08.05.2024, 23:01 ✶
Przedziwny był to dzień. Nawet, teraz gdy właściwie był już jedną stopą w kolejnym dniu miesięcznego cyklu, nie mógł nadziwić się temu, w jak nieprawdopodobną stronę skręcił jego los w ciągu zaledwie kilku godzin. I pomyśleć, że to wszystko zaczęło się od kilku kolejek skrzaciego bimbru pędzonego w piwnicach Warowni. Zapamięta ten dzień jako jeden z tych pełnych skrajności, w których radość mieszała się ze skutkiem, a żałość zmagała się z nadzieją. Po jednej stronie miał Selwyna, a po drugiej Shafiqa i jakby tak się nad tym zastanowił, przeszedł cały dystans od jednego mężczyzny do drugiego, walcząc poniekąd z samym sobą, aby nie pozostać po środku i zachować neutralność za cenę wszystkiego.
Mógł pozostać niewzruszony, zakopać to wszystko w sobie, zakuć się w pancerz i trwać w przekonaniu, że kilka tygodni wystarczy, aby odpędzić kłębiące się między jego kośćmi emocje. Czy jednak teraz, gdy miał Anthony'ego na wyciągnięcie ręki, mógł szczerze przyznać, że samotność była lepsza? Wiedział, że nie chciał być teraz nigdzie indziej. Zapewne nigdy nie będzie w pełni świadom tego, co popchnęło go do wieczornej wizyty w Little Hangleton: podświadomość, los czy przypadek. I może nawet nie musiał tego wiedzieć. Koniec końców to ludzie podejmowali decyzje, a chociaż na razie były to drobne obietnice, tak zapowiadały przełom. Czy na gorsze, czy na lepsze - to dopiero pokażą nadchodzące dni.
Uśmiechnął się przelotniem, gdy drobny gest z jego strony przekonał mężczyznę do tego, aby został z nim tej nocy. Nie liczył na nic szalonego. Właściwie to z uwagi na wydarzenia, w jakie się wplątał, wolał nawet tego nie ryzykować. Nie miał pojęcia, w jakim stanie się obudzi, a nie chciał żałować. Nie chciał też, aby Anthony poczuł się, że został zapędzony w kozi róg, z którego była tylko jedna droga ucieczki o nazwie ''powrót do starych nawyków''. Nie musieli być niewolnikami własnych przyzwyczajeń. A przynajmniej nie tej nocy. Erik przesunął swobodnie dłoń z pleców mężczyzny na jego ramię, szarpiąc delikatnie materiał i zapraszając mężczyznę do tego, aby do niego dołączył.
Wypuścił głośno powietrze z płuc, gdy poczuł długie palce Shafiqa wplątane w kosmyki jego włosów. Przywarł policzkiem do piersi swego towarzysza, wsłuchując się w nierówne bicie jego serca. Nie był zaskoczony; z nim pewnie było niewiele lepiej. Gdzieś w środku cieszył się, że nie doszło między nimi do ostrzejszej wymiany zdań. A przecież wystarczyłoby parę nieodpowiednich słów, aby zamiast raju w sypialni rozpętało się istne piekło. Chociaż oboje piastowali w życiu zawodowym poważne funkcje, tak nawet im kończyła się czasem cierpliwość. A kto wie, jak mogło się to skończyć, skoro oboje nie byli w najlepszym stanie.
— Nie przestawaj — mruknął cicho, gdy dłoń Anthony'ego nagle prześlizgnęła się na jego kark.
