Komplement zdawał się zadziałać? Spowodować chociaż odrobinę uśmiechu na ustach młodej dziewczyny, która musiała przeżywać istną bolączkę na fakt, że to właśnie Robert Mulciber był jej ojcem? Sam Stanley może znał tego jegomościa od kilku miesięcy, jednak było to wystarczająco długo, aby zrozumieć jak momentami działał czy się zachowywał - jak jednostka niezdolna do wychowywania dzieci według przyjętych standardów. U Roberta były tylko dwie możliwości - albo było według niego albo wcale. Może więc powinien być wdzięczny losowi, że został wychowany samodzielnie przez Anne bez udziału Roberta?
Zaskakująca była za to umiejętność o której wspomniała - szycie ubrań. Gdyby tylko znał francuski mogły powiedzieć coś w stylu chapeau bas... Ale że nie znał to pokiwał tylko głową z uznaniem, ponieważ dla Stanleya było to jak sztuka obca, coś niezrozumiałego. On się czasami mylił przy parowaniu skarpetek ale na szczęście wszystkie miał czarne i według jednego wzoru, więc każdy błąd był szybko wybaczany przez współ-skarpętkę.
Czy Sophie aż tak naciskała? Nie. W zasadzie to dała pełnię praw wyboru do tego czy powinni tam się udać we trójkę czy też nie. Fakt, próbowała przemycić jakieś podprogowe argumenty, które miały spróbować przekonać ich, a może raczej go - Borgina - do podjęcia pewnych decyzji. Pech, a może raczej młoda Mulciberówna chciała, że postawiła na ciasteczka, a nie cytrynówkę, która mogła bardziej przypaść Stanleyowi do gustu. To też nie tak, że chciał od razu skreślić jej ciastka, wszak mogły być równie smaczne co alkohol, którym zdążyła sobie narobić kłopotów.
- Spokojnie Robercie... - odparł w miarę spokojnym głosem, pozwalając sobie na małe zaciągnięcię się papierosem. Zwrócił się do ojca... wróć, Mulcibera - musieli przecież udawa - w ten sposób. Zabrzmiało to dosyć dziwnie i sam Borgin był zaskoczony tym co powiedział, wszak zawsze było "ojcze" lub "Twój brat" skierowane do Richarda. A teraz? Robercie?
Przez kilka chwil się zastanawiał co powinien zrobić. Wniosek przyszedł jeden - nie powinienem tego robić ale chuj.
- Pański ojciec ma rację panno Sophie. Przede wszystkim też nie wypada przeszkadzać w spotkaniach - zgodził się ze swoim przedmówcom. Nie mógł nagle przecież zacząć grać całkowicie do przeciwnej bramki - musiał być gdzieś po środku. Gdzieś między swoim ojcem, a przyrodnią siostrą, która nie wiedziała o istnieniu swojego brata.
- Nie mniej jednak uważam, że kilka bądź kilkanaście minut mnie nie zbawi. Na pewno uda mi się ten grafik jakoś poprawić czy do regulować jeżeli zostanę chwilę dłużej - stwierdził, chowając kartki do kieszeni płaszcza, ponieważ trzymał je w dłoniach do tej pory - Co do rozmowy jednak Robercie, wszystko zrozumiałe i jasne na ten moment. Jak tylko dostanę resztę zamówień na świece od zainteresowanych osób to porównam je z aktualnym zamówieniem i naniosę ewentualne poprawki - zapewnił, kiwając głową do kierunku Mulcibera - Możemy ją uznać za zakończoną w tej chwili, aby nie denerwować i testować dłużej cierpliwości panienki Sophie - dodał od siebie, obdarzając pozostałą dwójkę małym uśmiechem. I pomyśleć, że to wszystko od osoby, która napawała się cierpieniem innych.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972