— Chyba nie... Przynajmniej w książkach i komiksach nie mają...
Teraz nie byłam tego taka pewna. Czasem świat rzeczywisty mieszał mi się ze światem rzeczywistym dla mugoli. Dla nich wampiry stanowiły legendarne stworzenia i tak też przedstawiane są w mediach, z którymi mam dużą styczność. Dlatego często zapominam, że one właściwie istnieją. Z tego co pamiętam, różnią się od mugolskich wersji, ale czym dokładnie... Niespecjalnie mnie to interesowało. A pewnie powinno biorąc pod uwagę moje zamiłowanie do komiksów fantastycznych. Tylko, że świadomość istnienia magii i związanych z nią stworzeń odbiera trochę zabawy. Zamienia nadnaturalną historię w nudną opowieść akcji. No i rzeczywistość jest jednak nudniejsza. Bo co z tego, że jednorożce istnieją, skoro nie potrafią się teleportować? Ich krew posiada co prawda niezwykłe lecznicze zdolności, ale ten element akurat nie występuje w literaturze. To wszystko takie poplątane...
Z zamyślenia na ten temat wyrwały mnie lustra. Pierwsze było zupełnie normalne. Ale już kolejne prezentowały odbicia wygięte na różne sposoby. Na jednym byliśmy rozciągnięci jak patyki. Na innym mieliśmy kształt gruszki. Kolejne powiększało nasze głowy, inne zupełnie je odcinało.
— Trochę mroczne... — stwierdziłam, poruszając się trochę przed tym ostatnim lustrem. Widziałam ręce, tułów i nogi, ale ponad szyją był tylko sufit.
Gdzieś na sali była tabliczka wyjaśniająca fizykę luster, ale to zbyt skomplikowane dla mnie. Coś o tym, jak pada światło i tak dalej... Za głupia jestem na to. Interesowała mnie kolejna sala. Zgodnie z nazwą prezentowała magiczne lustra. To mogło być ciekawsze. Podeszłam do pierwszego z nich. Jego odbicie nie pokazywało żadnych kolorów. Wszystko było czarno-białe.
— Przydałoby mi się takie do ćwiczeń... — mruknęłam, oglądając uważnie swój światłocień.