Dom jednorodzinny, nazywany dworem. Co sprawiało, że tak został mianowany przez mieszkańców? Miał bogatą i interesującą historię? Pochodzenie? Członkowie rodziny czymś się wyróżniali? Właściwie nazwa powinna dotyczyć samej posiadłości. Zaciekawiło to Nicholasa. Może to dlatego, że miał rodzinę zajmującą się archeologią?
”Zmarzłoć.” – powtórzył sobie w myślach, mając kilka interpretacji danego nazewnictwa. Mogło odnosić się do chłodu, zmarłych. Która z nich będzie temu bliższa? Zobaczy na miejscu. Bo być może była inna temu interpretacja.- Rozumiem.
Odparł na słowa Roberta, których wysłuchał uważnie.
Dotrzymując mu kroku przy spacerze ulicą, rozglądał się po okolicy dość uważnie, ostrożnie, badawczo. Aby zapamiętać najważniejsze elementy. Drzewa. Jakie rosną, w jakich odstępach. Czy coś znajduje się między nimi. Niektóre miasteczka posiadały kapliczki. Czy i one miały tutaj miejsce? Architektura domostw. Który się wyróżniał? Przy którym należałoby skręcić? Wszystko było istotne. Nawet kolor płotu. Latania uliczna. Posiadanie psa. Na wszystko zawracał uwagę. Pilnował jednak, aby wciąż dotrzymywać kroku swojemu mistrzowi.
Skoro budynek celu mógł trochę ucierpieć, ważne tylko aby był wstanie tam jakoś wejść i zobaczyć cokolwiek. Znaleźć coś dla niego interesującego. Sprawdzić, czy ktoś owe miejsce pilnuje. Z kim sąsiaduje. Jak bardzo jego dusza może być oddalona od ciała.
W pewnym momencie ich spaceru, Nicholas zauważył u Roberta ten charakterystyczny dyskretny gest, wskazujący na miejscówkę celu. Nicholas rzucił przelotnie wzrokiem na otoczenie, wyłapując chociażby jakiś fragment miejsca, punktu ich celu. Przyjął do wiadomości dane trasy, przedstawione przez Mulcibera, którędy i kiedy powinien skręcić, aby tam się dostać. Na potwierdzenie jego słów, Travers skinął głową, że przyjął do wiadomości i zapamiętał.
Ruszyli jednak dalej, nie zbaczając z trasy, jakby oddalając się od docelowego miejsca misji. Może i kamuflaż by pomógł im ukryć prawdziwą tożsamość, to jednak po jednej sytuacji, Nicholas nie zamierzał ponownie pozwolić sobie zniekształcić twarz. Jedna sztuka plastyka w wykonaniu Rodolphusa mu wystarczyła, aby to na sobie odczuł.
Zbliżając się do skrzyżowania, Robert postanowił nieco zboczyć z trasy, co zauważył Nicholas. Zaciągnięty, udał się tam i niepodziewanie został pochwycony za rękę. Otoczenie szybko uległo zmianie i znaleźli się już na terenie jakiegoś ogrodu. Na tyłach domu? Dworu? Widząc to, Nicholas zrozumiał powód, dla którego Robert tak postąpił. Nicholas przyjął do wiadomości wyjaśnienie i nie miał o to żadnych pretensji. Rozumiał. W końcu ufał Mulciberowi.
Wykorzystując chwilę, Nicholas postanowił przyjrzeć się tylnej części domostwa, jaki spełniał rolę Dworu Zmarzłoć. Mogło odnieść to wrażenie, że elewacja tego miejsca stanęła w jakimś okresie. Miał swoje lata, jeżeli nie wieki. Dom jednorodzinny nie miałby może takich zdobień architektonicznych. Może poza ogrodem, to właśnie te wieżyczki i stworzenia rzeźbione, stanowiły jego wyjątkowość?
Nicholas przeniósł spojrzenie w kierunku ogrodu otaczającego miejsce przy samym budynku, jak i dookoła siebie. Czy była altana? W jakim rzędzie sadzano kwiaty i krzewy? Czy cokolwiek tutaj bywało zadbane? Wyglądało to poniekąd jak opustoszałe. Martwej ciszy. Nawet, jeżeli gospodarz wyjechał.
- Obejdzie się. Ważne, że można dostać się od tyłu.Skomentował jego słowa, dołączając do Roberta. Dał mu chwilę, aby w spokoju wyjął klucze, z zamiarem otworzenia drzwi. Mieli dużo czasu. Ile tych kluczy było, być może za którąś próbą znajdzie ten odpowiedni. W między czasie Nicholas wyjął z torby swojej czarne rękawice i ubrał. Wchodząc do obcych miejsc, wolał dla bezpieczeństwa niczego nie dotykać, aby nie zostawić jakiegoś odcisku.