08.05.2024, 20:24 ✶
Charlie postanowił zmusić się do otwartej pozy. W tym celu oparł się i wysunął dłonie spomiędzy kolan, a same kolana rozsunął nieco. Nie był już dzieckiem, musiał sobie przypomnieć. Nie musiał bać się Roberta.
- Nasz skrzat, Pierdek... t-to znaczy, Agnarr... - poprawił się, tym razem używając odpowiedniego imienia skrzata. Niełatwo było wybyć się używania przezwiska, gdy tak utrwaliło się, odkąd wymyślili je z bratem za dzieciaka. - Agnarr będzie przekazywał korespondencję, jeśli zajdzie potrzeba, wuju. Jeśli klient zechce spotkać się twarzą w twarz, pojadę do Norwegii. To nie problem. - Dodał. Co prawda nigdy nie ważyłby się przebyć morza na miotle, bo nie był dobry ani z lataniem, ani z głębiną pod sobą, ale kursowały dorożki. Od biedy mógłby użyć świstoklika! - Wszystko jest w porządku, proszę wuja. Wolałbym... wolałbym zostać przy ojcu, ale jeśli będzie chciał odesłać mnie do Oslo, to wrócę. - Podkreślił. To, co zrobi, leżało w gestii jego ojca. Miał wielką nadzieję, że Richard zobaczy w nim potencjał i zgodzi się na pozostanie młodszego syna w Londynie. Choć nie potrafił tego uzasadnić, Charles czuł, że nie poradziłby sobie sam w domu!
Kolejne słowa wuja sprawiły, że Charlie zmieszał się nieco. Jego spojrzenie powędrowało ku dywanowi, gdy mała gra Roberta miała taki skutek, jak powinna.
- Zawsze dbam o jakość wyrobów. - Odważył się stwierdzić. - Ze stałą dostawą składników z Norwegii... powinniśmy działać nie gorzej, niż dotychczas, wuju. To znaczy... - Zmieszał się jeszcze bardziej. - Nie za wiele wiem o biznesie tutaj. Ojciec nie przekazywał szczegółów. Ale zrobię, co będę musiał!
- Nasz skrzat, Pierdek... t-to znaczy, Agnarr... - poprawił się, tym razem używając odpowiedniego imienia skrzata. Niełatwo było wybyć się używania przezwiska, gdy tak utrwaliło się, odkąd wymyślili je z bratem za dzieciaka. - Agnarr będzie przekazywał korespondencję, jeśli zajdzie potrzeba, wuju. Jeśli klient zechce spotkać się twarzą w twarz, pojadę do Norwegii. To nie problem. - Dodał. Co prawda nigdy nie ważyłby się przebyć morza na miotle, bo nie był dobry ani z lataniem, ani z głębiną pod sobą, ale kursowały dorożki. Od biedy mógłby użyć świstoklika! - Wszystko jest w porządku, proszę wuja. Wolałbym... wolałbym zostać przy ojcu, ale jeśli będzie chciał odesłać mnie do Oslo, to wrócę. - Podkreślił. To, co zrobi, leżało w gestii jego ojca. Miał wielką nadzieję, że Richard zobaczy w nim potencjał i zgodzi się na pozostanie młodszego syna w Londynie. Choć nie potrafił tego uzasadnić, Charles czuł, że nie poradziłby sobie sam w domu!
Kolejne słowa wuja sprawiły, że Charlie zmieszał się nieco. Jego spojrzenie powędrowało ku dywanowi, gdy mała gra Roberta miała taki skutek, jak powinna.
- Zawsze dbam o jakość wyrobów. - Odważył się stwierdzić. - Ze stałą dostawą składników z Norwegii... powinniśmy działać nie gorzej, niż dotychczas, wuju. To znaczy... - Zmieszał się jeszcze bardziej. - Nie za wiele wiem o biznesie tutaj. Ojciec nie przekazywał szczegółów. Ale zrobię, co będę musiał!