Dlaczego wczoraj nie zjadł z nimi kolacji? Pewnie późno wrócił, załatwiał jakieś swoje sprawy, ale był tu teraz. Przybiegł jej na ratunek, jej kochany brat. Jak oni mogli w niego wątpić, dlaczego nikt nie zauważał, że praktycznie się nie zmienił, nadal mu na nich zależało, na niej mu zależało. Wiedziała, że jej nie zostawi, ich życia były ze sobą splecione na zawsze.
Więź jaka łączyła bliźniaki była najsilniejszym uczuciem, jakie pojawiło się w jej życiu. Nigdy na nikim jej tak mocno nie zależało, miłość, przyjaźń, inne więzi były nieznaczne, gdy w grę wchodziło uczucie do rodzeństwa, szczególnie do Thorana, bo zawsze byli razem, od samego poczęcia.
- To musiał być tylko sen, przepraszam. - Głupio jej się zrobiło, że przez nią stało się takie zamieszanie, że postawiła cały dom na nogi, że niemalże wszyscy się tutaj znaleźli, poza rodzicami, ani Jen, ani Gerard nie pojawili się w jej sypialni.
Nieco skrzywiła się, kiedy Thoran odezwał się do służby, mógł to zrobić delikatniej, cóż, nigdy nie należał do tych osób, które potrafiły obchodzić się z ludźmi, szczególnie, kiedy widział głównie swoje racje. Taki już był, przywykła do tego, najważniejsze, że w stosunku do niej potrafił okazywać troskę.
Posłała jeszcze przepraszające spojrzenie Astarothowi, gdy złapała Thorana za dłoń i ruszyła z nim w stronę salonu. Miała nadzieję, że będzie wyrozumiały. Musiała porozmawiać z bliźniakiem, nie chciała, żeby ktokolwiek inny dowiedział się o jej koszmarze. Nie powinna też póki co mówić nic ojcu, bo ten i bez tego nieco oszalał, co zresztą pokazał też wczoraj. Z tyłu głowy miała słowa, które napisał do niej Louvain, może czekało ją to samo co ojca, może nie była to wina upadku z konia, tylko zupełnie coś innego? Może ona także zaczynała wariować?
Zeszli do salonu, czekała tam na nich przygotowana herbata. Służba nie zwlekała, szczególnie, kiedy polecenia wydawał Thoran, nie ma się co dziwić, mało kto był w stanie przyjmować jego uwagi. Taki już był, chyba wszyscy do tego przywykli.
Usiadła na kanapie. Przesunęła się tak, aby zrobić miejsce bratu, nie chciała, żeby ktokolwiek podsłuchał tę rozmowę.
- To głupie, wiesz? - Nie do końca wiedziała, jak powinna zacząć, ale musiała to z siebie wyrzucić. - Śniło mi się, że coś się do mnie zbliża, nie mogłam się ruszyć, nie mogłam zareagować, byłam zupełnie bezradna. - To ją chyba najbardziej w tym wszystkim bolało, bo nie przywykła do tego, że nie może się obronić. Zawsze potrafiła o siebie zadbać, mimo, że to był tylko sen, nie do końca jej się to podobało. - To coś wyrwało mi serce. - Sięgnęła po filiżankę z herbatą, kiedy zbliżyła ją do ust strasznie żałowała, że w środku nie ma alkoholu. - Ten stwór mówił twoim głosem. - Odważyła się wreszcie to z siebie wyrzucić.