12.05.2024, 20:50 ✶
James uśmiechnął się szerzej, trochę głupkowato, podobnie do siostry zadzierając przy tym nosek.
- Dżordż? Jaki kuur- ... - odwrócił głowę do tyłu, oglądając się za siebie, jakby szukał tam spojrzeniem nauczyciela albo ojca (zwykle słusznie) spodziewając się zdzielenia go za takie słownictwo przez łeb - czaczki Dżordż? - Tych zbrodniczych eskapad nie skomentował, bo się ich wcale nie wstydził i to komentarza nie wymagało. Jego uśmiech nabrał jednak życzliwego tonu, bo wcale nie chciał zrobić jej na złość - dowcipy mogli robić Smarkerusowi, rodzinę trzymało się blisko. Zwłaszcza że nasłuchawszy się o atmosferze panującej w domu Blacków, współczuł Syriuszowi i bardzo doceniał obecność Penelopy w swoim życiu. Może nie zawsze, bo miał piętnaście lat i był durny... No ale kochał swoją siostrę!
Nie było żadnego psikusa również w tym, że chciał zrobić jej herbatę. Faktycznie wstawił czajnik z wodą na ogień i wyciągnął nawet zaparzacz, bo wydawało mu się, że nie lubiła herbaty z fusami. Myśl ta była jednak na tyle mglista, żeby posłał jej wpierw pytające spojrzenie, unosząc go do góry. No bo halo - może jednak napaliła się na jakąś wróżbę na dnie filiżanki, skoro aż tak dobrze jej poszło?
- A jakie to były pytania? - Zapytał wprost, opierając się łokciem o blat szafki kuchennej. Sam coraz żywiej rozważał karierę Aurorską... No bo gdzieś mógł mierzyć James Potter, jeżeli nie najwyżej? Co prawda więcej brzdąkał na tej gitarze i pianinie ojca, niż przygotowywał się do SUMów, ale miał na to jeszcze cały, calusieńki rok. No i do Ministerstwa niosło się wyniki z OWUTEMów, czyli miał jeszcze całe dwa lata. - Poznałaś tam chociaż kogoś fajnego? Czy po prostu przedarłaś się przez tłum? - A może tłumu wcale nie było, a on to sobie źle wyobrażał? W każdym razie opowieść Peppy niezależnie od prawdziwości tego jak dobrze jej poszło, nie wskazywał na to, żeby dobrze się bawiła.
- Dżordż? Jaki kuur- ... - odwrócił głowę do tyłu, oglądając się za siebie, jakby szukał tam spojrzeniem nauczyciela albo ojca (zwykle słusznie) spodziewając się zdzielenia go za takie słownictwo przez łeb - czaczki Dżordż? - Tych zbrodniczych eskapad nie skomentował, bo się ich wcale nie wstydził i to komentarza nie wymagało. Jego uśmiech nabrał jednak życzliwego tonu, bo wcale nie chciał zrobić jej na złość - dowcipy mogli robić Smarkerusowi, rodzinę trzymało się blisko. Zwłaszcza że nasłuchawszy się o atmosferze panującej w domu Blacków, współczuł Syriuszowi i bardzo doceniał obecność Penelopy w swoim życiu. Może nie zawsze, bo miał piętnaście lat i był durny... No ale kochał swoją siostrę!
Nie było żadnego psikusa również w tym, że chciał zrobić jej herbatę. Faktycznie wstawił czajnik z wodą na ogień i wyciągnął nawet zaparzacz, bo wydawało mu się, że nie lubiła herbaty z fusami. Myśl ta była jednak na tyle mglista, żeby posłał jej wpierw pytające spojrzenie, unosząc go do góry. No bo halo - może jednak napaliła się na jakąś wróżbę na dnie filiżanki, skoro aż tak dobrze jej poszło?
- A jakie to były pytania? - Zapytał wprost, opierając się łokciem o blat szafki kuchennej. Sam coraz żywiej rozważał karierę Aurorską... No bo gdzieś mógł mierzyć James Potter, jeżeli nie najwyżej? Co prawda więcej brzdąkał na tej gitarze i pianinie ojca, niż przygotowywał się do SUMów, ale miał na to jeszcze cały, calusieńki rok. No i do Ministerstwa niosło się wyniki z OWUTEMów, czyli miał jeszcze całe dwa lata. - Poznałaś tam chociaż kogoś fajnego? Czy po prostu przedarłaś się przez tłum? - A może tłumu wcale nie było, a on to sobie źle wyobrażał? W każdym razie opowieść Peppy niezależnie od prawdziwości tego jak dobrze jej poszło, nie wskazywał na to, żeby dobrze się bawiła.