Przymknął oczy, nie do końca świadom tego, że dosłownie chwilę później Shafiq odsłonił przed nim kolejne karty. Powoli odpływał do krainy mitologicznego Morfeusza, pozostawiając Shafiqa samego ze swoimi przemyśleniami, nawet jeśli wypowiadał je na głos. Czasem cisza oznaczała przyzwolenie. Pozwolenie. Akceptację. Zgodę. Może tym razem odebrał milczenie Erika w ten sposób, gdy dopiero jakiś czas później zorientował się, że mężczyzna dosłownie zasnął mu w ramionach? Cóż, teraz już nie było go sensu budzić, aby wznowić tę konwersację, ale jutro... Za tydzień... Dwa tygodnie. Kiedy czas będzie odpowiedni. Może wówczas chwila będzie odpowiednia. Lepsza. Idealna.
Mógł pozostać niewzruszony, zakopać to wszystko w sobie, zakuć się w pancerz i trwać w przekonaniu, że kilka tygodni wystarczy, aby odpędzić kłębiące się między jego kośćmi emocje. Czy jednak teraz, gdy miał Anthony'ego na wyciągnięcie ręki, mógł szczerze przyznać, że samotność była lepsza? Wiedział, że nie chciał być teraz nigdzie indziej. Zapewne nigdy nie będzie w pełni świadom tego, co popchnęło go do wieczornej wizyty w Little Hangleton: podświadomość, los czy przypadek. I może nawet nie musiał tego wiedzieć. Koniec końców to ludzie podejmowali decyzje, a chociaż na razie były to drobne obietnice, tak zapowiadały przełom. Czy na gorsze, czy na lepsze - to dopiero pokażą nadchodzące dni.
Uśmiechnął się przelotniem, gdy drobny gest z jego strony przekonał mężczyznę do tego, aby został z nim tej nocy. Nie liczył na nic szalonego. Właściwie to z uwagi na wydarzenia, w jakie się wplątał, wolał nawet tego nie ryzykować. Nie miał pojęcia, w jakim stanie się obudzi, a nie chciał żałować. Nie chciał też, aby Anthony poczuł się, że został zapędzony w kozi róg, z którego była tylko jedna droga ucieczki o nazwie ''powrót do starych nawyków''. Nie musieli być niewolnikami własnych przyzwyczajeń. A przynajmniej nie tej nocy. Erik przesunął swobodnie dłoń z pleców mężczyzny na jego ramię, szarpiąc delikatnie materiał i zapraszając mężczyznę do tego, aby do niego dołączył.
Wypuścił głośno powietrze z płuc, gdy poczuł długie palce Shafiqa wplątane w kosmyki jego włosów. Przywarł policzkiem do piersi swego towarzysza, wsłuchując się w nierówne bicie jego serca. Nie był zaskoczony; z nim pewnie było niewiele lepiej. Gdzieś w środku cieszył się, że nie doszło między nimi do ostrzejszej wymiany zdań. A przecież wystarczyłoby parę nieodpowiednich słów, aby zamiast raju w sypialni rozpętało się istne piekło. Chociaż oboje piastowali w życiu zawodowym poważne funkcje, tak nawet im kończyła się czasem cierpliwość. A kto wie, jak mogło się to skończyć, skoro oboje nie byli w najlepszym stanie.
— Nie przestawaj — mruknął cicho, gdy dłoń Anthony'ego nagle prześlizgnęła się na jego kark.
Przymknął oczy, nie do końca świadom tego, że dosłownie chwilę później Shafiq odsłonił przed nim kolejne karty. Powoli odpływał do krainy mitologicznego Morfeusza, pozostawiając Shafiqa samego ze swoimi przemyśleniami, nawet jeśli wypowiadał je na głos. Czasem cisza oznaczała przyzwolenie. Pozwolenie. Akceptację. Zgodę. Może tym razem odebrał milczenie Erika w ten sposób, gdy dopiero jakiś czas później zorientował się, że mężczyzna dosłownie zasnął mu w ramionach? Cóż, teraz już nie było go sensu budzić, aby wznowić tę konwersację, ale jutro... Za tydzień... Dwa tygodnie. Kiedy czas będzie odpowiedni. Może wówczas chwila będzie odpowiednia. Lepsza. Idealna.
Koniec sesji
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