12.05.2024, 22:34 ✶
Rozmawiam z Isaaciem i razem palimy papierosy.
Unoszę rękę w kierunku Millie.
Sięgam po ciastko.
— Nie tylko stary, ale też przygarbiony. Z widocznymi zmarszczkami, przymglonymi oczami i z zapuszczoną z braku zainteresowania swoim wyglądem brodą — przyznał bez zająknięcia Erik, uśmiechając się coraz szerzej do kolegi ze szkolnych lat. — Obawiam się, że nawet przy rozszerzonej wersji tego stereotypu dalej nie pasujesz do tej szufladki, Isaacu. Może za dwadzieścia lub trzydzieści lat. — Zmrużył oczy, jakby próbował dostrzec na jego twarzy jakieś oznaki starzenia. — Myślę, że poszłoby ci lepiej, gdybyś odwiedził Hogwart. W oczach pierwszorocznych studenci siódmego roku są dorośli. W porównaniu z nimi będziesz aż nader dojrzały.
Pod wpływem ostatnich zdarzeń nawet pozytywna perspektywa Erika na toczące się wokół jego bliskich wydarzenia zaczynała szarzeć. Pod wpływem idei wpajanych mu od dziecka przez krewnych, jak i przez pracę w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów oraz ''wolontariat'' na rzecz Zakonu Feniksa, faktycznie uległ przeświadczeni, że byli tymi dobrymi. Że walczyli o sprawiedliwość. A stąd było rzut beretem do stwierdzenia, że byli bohaterami. A to już niosło ze sobą spore niebezpieczeństwo. W niektórych opowiastkach dzielni herosi wychodzili cało z każdej opresji, nawet jeśli przy każdym starciu groziło im potworne niebezpieczeństwo. Inne zaś wskazywały, że nikt tak nie cierpiał w konflikcie, jak właśnie bohaterowie.
Przez długi czas sądził, że pomimo ryzyka będą w stanie zwalczyć każde bezpośrednie niebezpieczeństwo. Że bez względu na wszystko wyjdą cało z tej wojny domowej. A mimo to coraz częściej przy każdej takiej myśli zaczynały nim targać wątpliwości. Ukrywający się w Warowni Charlie Rookwood był dobrym człowiekiem, a jednak stracił brata i narzeczoną, zanim zdołał znaleźć azyl w Dolinie Godryka. Derwin stracił życie podczas Beltane, chociaż był uosobieniem wszystkiego, co dobre w czarodzieju. Co dobre w Longbottomach. Coraz częściej było ignorować te przypadki i ślepo iść przed siebie z nadzieją na lepsze jutro. Może dlatego coraz mocniej martwił się o Brennę i starał się zrobić co w jego mocy, aby zachowywała się bardziej odpowiedzialnie?
— Okazało się, że nie było tak źle — mruknął bez większego zaangażowania. — Porozmawiałem chwilę z ich przedstawicielami. Poprosiłem o ważne papiery i zwróciłem uwagę, żeby zachowywali się trochę ciszej po zmroku i poprawili magiczne bariery wokół swojego obozowiska. — Wzruszył lekko ramionami. — Nawet gdybym na wszelki wypadek wlepił im mandat, to pewnie by nie zapłacili. A tak... Liczę, że zapamiętają, że mają u mnie mały dług. Kiedyś może nadejść okazja do odebrania go.
To nie było wyrachowanie. Nie udał się do obozu cyrkowców z przeświadczeniem, że wyjdzie stamtąd z ciekawymi informacjami, plotkami czy doniesieniami na temat ich gości, czy interesów w Londynie. Wychodził jednak z założenia, że nawet w tych mrocznych czasach, w jakich przyszło im żyć, odrobina empatii potrafiła bardzo pomóc. Nie zagroził im, a jedynie wytłumaczył sytuację. Zaproponował, że przymknie oko na nocne zgłoszenia. Układ, który obu stronom mógł wyjść tylko na dobre. Czy organizacja Bellów to uszanuje, to już była inna kwestia, ale zrobił wówczas, co mógł, aby nie wylądować na ich czarnej liście. Kto wie, może kiedyś będą potrzebować ich zeznań w jakiejś toczącej się sprawie?
— Nie jesteśmy starzy — skomentował tylko na słowa Bagshota wykrzyczane w kierunku panny Moody. Uniósł dłoń w ramach gestu pozdrowienia dziewczyny, po czym uniósł się z miejsca, aby sięgnąć po jedno z ciasteczek.
