10.05.2024, 10:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.05.2024, 10:46 przez Bard Beedle.)
- To był tylko sen, Ger - zapewnił Thoran, kiedy siedzieli już na kanapie, a speszona służąca, wciąż ubrana w koszulę nocną (i chyba tym speszona jeszcze bardziej), przyniosła na tacce czajniczek z herbatą, dwa kubki i kilka ciasteczek, ułożonych na talerzyku. Wysłuchał opowieści Yaxleyówny, ale jego pierwsze zaniepokojenie ustąpiło jak ręką odjął.
- Koszmary to koszmary, się przydarzają, to nie byłem ja, przecież widzisz, że wyglądam jak zwykle. Moja buzia jest przystojna jak zawsze - zażartował, wskazując na swoją twarz.
Thoran faktycznie mógłby być przystojny. Ale ostatnio zmienił się: jakby to, co spotkało go podczas Beltane, odcisnęło na nim swoje piętno. Spierzchnięte usta, często wykrzywione w nieładnym grymasie, powieka, która czasem lekko mu drgała, niezadbany zarost... Wciąż jednak umiał być czarujący.
Kiedy chciał.
A potem odrzucał tę maskę i wychodziło z niego wszystko, co najgorsze.
W każdym razie trochę się zmienił od czasu, kiedy wykonano ten wielki portret rodzinny, wiszący na ścianie: ojciec i matka po środku, po ich prawej twój najstarszy brat z dumną miną, Astaroth, ledwo po ukończeniu Hogwartu, uśmiechnięty, wciąż jeszcze żywy, ty z lewej, i prawie przy ramie już, Thoran, u twojego boku, oczywiście.
Zawsze z tobą.
Zawsze u twojego boku.
- Nikt ani nic nie zdołałaby się wedrzeć do tego domu bez naszej wiedzy. Jesteśmy przecież łowcami potworów - powiedział i na jego ustach przy tych ostatnich słowach pojawił się uśmiech, jakby trochę ironiczny. Może chodziło o to, co spotkało ich brata: polowali na stwory, a teraz w ich domu mieszkał wampir. Nie było sekretem, że Thoranowi się to nie podobało, chociaż on i Astaroth nigdy nie mieli najlepszych kontaktów, wiecznie zazdrośni o siebie nawzajem. – Nie spałem. Jak jakiś stwór miałby przejść obok mojej sypialni i bym tego nie wyczuł? Ty też byś od razu to wyczuła. Nie wygłupiaj się, koszmar to jeszcze nie powód, żeby panikować. Bardziej mnie interesuje…
Tu pochylił się i spojrzał Geraldine w oczy z niewielkiej odległości.
– Jak się z tym wszystkim czujesz, Ger? – zapytał. – Wydawałaś się wstrząśnięta tym snem. A może zamierzasz z tym coś robić?
- Koszmary to koszmary, się przydarzają, to nie byłem ja, przecież widzisz, że wyglądam jak zwykle. Moja buzia jest przystojna jak zawsze - zażartował, wskazując na swoją twarz.
Thoran faktycznie mógłby być przystojny. Ale ostatnio zmienił się: jakby to, co spotkało go podczas Beltane, odcisnęło na nim swoje piętno. Spierzchnięte usta, często wykrzywione w nieładnym grymasie, powieka, która czasem lekko mu drgała, niezadbany zarost... Wciąż jednak umiał być czarujący.
Kiedy chciał.
A potem odrzucał tę maskę i wychodziło z niego wszystko, co najgorsze.
W każdym razie trochę się zmienił od czasu, kiedy wykonano ten wielki portret rodzinny, wiszący na ścianie: ojciec i matka po środku, po ich prawej twój najstarszy brat z dumną miną, Astaroth, ledwo po ukończeniu Hogwartu, uśmiechnięty, wciąż jeszcze żywy, ty z lewej, i prawie przy ramie już, Thoran, u twojego boku, oczywiście.
Zawsze z tobą.
Zawsze u twojego boku.
- Nikt ani nic nie zdołałaby się wedrzeć do tego domu bez naszej wiedzy. Jesteśmy przecież łowcami potworów - powiedział i na jego ustach przy tych ostatnich słowach pojawił się uśmiech, jakby trochę ironiczny. Może chodziło o to, co spotkało ich brata: polowali na stwory, a teraz w ich domu mieszkał wampir. Nie było sekretem, że Thoranowi się to nie podobało, chociaż on i Astaroth nigdy nie mieli najlepszych kontaktów, wiecznie zazdrośni o siebie nawzajem. – Nie spałem. Jak jakiś stwór miałby przejść obok mojej sypialni i bym tego nie wyczuł? Ty też byś od razu to wyczuła. Nie wygłupiaj się, koszmar to jeszcze nie powód, żeby panikować. Bardziej mnie interesuje…
Tu pochylił się i spojrzał Geraldine w oczy z niewielkiej odległości.
– Jak się z tym wszystkim czujesz, Ger? – zapytał. – Wydawałaś się wstrząśnięta tym snem. A może zamierzasz z tym coś robić?