08.05.2024, 12:25 ✶
Gdy Samuel wyłonił się nagle z krzaków Florence drgnęła, nieco niespokojnie, bo spodziewała się raczej, że mężczyzna nadejdzie ścieżką albo aportuje się, a nie wyłoni nagle gdzieś z chaszczy. Zmierzyła go spojrzeniem, chłodnym i uważnym – jej baczne oczy od razu wychwyciły te gałązki we włosach, ogólne rozczochranie i pewne zaniedbanie. Nie dała jednak po sobie poznać, jakie wrażenie robił na niej jego stan, ponieważ w tej chwili był w pewnym sensie jej pacjentem – a wobec pacjentów winno się zachowywać pełen profesjonalizm. Okazywanie im niechęci albo dezaprobaty nie było dopuszczalne podczas sytuacji służbowych, chyba że akurat wyliczałam im, dlaczego bardzo głupie będzie odmówienie przyjęcia eliksiru albo wypis na własne życzenie.
– Florence Bulstrode, klątwołamaczka z Munga – potwierdziła. – Jestem zainteresowana badaniami na temat klątwy żywiołów.
Nie odpowiedziała nawet na jego podziękowania i niechęć do szpitali. Zupełnie nie pojmowała, czemu ludzie tak upierali się ich unikać – a potem pojawiali się za późno, przez co wszystko komplikowało się i dla nich, i dla służby zdrowia. Leczenie było trudniejsze i często nie miało już szans przynosić rezultatów, co tylko utwierdzało krewnych w przekonaniu, że szpital to samo zło…
– Chcę porozmawiać na temat tego, jak objawia się klątwa, w jaki sposób się zaczęła i czy ma pan jakieś pojęcie odnośnie tego, po kim została odziedziczona – powiedziała rzeczowo, od razu przechodząc do sedna. Oboje pojawili się tutaj w konkretnym celu i Florence właśnie na tym celu chciała się skupić. – Poza tym wykonać podstawowe badania, jakie są możliwe w tym miejscu, także pobranie krwi.
To był zaledwie początek. Oczywiście, studiowała już historię i okoliczności tej klątwy, jako przykład jednego z nieprzewidywalnych przekleństw oraz klątwy warunkowanej genetycznie i – prawdopodobnie – zaburzającej funkcjonowanie magii kształtowania w ciele. To był jednak tylko… wierzchołek góry lodowej, pod którym znajdowały się badania osób, których dotknęła ta klątwa, studia odnośnie linii ich krwi i wreszcie sięgnięcie do historii irlandzkiego czarodzieja, który wszystko rozpoczął.
Wilius chciał przekroczyć poza granice magii.
Florence w pewnym sensie dążyła do tego samego, ale miała zamiar – tak przynajmniej liczyła – podejść do sprawy znacznie ostrożniej niż zrobił to on.
– Zanim zaczniemy, czy pan ma jakieś pytania?
– Florence Bulstrode, klątwołamaczka z Munga – potwierdziła. – Jestem zainteresowana badaniami na temat klątwy żywiołów.
Nie odpowiedziała nawet na jego podziękowania i niechęć do szpitali. Zupełnie nie pojmowała, czemu ludzie tak upierali się ich unikać – a potem pojawiali się za późno, przez co wszystko komplikowało się i dla nich, i dla służby zdrowia. Leczenie było trudniejsze i często nie miało już szans przynosić rezultatów, co tylko utwierdzało krewnych w przekonaniu, że szpital to samo zło…
– Chcę porozmawiać na temat tego, jak objawia się klątwa, w jaki sposób się zaczęła i czy ma pan jakieś pojęcie odnośnie tego, po kim została odziedziczona – powiedziała rzeczowo, od razu przechodząc do sedna. Oboje pojawili się tutaj w konkretnym celu i Florence właśnie na tym celu chciała się skupić. – Poza tym wykonać podstawowe badania, jakie są możliwe w tym miejscu, także pobranie krwi.
To był zaledwie początek. Oczywiście, studiowała już historię i okoliczności tej klątwy, jako przykład jednego z nieprzewidywalnych przekleństw oraz klątwy warunkowanej genetycznie i – prawdopodobnie – zaburzającej funkcjonowanie magii kształtowania w ciele. To był jednak tylko… wierzchołek góry lodowej, pod którym znajdowały się badania osób, których dotknęła ta klątwa, studia odnośnie linii ich krwi i wreszcie sięgnięcie do historii irlandzkiego czarodzieja, który wszystko rozpoczął.
Wilius chciał przekroczyć poza granice magii.
Florence w pewnym sensie dążyła do tego samego, ale miała zamiar – tak przynajmniej liczyła – podejść do sprawy znacznie ostrożniej niż zrobił to on.
– Zanim zaczniemy, czy pan ma jakieś pytania?