10.05.2024, 14:03 ✶
- Też nie widziałem, ale ostatnio przeczytałem parę ciekawych książek i poczułem się zainspirowany - wyznał jej Thoran z najbardziej niewinną miną, na jaką było go stać. I przecież, wyjątkowo, mówił prawdę. Powieść Giovanniego była bardzo inspirująca, doskonale nadawała się do wprowadzenia w niej kilku drobnych poprawek, a potem zrobienia idealnego figla przyjacielowi bliźniaczki.
Geraldine nie musiała jednak znać szczegółów.
- Dla kogoś takiego jak ty to jedna z najgorszych emocji - przyznał Yaxley. Rozumiał to. Doskonale rozumiał Geraldine. Jej uczucia, jej drobne nawyki, zachowania, myśli, gesty, miny.
Jej wspomnienia.
Mógłby bez trudu naśladować Geraldine, gdyby tylko wypił odrobinę eliksiru wielosokowego…
- Nawet na pewno, więc tym bardziej masz pewność, że to tylko głupi sen – zapewnił ją Thoran i wygodniej rozsiadł się na kanapie. – Ger, skarbie, o pewnych rzeczach nie opowiada się jednak siostrom z nadmiernymi szczegółami, wiesz – roześmiał się, spoglądając na nią nieustannie. – Ale znasz mnie na tyle, że na pewno domyślasz się, co to za sen… I jeśli ma cię to uspokoić, to czytaj sobie, ale jestem pewien, że to nic takiego, ten mój sen z czarownicami był naprawdę realny, no, ale mnie żadna nie wyrywała w nim serc.
Oderwał od niej wzrok zaledwie na moment i tylko po to, by też spojrzeć na egipskie zdjęcie, na twarze młodziutkiej Geraldine i małego Astarotha. I zacisnął na chwilę szczęki, bo niemal natychmiast zauważył konsternację Geraldine – zdawał się bardzo wyczulony na jej emocje i zachowania.
– Coś nie tak? – zapytał, a potem milczał przez chwilę, jakby zamyślony, kiedy Yaxley spytała, dlaczego go z nimi nie było. – Chyba faktycznie tam nie pojechałem, nie pamiętam, żebym kiedyś był w Egipcie. Nie jestem pewien, dlaczego nie zabraliście mnie ze sobą – powiedział w końcu, po czym zbyt to wzruszeniem ramionami. – Coś kojarzę jak przez mgłę, że tuż przed wyjazdem się trochę pochorowałem? Chyba opiekowała się mną ciotka, bo było za późno, żeby wszystko odwoływać? Byliśmy w końcu gówniarzami, słabo to pamiętam. To ma jakieś znaczenie? – dopytał, znów utkwiwszy w niej spojrzenie jasnych oczu.
Geraldine nie musiała jednak znać szczegółów.
- Dla kogoś takiego jak ty to jedna z najgorszych emocji - przyznał Yaxley. Rozumiał to. Doskonale rozumiał Geraldine. Jej uczucia, jej drobne nawyki, zachowania, myśli, gesty, miny.
Jej wspomnienia.
Mógłby bez trudu naśladować Geraldine, gdyby tylko wypił odrobinę eliksiru wielosokowego…
- Nawet na pewno, więc tym bardziej masz pewność, że to tylko głupi sen – zapewnił ją Thoran i wygodniej rozsiadł się na kanapie. – Ger, skarbie, o pewnych rzeczach nie opowiada się jednak siostrom z nadmiernymi szczegółami, wiesz – roześmiał się, spoglądając na nią nieustannie. – Ale znasz mnie na tyle, że na pewno domyślasz się, co to za sen… I jeśli ma cię to uspokoić, to czytaj sobie, ale jestem pewien, że to nic takiego, ten mój sen z czarownicami był naprawdę realny, no, ale mnie żadna nie wyrywała w nim serc.
Oderwał od niej wzrok zaledwie na moment i tylko po to, by też spojrzeć na egipskie zdjęcie, na twarze młodziutkiej Geraldine i małego Astarotha. I zacisnął na chwilę szczęki, bo niemal natychmiast zauważył konsternację Geraldine – zdawał się bardzo wyczulony na jej emocje i zachowania.
– Coś nie tak? – zapytał, a potem milczał przez chwilę, jakby zamyślony, kiedy Yaxley spytała, dlaczego go z nimi nie było. – Chyba faktycznie tam nie pojechałem, nie pamiętam, żebym kiedyś był w Egipcie. Nie jestem pewien, dlaczego nie zabraliście mnie ze sobą – powiedział w końcu, po czym zbyt to wzruszeniem ramionami. – Coś kojarzę jak przez mgłę, że tuż przed wyjazdem się trochę pochorowałem? Chyba opiekowała się mną ciotka, bo było za późno, żeby wszystko odwoływać? Byliśmy w końcu gówniarzami, słabo to pamiętam. To ma jakieś znaczenie? – dopytał, znów utkwiwszy w niej spojrzenie jasnych oczu.