09.05.2024, 08:18 ✶
- Nie chodzi mi o stan domu, ten wbrew pozorom jest całkiem niezły - powiedziała Brenna. Nie do końca rozumiała, o co im chodziło z tą ruderą: dom po prostu był opuszczony i zabałaganiony i… cóż, wyglądał tak, jak wyglądało miejsce od dawna nie zamieszkane, a oni mieli przecież podczas remontu do dyspozycji magię i kilkanaście osób. Potrzeba było przede wszystkim powywalać te meble, które od niczego się nie nadawały, naprawić dach i odmalować wszystkie ściany i wymienić niektóre okna, a także tu i ówdzie podłogi. – Po prawdzie sprzedano go prawie za darmo? Zapłaciłam niewiele więcej niż za domek w Kniei. Ale chodzi o to, że właściciel zdawał się palić, żeby oddać mi klucze i kazał mi tu wszystko oglądać samej, on nie chciał wejść… Hm, kurczę, ten model jest chyba zaklęty? – spytała z pewnym zdumieniem, gdy dotknęła jednej z planet, i te zaczęły się poruszać. Przedmiot był doskonale zachowany, a jeżeli go zaczarowano, to takie rzeczy były dość drogie. – Dziwne, że nikt z poprzednich właścicieli go nie zabrał ze sobą… Tak na oko te regały też są w porządku, tylko trzeba je wyczyścić – paplała, kiedy Thomas skierował się ku oknu. – Juliusowie – Julius Cezar. Wcale bym się nie zdziwiła? W sensie, gdyby naprawdę mieli rzymskie korzenie. Ale nie wiem, czy chwaliliby się pochodzeniem od Juliusa, on to był chyba mugolem?
Brenna nie była asem astronomii. Lubiła te lekcje, bo legalna włóczęga po nocy w zamku to właśnie jej klimaty, poza tym uważała, że fajnie sobie popatrzeć w niebo. Ale zapamiętała tylko kilka podstawowych konstelacji: nie umiała rysować map nieba, nie umiała znajdować większości gwiazd, ta wiedza już dawno wywietrzała jej z głowy.
– Żartujesz? Noc to najlepsza pora do przygód… – roześmiała się i pochyliła, by zajrzeć do jednej z szafek.
Figg minął biurko i fotele – same fotele nadawały się albo od wywalenia, albo do odrestaurowania, ale biurko wyglądało wręcz na zabytek i poza tym, że pokryte kurzem, zachowało się doskonale – a kiedy szarpnął za zasłony…
…coś poruszyło się pod meblem.
Dobiegło spod niego miauknięcie: bardzo znajome miauknięcie. Tylko tym razem… brzmiało żałośnie. Boleśnie.
Kapitan Pazur?
Brenna nie była asem astronomii. Lubiła te lekcje, bo legalna włóczęga po nocy w zamku to właśnie jej klimaty, poza tym uważała, że fajnie sobie popatrzeć w niebo. Ale zapamiętała tylko kilka podstawowych konstelacji: nie umiała rysować map nieba, nie umiała znajdować większości gwiazd, ta wiedza już dawno wywietrzała jej z głowy.
– Żartujesz? Noc to najlepsza pora do przygód… – roześmiała się i pochyliła, by zajrzeć do jednej z szafek.
Figg minął biurko i fotele – same fotele nadawały się albo od wywalenia, albo do odrestaurowania, ale biurko wyglądało wręcz na zabytek i poza tym, że pokryte kurzem, zachowało się doskonale – a kiedy szarpnął za zasłony…
…coś poruszyło się pod meblem.
Dobiegło spod niego miauknięcie: bardzo znajome miauknięcie. Tylko tym razem… brzmiało żałośnie. Boleśnie.
Kapitan Pazur?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.