- Wydaje mi się, że nasze pochodzenie mimo wszystko zawsze się za nami ciągnie, i nic nie jest w stanie tego przykryć. - W jej przypadku było nieco inaczej, bo cóż, sama poszła w ślady swojej rodziny, co tylko potwierdzało to, co myśleli o niej ludzie. Może nieco odstawała, bo miała dużo lżejsze podejście do pewnych spraw, była pierwszą Gryfonką z tym nazwiskiem, przyjaźniła się z mugolakami, jednak wszyscy wiedzieli jakie podejście ma jej rodzina, w sumie to mieli trochę wywalone w to, co się działo, zawsze żyli gdzieś obok. Nie przejmując się niczym więcej niżeli zabijaniem potworów i polowaniami.
Gra, jak gra. Wiadomo, że wolałaby zostać zwycięzcą, spodziewała się jednak, że Prewett nie będzie łatwym przeciwnikiem, na pewno rozegrał w swoim życiu więcej partii od niej. Szczęście najwyraźniej też nie do końca jej sprzyjało, życie. Na tym własnie polegała losowość w kartach.
- To mnie właśnie martwi, aczkolwiek jak tylko będziesz czegoś potrzebował, to pisz, albo pojaw się przed moimi drzwiami, na pewno to załatwię. - Nie była gołosłowna, będzie pamiętać o tej przysłudze, i na pewno spełni każdą prośbę Basiliusa. Nie rzucała słów na wiatr.
Dopiła zawartość swojej szklanki, alkohol zaczynał przyjemnie szumieć jej w głowie. Właściwie mógł to być dopiero początek posiadówki, dostrzegła jednak, jak spoglądał na zegarek. Może faktycznie lepiej by było, gdyby już się stąd oddalili? - Myślę, że mi wystarczy na dzisiaj, idziemy? - Rzuciła jeszcze do niego, nim wstała od stołu. Poszli razem do wyjścia, później oddalili się każdy w swoim kierunku.