08.05.2024, 11:34 ✶
Samuel zdecydowanie nie był przyzwyczajony do atencji, jaką go obecnie obdarzano. Chwilowy tygodniowy kryzys przeszedł jak za dotknięcie hehe carodziejskiej różdżki, ale to może była bardziej kwestia nieoczekiwanego splotu wydarzeń, dziwnej kichającej anomalii, która ledwie dwa dni temu zmusiła go do konfrontacji z najbardziej nieszczęśliwą miłością swojego życia, która bardzo dla niego nieoczekiwanie wytraciła to "nie" z równania. Samuel więc unosił się pół metra nad ziemią, będąc do bólu wręcz zakochaną osobą. Wciąż niepewną. Wciąż przerażoną jutra. Ale szczęśliwą.
Jedną z rzeczy, która martwiła go obecnie najbardziej to fakt, że Knieja mogła zrobić krzywdę tym, którzy byli dla niego tak ważni, a tych osób było coraz więcej i więcej. Incydent nad jeziorem sprawiał, że wróciły koszmary i choć pierwszej nocy po zejściu się z Norą nic się nie zadziało (spał jak dziecko) to drugiej niestety naruszył konstrukcję domku ogrodnika. I tak jak już chciał mówić, że z żadnym lekarzem się nie spotka, bo i tak mu ów lekarz nie pomoże, tak teraz był tak niecierpliwy spotkania, że gdy tylko uprzątnął szkody, to wyleciał na wrzosowisko pełen obaw i nadziei. Oraz braku spokojności w ptasim sercu. Znaczy ludzkim, bo siedząc na ramie ślepego okna ruin i drobiąc łapkami niespokojnie, szorując pazurkami o kamień, jakby to była jego grzęda, gdy tylko poczuł pojawienie się kobiety sfrunął pomiędzy obrośnięte kamienie i zmienił się znów w człowieka. Spotkanie jednak wymagało mówienia, a też łatwiej byłoby pokazać skalę problemu w ludzkiej, a nie zwierzęcej skórze.
– Pani Bulstrode? – zagadnął wygrzebując się z krzaków. We włosach utkwiły mu jedna czy dwie gałązki. Był onieśmielony, ale próbował się uśmiechać, nawet jeśli wzrokiem uciekał od jej wyniosłej twarzy. – To ja, emmm... Sam. Samuel właściwie no tak to... mieliśmy się tu spotkać i myślę że no... cieszę się, że nie naciskała pani na szpital, bo nie wiem, raz w życiu tam byłem jak to się wszystko zaczęło i cholibka, chyba nie chciałbym więcej. – Spróbował się wyprostować, palcami poszorował się po karku w kojącym geście. Trochę się zaśmiał, niezręcznie, jakby jego słowa były wybitnie zabawne, a nie wcale takie o, rzucone bezmyślnie, z potrzeby wypełnienia czymkolwiek ciszy.
Jedną z rzeczy, która martwiła go obecnie najbardziej to fakt, że Knieja mogła zrobić krzywdę tym, którzy byli dla niego tak ważni, a tych osób było coraz więcej i więcej. Incydent nad jeziorem sprawiał, że wróciły koszmary i choć pierwszej nocy po zejściu się z Norą nic się nie zadziało (spał jak dziecko) to drugiej niestety naruszył konstrukcję domku ogrodnika. I tak jak już chciał mówić, że z żadnym lekarzem się nie spotka, bo i tak mu ów lekarz nie pomoże, tak teraz był tak niecierpliwy spotkania, że gdy tylko uprzątnął szkody, to wyleciał na wrzosowisko pełen obaw i nadziei. Oraz braku spokojności w ptasim sercu. Znaczy ludzkim, bo siedząc na ramie ślepego okna ruin i drobiąc łapkami niespokojnie, szorując pazurkami o kamień, jakby to była jego grzęda, gdy tylko poczuł pojawienie się kobiety sfrunął pomiędzy obrośnięte kamienie i zmienił się znów w człowieka. Spotkanie jednak wymagało mówienia, a też łatwiej byłoby pokazać skalę problemu w ludzkiej, a nie zwierzęcej skórze.
– Pani Bulstrode? – zagadnął wygrzebując się z krzaków. We włosach utkwiły mu jedna czy dwie gałązki. Był onieśmielony, ale próbował się uśmiechać, nawet jeśli wzrokiem uciekał od jej wyniosłej twarzy. – To ja, emmm... Sam. Samuel właściwie no tak to... mieliśmy się tu spotkać i myślę że no... cieszę się, że nie naciskała pani na szpital, bo nie wiem, raz w życiu tam byłem jak to się wszystko zaczęło i cholibka, chyba nie chciałbym więcej. – Spróbował się wyprostować, palcami poszorował się po karku w kojącym geście. Trochę się zaśmiał, niezręcznie, jakby jego słowa były wybitnie zabawne, a nie wcale takie o, rzucone bezmyślnie, z potrzeby wypełnienia czymkolwiek ciszy.