11.05.2024, 11:09 ✶
To spotkanie stało się dla niego ostatecznym dowodem, że na jego działania nie było żadnego wytłumaczenia. Bletchleya łatwo było wpleść w historię o głębokiej miłości wracającej do ciebie po latach, ale O'Dwyer? Absolutnie nic ich wcześniej nie łączyło poza kojarzeniem się ze Ścieżek. Był jak obcy człowiek - a jednak nie potrafił już oderwać od niego wzroku i mieć skojarzeń, zmuszających go do ciągłego gryzienia się w język. Jak mógł mu się odwdzięczyć? Kręcąc się tak dalej, do rytmu muzyki, tylko tym razem siedząc na nim okrakiem. Crow odetchnął głęboko, ale czerwone policzki i tak zdradzały go w tym, że myślał o czymś wyuzdanym.
To radio pozwoliło mu ochłonąć. Niestety tylko w granicach jego żałosnej natury. Uśmiechał się, ale ten uśmiech był przykrywką mającą zamaskować smród gnijącego wnętrza i poczucia winy. Okej, dostał od jednego ze swoich facetów przyzwolenie na tego typu działania, ale drugi? Drugi na wieść o nie byciu jedynym w jego życiu zareagował... Źle. Crow przejechał ręką po swojej szyi i poczuł, że zdążył się już spocić. Kurwa. Naprawdę chciałby go stąd zabrać, bo O'Dwyer był tak samo durny jak on - poszedłby potańczyć z nim do jakiejś dziury i być może przymilał się publicznie po pijaku, a on tak bardzo tego chciał... Pragnął go mieć, ale nie takim kosztem. Kosztem kogoś, do kogo wracał codziennie w nocy. Już nawet widać po nim było, jak się waha, walczy ze sobą w środku. Coś się z nim zadziało nie tak, pojawiło się zwątpienie.
Jak mógł mu się odwdzięczyć?
Crow pochylił się do przodu, lekko odwrócił głowę w bok i wskazał palcem na ten swój zaczerwieniony policzek.
Niewinnym całusem.
Niezależnie od jego reakcji, dobrze wiedział, że nie może tu zostać, albo już kompletnie nigdy sobie tego nie wybaczy. Zrobił więc coś, co chłopak musiał słyszeć wielokrotnie, kiedy ktoś go nagle zbywał. A może to tylko jego zbywano w taki sposób.
- Leo... - spojrzał na ten zegar wiszący nad nimi - zapomniałem o czymś i muszę jednak wyjść. Nie czekaj na mnie jak coś. - Wygrzebał z kieszeni zapłatę za te drinki. I poczuł dlaczego O'Dwyer został tutaj zatrudniony - po pierwsze w tych spodniach miał jeszcze ciaśniej niż normalnie, po drugie zostawił mu naprawdę spory jak na siebie napiwek. Wychylił tego drinka do dna. Po tym oczywiście uciekł jak skończony tchórz i nie wrócił. Nie miał pojęcia co robił teraz Alexander, ale to nie miało żadnego znaczenia - zaraz będzie robił jego.
To radio pozwoliło mu ochłonąć. Niestety tylko w granicach jego żałosnej natury. Uśmiechał się, ale ten uśmiech był przykrywką mającą zamaskować smród gnijącego wnętrza i poczucia winy. Okej, dostał od jednego ze swoich facetów przyzwolenie na tego typu działania, ale drugi? Drugi na wieść o nie byciu jedynym w jego życiu zareagował... Źle. Crow przejechał ręką po swojej szyi i poczuł, że zdążył się już spocić. Kurwa. Naprawdę chciałby go stąd zabrać, bo O'Dwyer był tak samo durny jak on - poszedłby potańczyć z nim do jakiejś dziury i być może przymilał się publicznie po pijaku, a on tak bardzo tego chciał... Pragnął go mieć, ale nie takim kosztem. Kosztem kogoś, do kogo wracał codziennie w nocy. Już nawet widać po nim było, jak się waha, walczy ze sobą w środku. Coś się z nim zadziało nie tak, pojawiło się zwątpienie.
Jak mógł mu się odwdzięczyć?
Crow pochylił się do przodu, lekko odwrócił głowę w bok i wskazał palcem na ten swój zaczerwieniony policzek.
Niewinnym całusem.
Niezależnie od jego reakcji, dobrze wiedział, że nie może tu zostać, albo już kompletnie nigdy sobie tego nie wybaczy. Zrobił więc coś, co chłopak musiał słyszeć wielokrotnie, kiedy ktoś go nagle zbywał. A może to tylko jego zbywano w taki sposób.
- Leo... - spojrzał na ten zegar wiszący nad nimi - zapomniałem o czymś i muszę jednak wyjść. Nie czekaj na mnie jak coś. - Wygrzebał z kieszeni zapłatę za te drinki. I poczuł dlaczego O'Dwyer został tutaj zatrudniony - po pierwsze w tych spodniach miał jeszcze ciaśniej niż normalnie, po drugie zostawił mu naprawdę spory jak na siebie napiwek. Wychylił tego drinka do dna. Po tym oczywiście uciekł jak skończony tchórz i nie wrócił. Nie miał pojęcia co robił teraz Alexander, ale to nie miało żadnego znaczenia - zaraz będzie robił jego.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.