08.05.2024, 11:10 ✶
Kiedy Ula wprost przyznała, że niekomfortowo czuje się w tym temacie, w końcu na twarzy Sama obmalowało się zrozumienie. W końcu do niego dotarło, od potrzebował krótkiej i bardzo bezpośredniej formy, by te kropki się połączyły ze sobą. Nie przeprosił (bo i za co), ale też zgodnie z prośbą nie chciał powracać do tego tematu, skoro nie był mily dla towarzyszki pracy, podobnie jak nie nalewał jej nalewki i nie wmuszał alkoholu skoro powiedziała, że nie ma ochoty.
– To prawda, chociaż, może mi uwierzysz lub nie, ale jak spotkaliśmy się na plaży, to rzeczywiście chodził bez butów po piasku. Po takim jak on spodziewałbym się raczej tego, że w ogóle na piasek nie wejdzie. Z drugiej strony... – zawahal się przez moment, rozważając to w swoim niedźwiedzim rozumku – może tak to jest, że spodziewamy się po innych rzeczy, bo tak jest łatwiej niż poznawać ich, bo to wymaga czasu i słów, a potem może się okazać, że ten ktoś jest zupełnie inną osobą. – Po chwili jednak pokręcił głową i skupił się ponownie na owocach, lubił mieć czym zajęte ręce. – Nie, ja to mam tak, że od razu czuję wiesz... jak spotkam kogoś to wiem czy to ma sens czy nie ma. Może powinienem zaufać temu, gdy nasze ścieżki pierwszy raz się z Neilem przecieły. Wiesz, on źle narysował skrzyp, a potem wyczarował szczura, żeby ludzie gadali żę u Lizzy biegają gryzonie. Bardzo to było nieuprzejme z jego strony. Pan Morpheus go uratował, przedstawiał jako swojego przyjaciela, więc myślałem, że może mój osąd był niewłaściwy ale... – wzruszył kilkukrotnie ramionami i pociągnął nosem. – Nie każdy z każdym co nie? Po co mam się starać dla kogoś kto nie chce ze mną spędzać czasu, skoro mam obok siebie osobę, która chce ze mną spędzać czas i z którą dobrze sie czuje? – obdarzył Ulę szerokim uśmiechem i nagle jakieś takie wewnętrzne rozterki rozpierzchły się. To było o wiele bardziej mądre. Skupiać się na tym co się ma, na miodzie, na pszczołach, na jabłkach w dłoni, niż czymś czego brakło. To zawsze mieniło się jakimś jasnym, kuszącym światłem, ale w ostatecznym rozrachunku nie oznaczało wcale, że jest gwarantem szczęścia.
– A i tak, znam teraz... pff... milion ludzi, w porównaniu z tym, jak to u mnie wyglądało w kwietniu. Bywały takie miesiące, że rozmawiałem tylko z Białką i Miłką, od dwóch lat właściwie nikt mnie nie odwiedzał, tyle co czasem przyjechałem do Doliny na Rynek. Bee była bardzo zajęta, no a ten... nie miałem więcej ktosiów kogo mógłbym obchodzić. Czy coś. – nie chciał już mówić o Norze, wszak Ula powiedziała, że relacje były tematem niewygodnym. Sapnął więc gniewnie, że jakoś go ciągnęło do tych tematów więc podjął inny, może przystępniejszy. – A Ty też widziałaś pana Morpheusa bez butów? Skąd się znacie w ogole? Zagląda tu do Lysandra czasem?
– To prawda, chociaż, może mi uwierzysz lub nie, ale jak spotkaliśmy się na plaży, to rzeczywiście chodził bez butów po piasku. Po takim jak on spodziewałbym się raczej tego, że w ogóle na piasek nie wejdzie. Z drugiej strony... – zawahal się przez moment, rozważając to w swoim niedźwiedzim rozumku – może tak to jest, że spodziewamy się po innych rzeczy, bo tak jest łatwiej niż poznawać ich, bo to wymaga czasu i słów, a potem może się okazać, że ten ktoś jest zupełnie inną osobą. – Po chwili jednak pokręcił głową i skupił się ponownie na owocach, lubił mieć czym zajęte ręce. – Nie, ja to mam tak, że od razu czuję wiesz... jak spotkam kogoś to wiem czy to ma sens czy nie ma. Może powinienem zaufać temu, gdy nasze ścieżki pierwszy raz się z Neilem przecieły. Wiesz, on źle narysował skrzyp, a potem wyczarował szczura, żeby ludzie gadali żę u Lizzy biegają gryzonie. Bardzo to było nieuprzejme z jego strony. Pan Morpheus go uratował, przedstawiał jako swojego przyjaciela, więc myślałem, że może mój osąd był niewłaściwy ale... – wzruszył kilkukrotnie ramionami i pociągnął nosem. – Nie każdy z każdym co nie? Po co mam się starać dla kogoś kto nie chce ze mną spędzać czasu, skoro mam obok siebie osobę, która chce ze mną spędzać czas i z którą dobrze sie czuje? – obdarzył Ulę szerokim uśmiechem i nagle jakieś takie wewnętrzne rozterki rozpierzchły się. To było o wiele bardziej mądre. Skupiać się na tym co się ma, na miodzie, na pszczołach, na jabłkach w dłoni, niż czymś czego brakło. To zawsze mieniło się jakimś jasnym, kuszącym światłem, ale w ostatecznym rozrachunku nie oznaczało wcale, że jest gwarantem szczęścia.
– A i tak, znam teraz... pff... milion ludzi, w porównaniu z tym, jak to u mnie wyglądało w kwietniu. Bywały takie miesiące, że rozmawiałem tylko z Białką i Miłką, od dwóch lat właściwie nikt mnie nie odwiedzał, tyle co czasem przyjechałem do Doliny na Rynek. Bee była bardzo zajęta, no a ten... nie miałem więcej ktosiów kogo mógłbym obchodzić. Czy coś. – nie chciał już mówić o Norze, wszak Ula powiedziała, że relacje były tematem niewygodnym. Sapnął więc gniewnie, że jakoś go ciągnęło do tych tematów więc podjął inny, może przystępniejszy. – A Ty też widziałaś pana Morpheusa bez butów? Skąd się znacie w ogole? Zagląda tu do Lysandra czasem?