!eatme
Unoszę rękę w kierunku Millie.
Sięgam po ciastko.
— Nie tylko stary, ale też przygarbiony. Z widocznymi zmarszczkami, przymglonymi oczami i z zapuszczoną z braku zainteresowania swoim wyglądem brodą — przyznał bez zająknięcia Erik, uśmiechając się coraz szerzej do kolegi ze szkolnych lat. — Obawiam się, że nawet przy rozszerzonej wersji tego stereotypu dalej nie pasujesz do tej szufladki, Isaacu. Może za dwadzieścia lub trzydzieści lat. — Zmrużył oczy, jakby próbował dostrzec na jego twarzy jakieś oznaki starzenia. — Myślę, że poszłoby ci lepiej, gdybyś odwiedził Hogwart. W oczach pierwszorocznych studenci siódmego roku są dorośli. W porównaniu z nimi będziesz aż nader dojrzały.
Pod wpływem ostatnich zdarzeń nawet pozytywna perspektywa Erika na toczące się wokół jego bliskich wydarzenia zaczynała szarzeć. Pod wpływem idei wpajanych mu od dziecka przez krewnych, jak i przez pracę w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów oraz ''wolontariat'' na rzecz Zakonu Feniksa, faktycznie uległ przeświadczeni, że byli tymi dobrymi. Że walczyli o sprawiedliwość. A stąd było rzut beretem do stwierdzenia, że byli bohaterami. A to już niosło ze sobą spore niebezpieczeństwo. W niektórych opowiastkach dzielni herosi wychodzili cało z każdej opresji, nawet jeśli przy każdym starciu groziło im potworne niebezpieczeństwo. Inne zaś wskazywały, że nikt tak nie cierpiał w konflikcie, jak właśnie bohaterowie.
Przez długi czas sądził, że pomimo ryzyka będą w stanie zwalczyć każde bezpośrednie niebezpieczeństwo. Że bez względu na wszystko wyjdą cało z tej wojny domowej. A mimo to coraz częściej przy każdej takiej myśli zaczynały nim targać wątpliwości. Ukrywający się w Warowni Charlie Rookwood był dobrym człowiekiem, a jednak stracił brata i narzeczoną, zanim zdołał znaleźć azyl w Dolinie Godryka. Derwin stracił życie podczas Beltane, chociaż był uosobieniem wszystkiego, co dobre w czarodzieju. Co dobre w Longbottomach. Coraz częściej było ignorować te przypadki i ślepo iść przed siebie z nadzieją na lepsze jutro. Może dlatego coraz mocniej martwił się o Brennę i starał się zrobić co w jego mocy, aby zachowywała się bardziej odpowiedzialnie?
— Okazało się, że nie było tak źle — mruknął bez większego zaangażowania. — Porozmawiałem chwilę z ich przedstawicielami. Poprosiłem o ważne papiery i zwróciłem uwagę, żeby zachowywali się trochę ciszej po zmroku i poprawili magiczne bariery wokół swojego obozowiska. — Wzruszył lekko ramionami. — Nawet gdybym na wszelki wypadek wlepił im mandat, to pewnie by nie zapłacili. A tak... Liczę, że zapamiętają, że mają u mnie mały dług. Kiedyś może nadejść okazja do odebrania go.
To nie było wyrachowanie. Nie udał się do obozu cyrkowców z przeświadczeniem, że wyjdzie stamtąd z ciekawymi informacjami, plotkami czy doniesieniami na temat ich gości, czy interesów w Londynie. Wychodził jednak z założenia, że nawet w tych mrocznych czasach, w jakich przyszło im żyć, odrobina empatii potrafiła bardzo pomóc. Nie zagroził im, a jedynie wytłumaczył sytuację. Zaproponował, że przymknie oko na nocne zgłoszenia. Układ, który obu stronom mógł wyjść tylko na dobre. Czy organizacja Bellów to uszanuje, to już była inna kwestia, ale zrobił wówczas, co mógł, aby nie wylądować na ich czarnej liście. Kto wie, może kiedyś będą potrzebować ich zeznań w jakiejś toczącej się sprawie?
— Nie jesteśmy starzy — skomentował tylko na słowa Bagshota wykrzyczane w kierunku panny Moody. Uniósł dłoń w ramach gestu pozdrowienia dziewczyny, po czym uniósł się z miejsca, aby sięgnąć po jedno z ciasteczek.
!eatme
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