11.05.2024, 16:31 ✶
Okazał się człowiekiem o wiele cieplejszym, niż mogło wskazywać na to jego wcześniejsze zachowanie. Szorstkie, kościste palce sunęły po ciele Perseusa, wplatały się pomiędzy kosmyki ciemnych włosów, pomagały ramionom objąć go, kiedy się do niego przymilał. To był delikatny, ciepły dotyk kogoś, kto nie robił tego na siłę. Kto nie musiał się do tego zmuszać.
- Oh pieprzyć te poematy - sam nie wiedział po cholerę mówił to takimi słowami, bo jego umysł zdążył zgubić się przy trzecim zdaniu, jakie Black z sienie wydusił - nie mam do tego głowy, znajdź sobie do tego kogoś lepszego niż ćpuna. - Nie czuł się w tym kontekście nikim więcej. Nie przeszkadzało to jednak w tej scenie. Nawet jeżeli był ćpunem, daleko mu było do tych uzależnionych od używek delikwentów, którzy w pewnym momencie wypierali się z jakichkolwiek zdrowych emocji. Crow żył, czuł i pokazywał to teraz otwarcie. - Nikt cię poza mną cię tu nie widzi, a ja jestem losowym szczurem z dna Ścieżek. - Kimś żyjącym na dnie domu społecznego, w ciemnych korytarzach śmierdzących szczynami. Gdzież mu miało przeszkadzać pobudzenie się, kiedy przywykł do najgorszych z możliwych warunków? Wielokrotnie zasypiał w miejscach niemal pozbawionych powietrza, zastanawiając się, czy ostatnią noc spędzi w brudzie i ciemności. Różni ludzie go szukali. Prawie nigdy nie chcieli od niego nic dobrego. To człowieka jednocześnie niszczyło, ale i poszerzało mu horyzonty w kierunkach, których nie spodziewali się inni. - Możesz powiedzieć mi cokolwiek chcesz. - Bo to tutaj zostanie. Bo i tak widział go już w najbardziej żenujących sytuacjach, w jakich zapewne mógł się znaleźć. Miłość z nim była nieczysta, ale jednocześnie wstyd z nim smakował zupełnie inaczej - kompletnie nie znał się na urokach, to wrodzony dar pozwalał mu grać na ludzkim umyśle tak mocno, że inni czuli się przy nim, jakby mogli przekreślić własne odruchy obronne i pokazać mu się takimi, jakimi byli. To trochę głupie, żeby akurat przy kimś tak zepsutym czuć się tak bezpiecznie, ale może to zepsucie też w jakimś sensie pomagało - był piękny, ale nie był eterycznym chłopcem uśmiechającym się po każdym zdaniu, a tym samym nie budował tego napięcia, jakoby trzeba było przy nim zważać na język i różne odruchy. Zepsuty, ale jednocześnie tak bardzo normalny, prawdziwy, żywy i nie bojący się tego życia, chociaż jego ciało i oczy zdradzały, jak często myślał o skończeniu z nim raz na zawsze. - Lubię, jak kolesie pozwalają mi kończyć w środku - nie bał się w ogóle mówić o seksie, o pożądaniu, niezbyt zważał na to, że ktoś mógłby przez to zacząć z niego szydzić - umiem się za to ładnie odwdzięczyć. - Czerpał przyjemność z cudzej przyjemności i znał różne zakamarki ludzkiego ciała, do których bali się zaglądać inni. Doceniał ładną buzię i załzawione oczy schowane pod cieniem gęstych rzęs. I nie potrafił dostrzec w nich pragnienia bycia prawdziwie skrzywdzonym. Może panikę. Bycie głośnym, żeby ktoś wreszcie zauważył jego błaganie. No jasne, że mógł - zacisnąć palce na bladej szyi, odebrać mu oddech, tak jak go o to prosili wszyscy czerpiący przyjemność z zadawanego im bólu. Ale Perseus sam przyznał, że tego nie chciał.
Zaciągnął się dymem, pozwalając mu odwdzięczyć się za to, co robił mu wcześniej. Jego ciało było mapą wielu dawnych niepowodzeń - było co na niej zwiedzać, każdy zakamarek mógł stać się katalizatorem do zadawania mu pytań, na które nigdy nie odpowie.
