Niepotrzebna, ale nadająca ten sytuacji głębszej grozy inkantacja zaklęcia unieruchamiającego poniosła się po Prawach Czasu. Donośny głos Yaxleya poniósł się echem po pomieszczeniach, a ty spróbowałeś zatrzymać to tym, co potrafiłeś najlepiej. Niestety mężczyzna miał nad tobą dużą przewagę. Zaskoczył cię, był też o wiele bardziej wysportowany, więc nawet mimo gwałtownie szybkiej jak na ciebie reakcji i jego absurdalnej zapowiedzi, że przyszedł tutaj coś nabroić... przegrałeś tę bitwę. Twoje zaklęcie, rzucone z opóźnieniem o sekundę, nawet nie zadziałało - różdżka zadrżała ci w dłoni, a nogi złączyły się gwałtownie, doprowadzając do twojego upadku. Nie mogłeś nimi poruszyć, żeby wstać. Mężczyzna mógłby z łatwością kopnąć cię teraz w twarz, ale nie zrobił tego. Najwyraźniej nie chciał cię zabić, tylko nastraszyć.
- Zaraz będziesz żarł ślimaki, Trelawney! - Wrzasnął, rzucając kolejne zaklęcie. Z jego kieszeni wypadł sznur, który podążył w twoim kierunku. Czyżby... chciał cię związać?
- Zaraz będziesz żarł ślimaki, Trelawney! - Wrzasnął, rzucając kolejne zaklęcie. Z jego kieszeni wypadł sznur, który podążył w twoim kierunku. Czyżby... chciał cię związać?
Rzut Z 1d100 - 61
Sukces!
Sukces!