- Obawiam się, że w moim domu nic ci nie grozi, więc raczej bez bronienia się obejdzie. - Problematyczne może było mieszkanie z bratem wampirem, jednak nie zamierzała o nim wspominać Bagshotowi, miała zresztą nadzieję, że Astaroth jest na tyle zajęty sobą, że nie zauważy, że przyjmowała gościa, było późno, może nawet gdzieś już wyszedł skoro słońce zaszło. Wolałaby mu się nie tłumaczyć z przyjmowania znajomych pod prysznicem, bo nawet jej wydawało się to być mocno kontrowersyjne, a z racji na to, że brat od jakiegoś czasu mieszkał z nią i tak widział trochę za dużo, czuła, że powinna trochę bardziej panować nad swoim życiem.
- Randką? Nie chodzę na randki Isaac, chodzę się napić alkoholu, co czasem kończy się bliższym poznaniem, na chwilę, randka ze mną może być dla ciebie szokującym przeżyciem. - Nie odmówiła mu jednak stanowczo, co robiła zazwyczaj, gdy pytał o to w Hogwarcie.
Gdy zobaczyła, że Bagshot wypił całą zawartość swojej szklanki dolała mu alkoholu, sama skończyła swoją whisky i sobie również dopełniła szkło. Jak dobrze jest się napić z kimś!
- Ambitny jesteś, ale spodziewałam się tego. - Cóż, akurat Isaac wyglądał jej od początku na takiego, który lubił się uczyć, może nie wszystkich przedmiotów (transmutacja nie szła mu wcale), ale kiedy się czymś zainteresował, to zdecydowanie angażował się w temat. - Wykładałeś, czyli uczyłeś dzieciaki? Kurde, studentki musiały być zachwycone. - Pewnie sama by była, gdyby miała takiego atrakcyjnego nauczyciela, nadal serce trochę jej drgało, kiedy przypominała sobie profesora od opieki nad magicznymi stworzeniami, zdecydowanie bardzo przyjemnie zapamiętała te lekcje niekoniecznie dzięki interesującym lekcjom.
- Handel międzynarodowy... - Powtórzyła po nim mrużąc przy tym oczy. - To brzmi strasznie nudnie, oczywiście bez urazy. - Jak zawsze była szczera i nie trzymała języka za zębami. - Mogę nie być obiektywna, bo mam ogromny uraz do ministerstwa, nie znoszę tej instytucji. - Wolała wyjaśnić z czego wynika jej podejście, bo nie chodziło broń Merlinie o to, że Isaac był nudny!
- Wiesz, dla mnie to codzienność od zawsze byłam do tego szkolona, nic nadzwyczajnego. - Wiedziała, że raczej niezbyt wiele osób miało podobne życie do niej, jeśli chodzi o chociażby możliwość podróżowania, no ale nie było to dla niej nic nadzwyczajnego. - Ja, napisać książkę? - Roześmiała się w głos. Gio pisał książki, Isaac pisał książki, ona jednak nie do końca potrafiła władać słowem. - Co najwyżej, to bym mogła zrobić atlas z rysunkami magicznych zwierząt, zresztą nie sama, bo nawet nie umiem rysować. - Była realistką i wiedziała, jaki posiada pakiet umiejętności.
Widziała, że wyciąga dłoń w jej stronę, gdyby tylko chciała mogłaby ją zatrzymać w locie, jednak tego nie zrobiła. Uśmiechnęła się do mężczyzny, gdy dotknął jej policzka, najwyraźniej ta metoda zadziałała.