Pytanie Sama zupełnie wytrąciło mnie z równowagi. Zamrugałam kilka razy, starając się odzyskać łączność z rzeczywistością. Jakim cudem znaliśmy się już jakiś czas, a on nie wiedział o tym, że jestem aspirującym twórcą komiksów?
— Naprawdę nic wcześniej nie wspomniałam? Sam, rysowanie to coś, co robię najczęściej... to znaczy nie ostatnio, bo zbyt jestem zajęta pracą... ale — tak, rysuję! Chcę się tym zajmować zawodowo. Naprawdę nie wspomniałam nigdy nawet o moim stoisku na Beltane? Sprzedawałam malunki i portrety na zamówienie.
Jak do tego doszło!? Przez brak tak podstawowej informacji poczułam nagle, że zupełnie się nie znamy. Dlaczego mi to umknęło? Może wcale nie widywaliśmy się tak często, jak myślałam? Może te krótkie pogawędki podczas mijania się w Dolinie były tylko zroszone wymianą zdań o powierzchownej codzienności? Czy myślał, że jestem po prostu farmerką?
Roześmiałam się widząc Sama jako kota. Wyglądał uroczo. Aż bym go pogłaskała... gdyby faktycznie był kotem. To znaczy, i tak bym go pogłaskała, ale za bardzo się wstydziłam. I powinnam przestać o tym myśleć, bo już czuję, jak policzki mi się rozgrzewają.
— Panna? Muszę to zoba... ooo! — Przeskoczyłam do lustra odwracającego płeć. Sam prezentował się jako naprawdę atrakcyjna kobieta. Natomiast ja... wyglądałam jak klucha-wieśniak. Taki Maciek od traktora. Krótkie włosy latały mi na wszystkie strony świata. Twarz była czerwona i okrągła, a ciało długie i kościste. Wydałam odgłos zniesmaczenia tym widokiem.
— Jak dobrze, że jednak nie jestem chłopcem... — rzuciłam. — Wiesz, kiedyś miałam taki okres, że chciałam być chłopcem. Jak miałam tak osiem... dziewięć lat. Bo wtedy chłopcom pozwalano robić co chcieli, bawić się wszędzie, a dziewczynki nie mogły iść tam, bo się pobrudzą, bawić się w cośtam, bo się skrzywdzą, albo bo "nie wypada". — Westchnęłam. — Moi rodzice nie byli aż tak restrykcyjni, ale niektóre ciotki były straszne. Jedna absolutnie nie akceptowała spodni u dziewcząt. Pewnie nigdy nie wdrapywała się na drzewo i nie wiedziała, że spodnie dobrze chronią nogi przed otarciami.
Kolejne lustro przedstawiło mnie w stroju arabskiej księżniczki. Byłam obleczona w zwiewne materiały w jasnych kolorach i zdobiona masą biżuterii. Złote monety drżały przy każdym ruchu, wręcz wyobrazić mogłam sobie śliczny dźwięk, jaki mogłyby wydawać. Na włosach miałam jedwabny welon a dolną część twarzy schowaną za błękitną chustką. Tak bardzo skupiłam się na podziwianiu kolczyków i opasek na głowie, że nie dostrzegłam długości bluzeczki, którą sprezentowało mi zwierciadło. A była ona krótka i prezentowała mój brzuch w całej okazałości. Brzuch, którego w normalnych okolicznościach absolutnie bym się nie wstydziła — moje ciało było w dobrej, dość wysportowanej formie — ale wszystko psuły paskudne blizny. Wciąż niezdrowo różowe, nakładające na skórę nieprzyjemną teksturę stopionej materii.