22.12.2022, 16:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.01.2023, 16:22 przez Darcy Lockhart.)
Darcy ujął dłoń Lyssy, drugą rękę oparł na jej talii - zaledwie końcami palców, niezbyt nachalnie, bo wprawdzie był osobnikiem bardzo słabym wobec płci pięknej, ale też nie kompletnym chamem i nawet do niezbyt trzeźwego umysłu, w którym tańczyły teraz wille, błyszczał księżyc i śpiewały łabędzie, docierało, że choć dziewczę jest bardzo śmiałe, może nie czuć się komfortowo obłapiane przez obcego mężczyznę w środku lasu. Miał w końcu siostrę. Byłby bardzo, bardzo wkurzony, gdyby ona znalazła się w takiej sytuacji.
- Im? A czy to nie twoje próby, moja pani? Czy by nie okazało się, że wszystko ma cenę, którą trzeba zapłacić, po ostatniej próbie to nie ty powinnaś oddać to, co dla ciebie najcenniejsze? - spytał, puszczając talię i obracając ją ostrożnie. Był tylko lekko podpity, więc wiódł dziewczynę w tańcu pewnie, chociaż niezbyt szybko i wykonując tylko podstawowe kroki. Inaczej na tym podłożu istniałaby spora szansa, że któreś z nich się potknie na nierówności albo jakiejś szyszce i upadną oboje na leśne poszycie.
- W próbach powinien towarzyszyć ci chłopiec, który poszedł za tobą, choć odebrano ci czar, bo dostrzegł coś poza nim i chciał uwolnić brata, pochwyconego w sidła uzurpatorek - kontynuował, uwiedziony jej opowieścią, bo historie zawsze były tym, co porywało go najbardziej. I to wszystkie: te proste, te skomplikowane, smutne, wesołe, romanse, które czytywało się kryjąc okładki przed innymi i poważna literatura, nad którą niejeden kiwał głową z mądrą miną, choć niewiele rozumiał. Darcy po prostu uwielbiał słowa, wypowiadane, zapisane, układające się w opowieść. Już nie miało znaczenia, czy Lyssa była wilą, czy nie, stała się nią w jego historii, gdzieś na kartach, które kiedyś zapisze.
Może to jednak nie wiedźma będzie główną bohaterką.
- Wszedł za tobą w gęstą mgłę i ochraniał, gdy tkałaś suknie, pomógł wejść na szklaną górę, nad którą błyszczały gwiazdy, gdzie udało się schwycić promienie księżyca. Wreszcie zaś udał się w podróż, by tam, gdzie niebo łączy się z ziemią, znaleźć gwiezdny pył. A gdy wszystkie próby zostały odbyte, okazało się, że czeka cię jeszcze jedna: musisz wyrzec się uczuć, które narodziły się przy tych próbach – dokończył z szelmowskim uśmiechem, a potem jego głos stał się przytomniejszy. Już nie snuł razem z nią historii, raczej rozważał ciąg dalszy. – I tu pytanie, czy dać czytelnikom to, czego pragną, więc dziewczyna wybierze chłopca i zrezygnuje ze swego uroku, czy to, co uczyni historię naprawdę piękną i wzbudzającą emocje: wila odchodzi, bo nigdy nie była pisana śmiertelnemu, a on ratuje brata i zawsze z tęsknotą patrzy na las.
- Im? A czy to nie twoje próby, moja pani? Czy by nie okazało się, że wszystko ma cenę, którą trzeba zapłacić, po ostatniej próbie to nie ty powinnaś oddać to, co dla ciebie najcenniejsze? - spytał, puszczając talię i obracając ją ostrożnie. Był tylko lekko podpity, więc wiódł dziewczynę w tańcu pewnie, chociaż niezbyt szybko i wykonując tylko podstawowe kroki. Inaczej na tym podłożu istniałaby spora szansa, że któreś z nich się potknie na nierówności albo jakiejś szyszce i upadną oboje na leśne poszycie.
- W próbach powinien towarzyszyć ci chłopiec, który poszedł za tobą, choć odebrano ci czar, bo dostrzegł coś poza nim i chciał uwolnić brata, pochwyconego w sidła uzurpatorek - kontynuował, uwiedziony jej opowieścią, bo historie zawsze były tym, co porywało go najbardziej. I to wszystkie: te proste, te skomplikowane, smutne, wesołe, romanse, które czytywało się kryjąc okładki przed innymi i poważna literatura, nad którą niejeden kiwał głową z mądrą miną, choć niewiele rozumiał. Darcy po prostu uwielbiał słowa, wypowiadane, zapisane, układające się w opowieść. Już nie miało znaczenia, czy Lyssa była wilą, czy nie, stała się nią w jego historii, gdzieś na kartach, które kiedyś zapisze.
Może to jednak nie wiedźma będzie główną bohaterką.
- Wszedł za tobą w gęstą mgłę i ochraniał, gdy tkałaś suknie, pomógł wejść na szklaną górę, nad którą błyszczały gwiazdy, gdzie udało się schwycić promienie księżyca. Wreszcie zaś udał się w podróż, by tam, gdzie niebo łączy się z ziemią, znaleźć gwiezdny pył. A gdy wszystkie próby zostały odbyte, okazało się, że czeka cię jeszcze jedna: musisz wyrzec się uczuć, które narodziły się przy tych próbach – dokończył z szelmowskim uśmiechem, a potem jego głos stał się przytomniejszy. Już nie snuł razem z nią historii, raczej rozważał ciąg dalszy. – I tu pytanie, czy dać czytelnikom to, czego pragną, więc dziewczyna wybierze chłopca i zrezygnuje ze swego uroku, czy to, co uczyni historię naprawdę piękną i wzbudzającą emocje: wila odchodzi, bo nigdy nie była pisana śmiertelnemu, a on ratuje brata i zawsze z tęsknotą patrzy na las.