Złote słowa - to nic złego. Jedni potrafili korzystać ze swoich mięśni, którymi obdarzyła ich natura, inni ze swojego uroku, który przynosił miód na ich usta. Możesz próbować się zmienić, zmienić swoje życie, swoje nastawienie, ale człowiek był zawsze ograniczony własnym ciałem. Nie każdy był w stanie całkowicie przerzucić się na drugą stronę. Nie każdy miał wrodzoną inteligencję, która pozwalała mu sprawnie liczyć i nie każdy był w stanie to liczenie opanować do perfekcji. Nie każdy mógł biegac po lasach i mocować się z magicznymi stworzeniami jak Geraldine. To nic złego. Żyj w zgodzie ze swoją naturą - pokonuj swoje ograniczenia, ale nie pozwól ograniczeniom pokonać siebie samego. Laurent spoglądał z podziwem na osoby takie jak Yaxley - dumne, silne, które były dębem wobec wichury zdolne się jej opierać. Więc się opierała. Trzymała głowę wysoko, ale przynajmniej wobec niego - wcale się nie wywyższała. Była jak dzika pantera, która zeskakiwała do ciebie z gałęzi, ale wcale nie ubywało jej przez to królewskiej linii krwi - błękitnej, czystej, tak cenionej w ich społeczeństwie. Połączyła w sobie dwa światy i z jakiegoś powodu doprowadziła do tego, że idealnie jej leżały. Niby makijaż specjalnie przygotowany do wieczorowej sukni na dzisiejszy bal. Czy pomiędzy tymi światami była rozerwana - tego nie wiedział. Los nie zbliżył ich na siebie o tyle, żeby odważył się zadawać tak personalne pytania.
- Problem pojawia się wtedy, kiedy subtelność czynów nie jest zauważana. - Bo tak było - i to zbyt często. Wtedy nawet czyny potrafiły być fałszywe, bo potrafiły wpajać do głowy autosugestie, które potem pchane były przez podświadomość dalej. Nagle wydawało ci się, że ta druga strona daj ci znaki, że to zakochanie, dawałeś z siebie więcej, wpadałeś głębiej... Plusk. Kolejny topielec, kolejne serce porwane przez ocean. Tym nie mniej nie zamierzał zaprzeczać jej teorii, bo... cóż, właśnie o niej mówiła, ale czynami jak dotąd nie dała mu żadnych predyspozycji do pomyślenia, że jest obleczona fałszem. Że jej czyny mogłyby być nieprawdziwe. Nie miał sokolich oczu, ale zwracał dużą uwagę na słowa, które do niego trafiały i czyny, które się wokół niego kręciły.
- Więc skąd zmiana zdania? - Skoro nie ciągnęło ją do koni, a teraz jeździła na jednym to znaczy, że COŚ się zmieniło. Albo to był po prostu kaprys? Od tej strony też jej nie znał. Może pragnienie samodoskonalenia się? Ciężko było poruszać się na miotle w bardziej ograniczonych, leśnych przestrzeniach, na nogach też zawsze nie było tak sprawnie, koń był nie raz i nie dwa idealnym rozwiązaniem do zapuszczenia się w dzikie tereny, gdzie musisz zabrać ze sobą większy bagaż, bo wiesz, że szybko do domu nie wrócisz. Większość osób bez problemu teleportowała się w jedną i drugą stronę, ale nie zawsze było to rozwiązanie, kiedy zależało ci na dobrym zorientowaniu się w okolicy - chociażby. Polowania rządziły się własnymi prawami. - Jesteś więc skarbnicą wiedzy o moim niespełnionym marzeniu, żeby ją odkryć. - Zgadza się, było co odkrywać, dlatego ciepło się uśmiechnął na samą myśl. Potrafił sobie bez problemu wyobrazić kobietę między tymi ostępami, plątaniną drzew i krzewów, z nogami zapadającymi się w mchu i rękoma potrącającymi paprocie. - Byłbym w stanie, ale nie miałbym serca wyrywać dzikiego stworzenia z jego domu. - I tutaj pojawiał się rozjazd między tym, czego się pragnie a własnym sumieniem. Można chcieć, tylko czy będzie się w stanie zapłacić cenę? Nie tą, która jest więcej niż oczywista w pieniądzu, tym mógł płacić, choć nie lubił wydawania złota. - Gotowa na szklaneczkę whiskey? - Chyba już obu paniom wystarczyło nauki na dzisiaj, szczególnie kiedy Laurent spojrzał na zegarek.