10.05.2024, 12:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.05.2024, 12:53 przez Erik Longbottom.)
Rozmawiam z Isaaciem i obserwuje Brennę i Millie.
Odebrał papierosa oferowanego przez Bagshota, aby zaraz sięgnąć do kieszeni po swoją osobistą zapalniczkę. Zaciągnął się, przyglądając się z zaciekawieniem swemu dawnego koledze z Hogwartu. Skinął głową na jego wyjaśnienia, uśmiechając się pod nosem. Cóż, najwyraźniej żadne obrażenia nie były w stanie powstrzymać dziewczyny przed tym, aby wrócić do ich towarzystwa.
— Za to jakże typowo dla mojej rodziny — odpowiedział na komentarz Isaaca na temat jego kariery w Brygadzie Uderzeniowej. Wskazał ruchem podbródka na niezbyt odległy budynek Warowni Longbottomów. — Chyba nie za bardzo miałem inny wybór. — Uśmiechnął się półgębkiem. — Aczkolwiek nie narzekam. Jeszcze.
Nie było sensu skarżyć się na Beltane; każdy, kto był zorientowany w sprawie, wiedział cóż to było za piekło i to nie tylko dla przedstawicieli organów bezpieczeństwa Ministerstwa Magii. Jedynym plusem było to, że działania Śmierciożerców nie osiągnęły po majowym ataku masy krytycznej. Wszyscy w departamencie żyli w ciągłej niepewności, kiedy nadejdzie kolejny mocny cios, jednak z każdym kolejnym dniem szanse na to, że faktycznie dojdzie do ataku, zaczynały zanikać.
Trudno było stwierdzić, czy siły Czarnego Pana planowały coś jeszcze gorszego, czy udało im się pokrzyżować plany Śmierciożerców na tyle, że do dzisiaj się przegrupowywali. Oby zajęło im to jak najdłużej, pomyślał z nadzieją Longbottom, przekrzywiając głowę, aby zobaczyć, co się dzieje z innymi uczestnikami imprezy.
— Parę tygodni temu dostaliśmy sporo skarg na cyrk Bellów, który rozłożył się na zaklętym placu po mugolskiej stronie Londynu niedaleko Pokątnej — rzucił, starając się przy tym nie zdradzać zbyt wielu kluczowych informacji. — To było... niestandardowe. Jedna kobieta ubzdurała sobie, że kobiety z cyrki chciały zauroczyć jej męża, żeby od niej odszedł i zrobił karierę w ich ''przemyśle rozrywkowym''. — Pokręcił powoli głową. — To chyba jedno z nielicznych rzeczywiście absurdalnych wezwań. Ostatnio jest po prostu... ciężko.
Zamrugał, gdy Bagshot zaczął dyktować samopiszącemu pióro notatkę z przyjęcia.
— Rozumiem, że to po to, żeby nam wypominać, co mówimy po kilku głębszych? — Uniósł pytająco brew.
Odebrał papierosa oferowanego przez Bagshota, aby zaraz sięgnąć do kieszeni po swoją osobistą zapalniczkę. Zaciągnął się, przyglądając się z zaciekawieniem swemu dawnego koledze z Hogwartu. Skinął głową na jego wyjaśnienia, uśmiechając się pod nosem. Cóż, najwyraźniej żadne obrażenia nie były w stanie powstrzymać dziewczyny przed tym, aby wrócić do ich towarzystwa.
— Za to jakże typowo dla mojej rodziny — odpowiedział na komentarz Isaaca na temat jego kariery w Brygadzie Uderzeniowej. Wskazał ruchem podbródka na niezbyt odległy budynek Warowni Longbottomów. — Chyba nie za bardzo miałem inny wybór. — Uśmiechnął się półgębkiem. — Aczkolwiek nie narzekam. Jeszcze.
Nie było sensu skarżyć się na Beltane; każdy, kto był zorientowany w sprawie, wiedział cóż to było za piekło i to nie tylko dla przedstawicieli organów bezpieczeństwa Ministerstwa Magii. Jedynym plusem było to, że działania Śmierciożerców nie osiągnęły po majowym ataku masy krytycznej. Wszyscy w departamencie żyli w ciągłej niepewności, kiedy nadejdzie kolejny mocny cios, jednak z każdym kolejnym dniem szanse na to, że faktycznie dojdzie do ataku, zaczynały zanikać.
Trudno było stwierdzić, czy siły Czarnego Pana planowały coś jeszcze gorszego, czy udało im się pokrzyżować plany Śmierciożerców na tyle, że do dzisiaj się przegrupowywali. Oby zajęło im to jak najdłużej, pomyślał z nadzieją Longbottom, przekrzywiając głowę, aby zobaczyć, co się dzieje z innymi uczestnikami imprezy.
— Parę tygodni temu dostaliśmy sporo skarg na cyrk Bellów, który rozłożył się na zaklętym placu po mugolskiej stronie Londynu niedaleko Pokątnej — rzucił, starając się przy tym nie zdradzać zbyt wielu kluczowych informacji. — To było... niestandardowe. Jedna kobieta ubzdurała sobie, że kobiety z cyrki chciały zauroczyć jej męża, żeby od niej odszedł i zrobił karierę w ich ''przemyśle rozrywkowym''. — Pokręcił powoli głową. — To chyba jedno z nielicznych rzeczywiście absurdalnych wezwań. Ostatnio jest po prostu... ciężko.
Zamrugał, gdy Bagshot zaczął dyktować samopiszącemu pióro notatkę z przyjęcia.
— Rozumiem, że to po to, żeby nam wypominać, co mówimy po kilku głębszych? — Uniósł pytająco brew.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