- Muszę tylko wypalić go do końca - oznajmił, chociaż zabrzmiał trochę, jakby chciał ponaglić szeptem samego siebie.
- Oh pieprzyć te poematy - sam nie wiedział po cholerę mówił to takimi słowami, bo jego umysł zdążył zgubić się przy trzecim zdaniu, jakie Black z sienie wydusił - nie mam do tego głowy, znajdź sobie do tego kogoś lepszego niż ćpuna. - Nie czuł się w tym kontekście nikim więcej. Nie przeszkadzało to jednak w tej scenie. Nawet jeżeli był ćpunem, daleko mu było do tych uzależnionych od używek delikwentów, którzy w pewnym momencie wypierali się z jakichkolwiek zdrowych emocji. Crow żył, czuł i pokazywał to teraz otwarcie. - Nikt cię poza mną cię tu nie widzi, a ja jestem losowym szczurem z dna Ścieżek. - Kimś żyjącym na dnie domu społecznego, w ciemnych korytarzach śmierdzących szczynami. Gdzież mu miało przeszkadzać pobudzenie się, kiedy przywykł do najgorszych z możliwych warunków? Wielokrotnie zasypiał w miejscach niemal pozbawionych powietrza, zastanawiając się, czy ostatnią noc spędzi w brudzie i ciemności. Różni ludzie go szukali. Prawie nigdy nie chcieli od niego nic dobrego. To człowieka jednocześnie niszczyło, ale i poszerzało mu horyzonty w kierunkach, których nie spodziewali się inni. - Możesz powiedzieć mi cokolwiek chcesz. - Bo to tutaj zostanie. Bo i tak widział go już w najbardziej żenujących sytuacjach, w jakich zapewne mógł się znaleźć. Miłość z nim była nieczysta, ale jednocześnie wstyd z nim smakował zupełnie inaczej - kompletnie nie znał się na urokach, to wrodzony dar pozwalał mu grać na ludzkim umyśle tak mocno, że inni czuli się przy nim, jakby mogli przekreślić własne odruchy obronne i pokazać mu się takimi, jakimi byli. To trochę głupie, żeby akurat przy kimś tak zepsutym czuć się tak bezpiecznie, ale może to zepsucie też w jakimś sensie pomagało - był piękny, ale nie był eterycznym chłopcem uśmiechającym się po każdym zdaniu, a tym samym nie budował tego napięcia, jakoby trzeba było przy nim zważać na język i różne odruchy. Zepsuty, ale jednocześnie tak bardzo normalny, prawdziwy, żywy i nie bojący się tego życia, chociaż jego ciało i oczy zdradzały, jak często myślał o skończeniu z nim raz na zawsze. - Lubię, jak kolesie pozwalają mi kończyć w środku - nie bał się w ogóle mówić o seksie, o pożądaniu, niezbyt zważał na to, że ktoś mógłby przez to zacząć z niego szydzić - umiem się za to ładnie odwdzięczyć. - Czerpał przyjemność z cudzej przyjemności i znał różne zakamarki ludzkiego ciała, do których bali się zaglądać inni. Doceniał ładną buzię i załzawione oczy schowane pod cieniem gęstych rzęs. I nie potrafił dostrzec w nich pragnienia bycia prawdziwie skrzywdzonym. Może panikę. Bycie głośnym, żeby ktoś wreszcie zauważył jego błaganie. No jasne, że mógł - zacisnąć palce na bladej szyi, odebrać mu oddech, tak jak go o to prosili wszyscy czerpiący przyjemność z zadawanego im bólu. Ale Perseus sam przyznał, że tego nie chciał.
Zaciągnął się dymem, pozwalając mu odwdzięczyć się za to, co robił mu wcześniej. Jego ciało było mapą wielu dawnych niepowodzeń - było co na niej zwiedzać, każdy zakamarek mógł stać się katalizatorem do zadawania mu pytań, na które nigdy nie odpowie.
- Muszę tylko wypalić go do końca - oznajmił, chociaż zabrzmiał trochę, jakby chciał ponaglić szeptem samego siebie.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.