08.05.2024, 21:08 ✶
Siadając do stołu i od razu sięgając po kilka kiełbasek, jajka i chleb, Leo kątem oka obserwował coś, co wyglądało jak niema wymiana zdań między ciotką a ojcem. Oh, racja. Czy to nie była aby ciotka Lorien? Najwyraźniej wpadła z dość niezapowiedzianą wizytą. Nie, żeby jakoś szczególnie go to interesowało, ale jeśli miałby wypunktować coś ciekawego w mieszkaniu pod jednym dachem ze sporą ilością krewnych, to z pewnością były to łatwo wybuchające dramy i niesnaski. Sam oczywiście brał udział zaledwie w drobnych sprzeczkach i przekomarzankach z bratem. Ot, jak na typowe rodzeństwo przystało. Typowe rodzeństwo, które mimo wieku nie wyrasta z pewnych niemądrych przyzwyczajeń.
Leonard uśmiechnął się ze sztuczną słodyczą do brata. Oczywiście, że był zazdrosny o jego głupie, bezróżdżkowe czarownie. Co nie znaczy, że kiedykolwiek zamierzał się do tego przyznać. Nie w tym życiu.
- Oh? Sądziłem, że to ty przywykłeś do tego typu, domowych obowiązków? Sam rozumiesz. Skoro nigdzie nie pracujesz i nie masz nad sobą aż tylu ważnych obowiązków? - przyglądając się Charliemu niezmordowanie, ugryzł kawałek kiełbasy, zagryzł kromką i przeżuł dokładnie.
Leonard uśmiechnął się ze sztuczną słodyczą do brata. Oczywiście, że był zazdrosny o jego głupie, bezróżdżkowe czarownie. Co nie znaczy, że kiedykolwiek zamierzał się do tego przyznać. Nie w tym życiu.
- Oh? Sądziłem, że to ty przywykłeś do tego typu, domowych obowiązków? Sam rozumiesz. Skoro nigdzie nie pracujesz i nie masz nad sobą aż tylu ważnych obowiązków? - przyglądając się Charliemu niezmordowanie, ugryzł kawałek kiełbasy, zagryzł kromką i przeżuł dokładnie.