Okres przed Yule był gorący, no może nie do końca chodziło o temperaturę na zewnątrz... Norka spędzała całe dnie w restauracji babki, żeby tylko dnie, bo również i noce. Przygotowywała wypieki na kiermasze świąteczne, do tego też służyła za pomoc kuchenną przy przygotowaniu jedzenia - tego nie słodkiego. Nie był to jej konik, zdecydowanie lepiej czuła się w słodyczach, jakoś od zawsze, ale musiała to wziąć na siebie. Kto by lepiej wykonywał polecenia babki Lizzy od Norki? No nikt. Mabel została oddelegowana do Lily - matki Nory, spędzała u niej co roku niemal cały okres przedświąteczny, gdyż panna Figg była wtedy bardzo zarobiona. Nie, żeby jej latorośli to przeszkadzało, wszak dom Figgów zawsze był pełen ludzi, a jej rodzeństwo bardzo chętnie zajmowało się małą.
Norka była osobą która przychodziła tutaj najwcześniej i wychodziła jako ostatnia. Angażowała się bardzo mocno w rodzinną działalność. Wszyscy pracownicy już dawno byli w swoich domach, również jej rodzina, która pracowała w tym miejscu, została sama. Nie zamierzała nie wykorzystać tego czasu. Skoro już miała piec... Światła paliły się w całym budynku, najpewniej zapomniała je jeszcze zgasić, dopiero przy ostatnim obchodzie przed wyjściem zauważyłaby, że są zapalone. Była w kuchni, w której udało jej się doprosić o stary gramofon, muzyka była jej dobrym przyjacielem podczas gotowania. Skutecznie zagłuszała ewentualne rozmyślania o rzeczach, które zaczęły ją ostatnio prześladować.
Wspomnienia związane z marszem mugolaków ciągle do niej wracały. Nie potrafiła zapomnieć tych emocji, wszak wtedy pierwszy raz czuła, że śmierć czai się za rogiem. Zostali zaatakowani przez popleczników Voldemorta, na samą myśl o tym spanikowanym tłumie robiło jej się gorąco. Czuła, że nie wróci stamtąd do domu, na całe szczęście jakiś obcy mężczyzna wyciągnął ją i bezpiecznie dotarła do domu, do Mabel, która na nią czekała. Wtedy pierwszy raz dotarło do niej, że zagrożenie czai się tuż za rogiem, że nie zna dnia, ani godziny.
Mimo tego, że wiedziała o tym, że ci źli mogą pojawić się w każdym momencie najwyraźniej nie do końca się pilnowała. Czuła się bezpiecznie w restauracji babki, może zapomniała zamknąć te nieszczęsne drzwi? Pewnie sama nie znała odpowiedzi na to pytanie. Właśnie ruszyła tanecznym krokiem, podśpiewując sobie głośno trzymając wałek w ręce w kierunku blatu, na którym miała rozwałkować ciasto na ciastka, ostatnie tego wieczora. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że usłyszała głos. Zanim dotarło do niej, że jest znajomy odwróciła się gwałtownie i zamachnęła wałkiem, na szczęście przyjaciel stał w odpowiedniej odległości, inaczej by nim oberwał.
Pisnęła głośno. Chyba faktycznie się przestraszyła. - Czy Ty chcesz, żebym tutaj zeszła? CHCIAŁEŚ MNIE ZABIĆ?- Odparła może zbyt głośno, na całe szczęście nie miał ich tu nawet kto usłyszeć. - Jaka znowu beztroska, Yule się zbliża, muszę piec!- Była skupiona na pracy, a ta muzyka miała jej dotrzymać towarzystwa tej nocy, inaczej pewnie zasnęłaby na którymś blacie.
- Ach drzwi, rękę bym sobie dała uciąć, że zamykałam je za babcią Lizzy.- Bo to chyba ona wychodziła ostatnia? Czy może Peter? Próbowała się skupić, aczkolwiek nie umiała odpowiedzieć na te pytanie. - Oj w Londynie, to co innego, my jesteśmy w Dolinie.- Próbowała jakoś ratować sytuację, choć wiedziała, że nie świadczyło to o niej dobrze. - Słyszałam o domu, kilku sklepach i jakiejś małej restauracji...- Śledziła informacje związane z wojną, która nieuchronnie się do nich zbliżała.