10.05.2024, 07:10 ✶
Szczerze? Bulstrode sam chciałby znać odpowiedź na to pytanie. początkowo nie zwracał na to uwagi, bo te kapłanki to traktowały go, jak jakieś najwyższe objawienie, ale potem jak już udało mu się wyjść z Kowenu, to zderzył się ze ścianą. Jak się okazało, normalni ludzie reagowali, cóż, w normalny sposób na zaistniałą sytuację, a kapłanki kowenu, jak to w pewnym momencie zaczął twierdzić, miały zwyczajnie nierówno pod sufitem.
- W sumie, brzmi jakby miało przejść - nie potrzebował nawet chwili, żeby się nad tym zastanowić, bo chyba tylko ktoś, kto nigdy nie zamienił z Brenną nawet pół słowa, rozważałby czy nie była przypadkiem jakimś milczkiem. A i to było dość wątpliwe, bo Bulstrode miał wrażenie, że nawet ci co nigdy jej na oczy nie wiedzieli, mogli mieć o niej jakieś pojęcie. Szczególnie pracownicy ich Biura czy innych sektorów Ministerstwa, gdzie naprzykrzała się Longbottom.
- Piętnaście minut, tak? Pochodzę z długiej linii upartych idiotów, ale tym razem nie będę obstawał przy swoim. To mało, a jeśli mam być szczery, nakrzyczenie na Ciebie wydaje mi się o wiele ciekawsze - z jakąś dziwną łatwością przyszło mu zgodzenie się z nią, nawet jeśli zwykle jeżył się podświadomie, na przyznanie racji komukolwiek.
Teoretycznie, czysto teoretycznie, aurorzy podczas trzyletnich przygotowywań do swojej przyszłej kariery, mieli wykazać się między innymi z maskowania. Bulstrode pewnie sam przerobiłby sobie w lustrze to i owo, ale z pewną niechęcią dochodził do wniosku, że akurat z transmutacji to nigdy nie był wybitny. Raczej boleściwie wręcz przeciętny, na tyle by zaliczyć egzaminy bez bólu głowy, ale nie zostać za to poklepanym z uznaniem po plecach. Longbottom natomiast, wyglądała na obeznaną w temacie. Czym ona tam była, psem? Wilkiem? Animagia wymagała tak samo talentu, jak i samozaparcia i Atreus pewnie próbowałby ją przekonywać, że tymi piętnastoma minutami to pewnie zaniża mocno swoje możliwości, ale wizja nakrzyczenia na nią wydawała się o wiele bardziej... zabawna.
- Ooo, dobre. Zapamiętam sobie ten tekst. Ale ogólnie tak, brzmi całkiem zgrabnie. A co jeśli zapukasz do drzwi jakiegoś przypadkowego nieznajomego? Może w takim razie co powiesz na jakieś hasło? No nie wiem... - podrapał się po policzku, niezdecydowany. - Możesz mu się nawet przedstawić po nazwisku, jak go będziesz bardzo przepraszać, że niestety ale pomyliłaś pokoje. Nie wiem kto tak robi, ale może tym lepiej.
- W sumie, brzmi jakby miało przejść - nie potrzebował nawet chwili, żeby się nad tym zastanowić, bo chyba tylko ktoś, kto nigdy nie zamienił z Brenną nawet pół słowa, rozważałby czy nie była przypadkiem jakimś milczkiem. A i to było dość wątpliwe, bo Bulstrode miał wrażenie, że nawet ci co nigdy jej na oczy nie wiedzieli, mogli mieć o niej jakieś pojęcie. Szczególnie pracownicy ich Biura czy innych sektorów Ministerstwa, gdzie naprzykrzała się Longbottom.
- Piętnaście minut, tak? Pochodzę z długiej linii upartych idiotów, ale tym razem nie będę obstawał przy swoim. To mało, a jeśli mam być szczery, nakrzyczenie na Ciebie wydaje mi się o wiele ciekawsze - z jakąś dziwną łatwością przyszło mu zgodzenie się z nią, nawet jeśli zwykle jeżył się podświadomie, na przyznanie racji komukolwiek.
Teoretycznie, czysto teoretycznie, aurorzy podczas trzyletnich przygotowywań do swojej przyszłej kariery, mieli wykazać się między innymi z maskowania. Bulstrode pewnie sam przerobiłby sobie w lustrze to i owo, ale z pewną niechęcią dochodził do wniosku, że akurat z transmutacji to nigdy nie był wybitny. Raczej boleściwie wręcz przeciętny, na tyle by zaliczyć egzaminy bez bólu głowy, ale nie zostać za to poklepanym z uznaniem po plecach. Longbottom natomiast, wyglądała na obeznaną w temacie. Czym ona tam była, psem? Wilkiem? Animagia wymagała tak samo talentu, jak i samozaparcia i Atreus pewnie próbowałby ją przekonywać, że tymi piętnastoma minutami to pewnie zaniża mocno swoje możliwości, ale wizja nakrzyczenia na nią wydawała się o wiele bardziej... zabawna.
- Ooo, dobre. Zapamiętam sobie ten tekst. Ale ogólnie tak, brzmi całkiem zgrabnie. A co jeśli zapukasz do drzwi jakiegoś przypadkowego nieznajomego? Może w takim razie co powiesz na jakieś hasło? No nie wiem... - podrapał się po policzku, niezdecydowany. - Możesz mu się nawet przedstawić po nazwisku, jak go będziesz bardzo przepraszać, że niestety ale pomyliłaś pokoje. Nie wiem kto tak robi, ale może tym lepiej.