12.05.2024, 17:59 ✶
Florence miała mało przystępne obycie, które tylko uwydatniało surowość i przenikliwość aparycji. Jej głos, służbowy głos, bardzo konkretny głos mroził krew w żyłach niejednemu. W głowie Sama jednak kojarzył mu się z czymś bardzo dobrze znanym, z czymś za czym bardzo tęsknił. O ile Ginny zapachem przypominała mu matkę, o tyle Florence zdawała się być mu obecnie, przez pryzmat pierwszego wrażenia, niejako jej inkarnacją.
To wbrew oczekiwaniom wpływało na jego poczucie komfortu i zwiększało do lekarki zaufanie. Była jak drapieżny ptak upatrujący swojej ofiary, ale Sam wiedział, że nie on jest celem, a jego choroba, zmartwienie, klątwa. I pomimo wtłaczanego braku zaufania do lekarzy, ta myśl w ogóle nie przyszła mu do głowy, że pani Bulstrode mogła by chcieć mu zaszkodzić. Przyświecał mu wyższy cel - bezpieczeństwo Nory i Mabel stanowiło teraz dla niego wartość ponad dawno przebrzmiałe uprzedzenia rodziców.
– Mmm... tak... tak w sumie to mam. – przyznał prostując się, bo przecież matka nienawidziła, kiedy się garbił, kiedy okazywał komukolwiek w tak oczywisty sposób uległość. Nie chodziło o dominacje, a o szacunek. Nawet w podartych ubraniach i z gałązkami we wlosach.
– Chciałbym wiedzieć czy mogę coś zrobić, żeby uchronić bliskich poza unikaniem konfliktów? Zmiana otoczenia bardzo mocno odcisnęła na mnie swoje piętno i łatwiej wpadam w emocje, boje się, że mogę komuś zrobić krzywdę, a nie chcę... nie chcę unikać ludzi i... mm.. przyjaciółka powiedziała mi, że jest ważne żeby rozmawiać a nie unikać konfrontacji, więc chciałbym nie bać się, że pnącza i trujące kwiaty staną się argumentem w dyskusji. Znowu. – odkaszlnął rumieniąc się na wspomnienie jeziornego incydentu, o którym też pewnie przyjdzie mu zaraz opowiedzieć podczas tego badania.
To wbrew oczekiwaniom wpływało na jego poczucie komfortu i zwiększało do lekarki zaufanie. Była jak drapieżny ptak upatrujący swojej ofiary, ale Sam wiedział, że nie on jest celem, a jego choroba, zmartwienie, klątwa. I pomimo wtłaczanego braku zaufania do lekarzy, ta myśl w ogóle nie przyszła mu do głowy, że pani Bulstrode mogła by chcieć mu zaszkodzić. Przyświecał mu wyższy cel - bezpieczeństwo Nory i Mabel stanowiło teraz dla niego wartość ponad dawno przebrzmiałe uprzedzenia rodziców.
– Mmm... tak... tak w sumie to mam. – przyznał prostując się, bo przecież matka nienawidziła, kiedy się garbił, kiedy okazywał komukolwiek w tak oczywisty sposób uległość. Nie chodziło o dominacje, a o szacunek. Nawet w podartych ubraniach i z gałązkami we wlosach.
– Chciałbym wiedzieć czy mogę coś zrobić, żeby uchronić bliskich poza unikaniem konfliktów? Zmiana otoczenia bardzo mocno odcisnęła na mnie swoje piętno i łatwiej wpadam w emocje, boje się, że mogę komuś zrobić krzywdę, a nie chcę... nie chcę unikać ludzi i... mm.. przyjaciółka powiedziała mi, że jest ważne żeby rozmawiać a nie unikać konfrontacji, więc chciałbym nie bać się, że pnącza i trujące kwiaty staną się argumentem w dyskusji. Znowu. – odkaszlnął rumieniąc się na wspomnienie jeziornego incydentu, o którym też pewnie przyjdzie mu zaraz opowiedzieć podczas tego badania.