10.05.2024, 11:44 ✶
- Dokładnie. Dlaczego jakiś potwór miałby wchodzić do domu łowców potworów? - rzucił Thoran beztrosko, spoglądając na Geraldine i mrużąc przy tym lekko oczy. Może odpowiedź na to pytanie kobieta odnajdzie za jakiś czas: gdy młodszy z jej braci pogalopuje na koniu ku wschodzącemu słońcu, mogącemu obrócić go w kupkę popiołów.
Ale to była przyszłość, a Geraldine nie była jasnowidzem...
- Powiedzmy, że... realizowałem ambicje literackie - powiedział Yaxley i jego oczy zalśniły czymś na kształt złośliwego rozbawienia. Nowa wersja książki "Thoran Yaxley i Komnata Tajemnic" przecież nie mogła napisać się sama. Inna sprawa, że niekoniecznie właśnie tym zajmował się przez całą noc, prawda? Ale Geraldine pewnych rzeczy nie musiała wiedzieć. Jeszcze nie.
- Nie przywykłaś do tego, żeby się bać, ale w snach nie zawsze nad sobą panujemy - stwierdził Thoran, kiedy Geraldine podzieliła się z nim swoimi odczuciami i wyciągnął dłoń, by dotknąć jej ręki: tej wolnej, w której nie trzymała filiżanki z herbatą. Sam nie pił. Przypatrywał się siostrze, cały czas jej, jakby tylko ją widział w tym pokoju, jakby tylko ona się tutaj liczyła, a cała reszta nie istniała. I nieważne, jak paskudnie czasem zachowywał się wobec innych, było widać, że naprawdę ma teraz jego pełne zainteresowanie: że bardzo chce wiedzieć, jak bliźniaczka czuła się z tym snem, co zamierzała dalej robić.
- To był tylko koszmar, Ger - westchnął, z pewną rezygnacją, kiedy okazało się, że kobieta ma zamiar drążyć temat. – Twoje serce przecież jest na swoim miejscu, nie? Mnie też czasem śnią się dziwne rzeczy. Chociaż wczoraj to miałem całkiem przyjemny sen, wiesz, były w nim takie trzy młode czarownice i eee… nie będę opowiadał o takich rzeczach siostrze – urwał zaraz, obdarzając ją nieco psotnym uśmiechem. – Czy to cię uspokoi? Jeżeli poczytasz trochę o snach? – dopytał zaraz, znów wracając od tematu jej emocji, jakby traktował go jak najważniejszy na świecie.
Portret na ścianie.
Wspólne zdjęcia.
Chociaż było tam jedno, z rodzinnych wakacji w Egipcie, gdzie brakowało nie Astarotha, nieobecnego na niektórych fotografiach, a właśnie Thorana…
Ale to była przyszłość, a Geraldine nie była jasnowidzem...
- Powiedzmy, że... realizowałem ambicje literackie - powiedział Yaxley i jego oczy zalśniły czymś na kształt złośliwego rozbawienia. Nowa wersja książki "Thoran Yaxley i Komnata Tajemnic" przecież nie mogła napisać się sama. Inna sprawa, że niekoniecznie właśnie tym zajmował się przez całą noc, prawda? Ale Geraldine pewnych rzeczy nie musiała wiedzieć. Jeszcze nie.
- Nie przywykłaś do tego, żeby się bać, ale w snach nie zawsze nad sobą panujemy - stwierdził Thoran, kiedy Geraldine podzieliła się z nim swoimi odczuciami i wyciągnął dłoń, by dotknąć jej ręki: tej wolnej, w której nie trzymała filiżanki z herbatą. Sam nie pił. Przypatrywał się siostrze, cały czas jej, jakby tylko ją widział w tym pokoju, jakby tylko ona się tutaj liczyła, a cała reszta nie istniała. I nieważne, jak paskudnie czasem zachowywał się wobec innych, było widać, że naprawdę ma teraz jego pełne zainteresowanie: że bardzo chce wiedzieć, jak bliźniaczka czuła się z tym snem, co zamierzała dalej robić.
- To był tylko koszmar, Ger - westchnął, z pewną rezygnacją, kiedy okazało się, że kobieta ma zamiar drążyć temat. – Twoje serce przecież jest na swoim miejscu, nie? Mnie też czasem śnią się dziwne rzeczy. Chociaż wczoraj to miałem całkiem przyjemny sen, wiesz, były w nim takie trzy młode czarownice i eee… nie będę opowiadał o takich rzeczach siostrze – urwał zaraz, obdarzając ją nieco psotnym uśmiechem. – Czy to cię uspokoi? Jeżeli poczytasz trochę o snach? – dopytał zaraz, znów wracając od tematu jej emocji, jakby traktował go jak najważniejszy na świecie.
Portret na ścianie.
Wspólne zdjęcia.
Chociaż było tam jedno, z rodzinnych wakacji w Egipcie, gdzie brakowało nie Astarotha, nieobecnego na niektórych fotografiach, a właśnie Thorana…