- Nie przyzwyczaiłeś się jeszcze, przecież to nasze piętno. - Każdy z nich powinien mieć to na uwadze, każda z rodzin czystokrwistych była mniej lub bardziej kojarzona w czarodziejskim świecie, może nie wszystkie założenia i stereotypy się zgadzały, ale w większości zawsze była w tym chociaż odrobina prawdy. Nie ma się co oszukiwać, genów się nie wydłubie, nawet jeśli się bardzo mocno stara.
- Niestety. - Dodała jeszcze, bo w tym przypadku niekoniecznie chciała miec rację, ale wiedziała jak wygląda sytuacja. Nie wszyscy przejmowali się różnorodnością biologiczną, sama zresztą pewnie, gdyby dostała jakąś strakcyjną ofertę na złapanie okazu na wyginięciu to by skorzystała, mimo zastanawiania się nad tym, czy to faktycznie słuszne, bo przecież musiała zarabiać. Nie ma się co oszukiwać, to na tych najciekawszych okazach robiło się prawdziwe pieniądze. Lubiła zarabiać, bo czuła, że to w dużej mierze na niej teraz opiera się sytuacja jej rodziny, bogactwo nie bierze się z powietrza, ktoś musiał na to pracować. Jej ojciec już nie był zdecydowanie w latach swojej świetności, brat został wampirem, co nieco ograniczało mu możliwości, a pozostała część rodzeństwa nie do końca się do tego paliła. Musiała to więc być ona, chociaż nigdy nie zakładała, że tak się stanie, los jednak lubił płatać figle.
Karty... lubiły namieszać, szczególnie w ostatnim rozdaniu, tutaj niby nie pasły najgorsze, ale Basilius miał lepsze. - Szlag... - Mruknęła tylko pod nosem. Nie lubiła przegrywać, ale przyjmie to na klatę, wypiła jednym haustem zawartość swojej szklanki. - Chyba wiszę ci przysługę. - Dodała jeszcze, ale już spokojnym tonem, może i denerwowała się dosyć szybko, ale równie szybko jej przechodziło.