierdziła skinieniem głowy jego przypuszczenia. Wszystko, o czym mówił, zgadzało z jej własnymi przemyśleniami i wcześniej ustalonym planem, dlatego skupiła się na tych elementach, które wymagały dyskusji.
- Może Greyback miał jakieś niecodzienne upodobania albo nawyki, które zwróciły uwagę mugoli. To wilkołak. Jego tryb życia nie mógł nie wzbudzić podejrzeń, na pewno ktoś zauważył, że lubił nocne spacery po lesie... Samotne, czy z Harper? Na pewno potrzebował też jakiejś kryjówki na czas przemiany. Wystarczył szałas w lesie, czy zainwestował w jakiś prywatny majątek ziemski? Może znaleźlibyśmy coś cennego w tej kryjówce; nawiązując do majątku, oczywiście, wyciągi z konta w Gringottcie byłyby wymarzonym łupem - może sprawił ukochanej jakiś prezent na rocznicę - a może trzymał przy sobie jakiś drobiazg, który jednoznacznie wskazywałby na ich wzajemne powiązanie? - Pokręciła głową.
- Nie tylko ciebie irytują te niewiadome. Dużo zależy od tego, czy trafimy na mugoli, czy spotkamy jakichś przedstawicieli czarodziejskiej społeczności. Przeprowadziłam tam szybki wywiad środowiskowy. Niemal wszyscy mieszkają w tym miasteczku od lat, ewentualnie przenieśli się z pobliskich wsi, ale nie wykluczam, że wśród nich - lub tych kilku nowoprzyjezdnych rodzin - trafi się jakiś obdarzony mocą mugolak. Postaraj się być... - obrzuciła Rodolphusa - to znaczy, Charliego - chłodnym, analitycznym spojrzeniem teraz czarnych oczu. - ...przyjazny.
Przynajmniej uśmiechać się Anna Greyback potrafiła równie słodko, co Lorraine.
- Poczekaj... To nie tak. Zrobiłeś sobie parę plam na twarzy - mruknęła, podchodząc z powrotem do lustra, wcześniej zarzuciwszy plecaczek na ramię. - Pozwól, proszę.
Nie czekając na zgodę, wyjęła Lestrange'owi z ręki pudełeczko z bronzerem, a kredkę do brwi jednym stuknięciem różdżki przetransmutowała w pędzel do makijażu.
- Nie jesteś moim ojcem - odparowała natychmiast na jego komentarz pogrążona w pracy Anna Greyback, a jej żywe, czarne oczy rozbłysły głodnym blaskiem, kiedy spiorunowała brata spojrzeniem. Dopiero po chwili na twarz Anny powrócił przewrotny półuśmiech Lorraine, która wyglądała, jakby była wyjątkowo zadowolona z tej szybkiej retorty. Specjalnie wsadziła Rodolphusowi w oko pędzel, wygładzając koloryt twarzy, przez charakteryzację wyglądającą na lekko zapadniętą. W końcu musieli zachowywać się jak brat i siostra - a że sama Malfoy była jedynaczką, dla której pojęcie rodzinnego ciepła i bliskości było obce, postanowiła zaczerpnąć inspiracji z życia - dlatego zdecydowała się wzorować swoje zachowanie się na modelowym przykładzie pełnej miłości relacji między rodzeństwem. To jest, Ambrosii i Hadesie McKinnonach. - Nie, zaraz... - w jej głosie czaiła się ironia. - Mugole są przecież prości i wulgarni. Trzeba wczuć się w rolę. "Nie jesteś moim pierdolonym ojcem"? - Wzruszyła lekko ramionami, przybierając obojętną, acz skupioną minę, typową dla Lorraine. - Spójrz w lewo, proszę - dodała, lustrując krytycznym wzrokiem jego starania. Niemal niemożliwym było rozpoznać Rodolphusa pod charakteryzacją.
- Dawka standardowa - zależnie od szybkości twojego metabolizmu - od ośmiu do dwunastu godzin. Ale ta ilość spokojnie wystarczy na cały dzień. To nie jest ten marny, rozwodniony napar, którym uczniowie handlowali przed egzaminami - wyjaśniła cierpliwie, delikatnie rozcierając pędzlem plamy bronzera, tak, by charakteryzacja wyglądała bardziej naturalnie. Sama Lorraine nosiła śladowe ilości makijażu, ale znała się na kobiecych sztuczkach upiększających. - To mugole mają pić, nie ty, ale lepiej się przygotować na każdą możliwość - stwierdziła, bez złośliwości w głosie. - Zresztą, Greyback mógł zapieczętować magicznie jakiś obszar, przedmiot - a może nawet wspomnienie w umyśle mugola - eliksir poprawi nasze zdolności percepcji, pomoże nam patrzeć, i widzieć. - Odsunęła się, by ocenić swoje dzieło. Poza tym, że Charlie Greyback wyglądał, jakby urwał się z zakładu resocjalizacji dla młodzieży z problemami, nie było źle: w końcu miał tak wyglądać, bo wychowywał się bez ojca. Lekko zmrużyła oczy, ostatni raz kontrolując stan przebrania Rodolphusa. Gotowe. Pasował mu blond.
- Jak słusznie zauważyłeś: Robert chce wszystkiego - poinformowała krótko Lestrange'a. Oddała mu kosmetyki. - Ale musimy przede wszystkim skupić się na relacji Urlicha z Harper.
Uważnie wysłuchała kolejnych słów mężczyzny. Potwierdziła skinieniem głowy jego przypuszczenia. Wszystko, o czym mówił, zgadzało z jej własnymi przemyśleniami i wcześniej ustalonym planem, dlatego skupiła się na tych elementach, które wymagały dyskusji.
- Może Greyback miał jakieś niecodzienne upodobania albo nawyki, które zwróciły uwagę mugoli. To wilkołak. Jego tryb życia nie mógł nie wzbudzić podejrzeń, na pewno ktoś zauważył, że lubił nocne spacery po lesie... Samotne, czy z Harper? Na pewno potrzebował też jakiejś kryjówki na czas przemiany. Wystarczył szałas w lesie, czy zainwestował w jakiś prywatny majątek ziemski? Może znaleźlibyśmy coś cennego w tej kryjówce; nawiązując do majątku, oczywiście, wyciągi z konta w Gringottcie byłyby wymarzonym łupem - może sprawił ukochanej jakiś prezent na rocznicę - a może trzymał przy sobie jakiś drobiazg, który jednoznacznie wskazywałby na ich wzajemne powiązanie? - Pokręciła głową.
- Nie tylko ciebie irytują te niewiadome. Dużo zależy od tego, czy trafimy na mugoli, czy spotkamy jakichś przedstawicieli czarodziejskiej społeczności. Przeprowadziłam tam szybki wywiad środowiskowy. Niemal wszyscy mieszkają w tym miasteczku od lat, ewentualnie przenieśli się z pobliskich wsi, ale nie wykluczam, że wśród nich - lub tych kilku nowoprzyjezdnych rodzin - trafi się jakiś obdarzony mocą mugolak. Postaraj się być... - obrzuciła Rodolphusa - to znaczy, Charliego - chłodnym, analitycznym spojrzeniem teraz czarnych oczu. - ...przyjazny.
Przynajmniej uśmiechać się Anna Greyback potrafiła równie słodko, co Lorraine.