12.05.2024, 23:14 ✶
Nie, on mimo resztek chęci nie potrafił docenić tego miejsca. Piękno przyrody nie zachwycało go wcale - doszukiwał się czegoś w odorze i wrażeniach wizualnych związanych z widokiem gnijącego ciała, te jednak wydawały mu się ciekawe dopiero wtedy, kiedy wytrzepało się je z paprochów dzikości i ubrali w bardzo, bardzo ludzki kontekst kulturowy. Do uśmiechu Degenhardta brakowało w tym cierpienia. Zwierzęta nie cierpiały. Można było zadać im ból, to fakt, ale niczego nie potrafił przyrównać do cierpienia ludzkiego, do kompletnej utraty nadziei, do tego wspaniałego stanu, a jaki dało się wpędzić tylko kogoś, w kogo umysł dało się zaszczepić tak głęboki strach płynący z posiadania świadomości.
- Mam malowniczość tego miejsca w głębokim poważaniu - oznajmił więc, kompletnie niewzruszony ewentualną reakcją kobiety. Tak, należał do ludzi ułożonych, potrafiących wypowiadać się elokwentnie kiedy wymagała tego sytuacja, ale ta sytuacja nie wymagała od niego przyjmowania jednej z salonowych ról - postawił więc na grę w otwarte karty. Nie zbył jej jednak brakiem odpowiedzi, bo sam tego nie lubił. Nie rób drugiemu co tobie niemiłe, tak? Na nieszczęście jego ofiar, Degenhardt niezbyt przejmował się sposobem w jaki umrze, więc nie czuł się zobowiązany do powstrzymywania morderczych zapędów. - Doszły pannę słuchy... Cóż, może to wiatr do panny szeptał jakieś farmazony, bo mi powiedziano, że będzie tutaj czekać na mnie doinformowana specjalistka. - Zadrwił z tych niepotrzebnych, poetyckich określeń. Wyraz twarzy Szweda pozostał przy tym całkowicie niewzruszony. Czort jeden wiedział, czy miał być to żart, czy jednak obelga, a może po prostu Degenhardt był człowiekiem wyjątkowo niezręcznym - ciężko było wyczytać teraz coś z martwych oczu poza pustką. - Potrzebuję jedynie potwierdzenia, że sprzedawca nie zrobi mnie w chuja.
Mnie. Ale za nim stał też Louvain, na którym Yaxleyównie musiało zależeć nieco bardziej. Tuż obok niego stała natomiast jego psychopatia, dyszała mu nad ramieniem jak wściekły pies i dobitnie przypominała o tym, że takich ludzi jak Umbriel niekoniecznie chciało się mieć za wrogów.
- Ubliża pannie moja bezpośredniość? - Wulgarność, mógłby dodać. Nie dodał.
- Mam malowniczość tego miejsca w głębokim poważaniu - oznajmił więc, kompletnie niewzruszony ewentualną reakcją kobiety. Tak, należał do ludzi ułożonych, potrafiących wypowiadać się elokwentnie kiedy wymagała tego sytuacja, ale ta sytuacja nie wymagała od niego przyjmowania jednej z salonowych ról - postawił więc na grę w otwarte karty. Nie zbył jej jednak brakiem odpowiedzi, bo sam tego nie lubił. Nie rób drugiemu co tobie niemiłe, tak? Na nieszczęście jego ofiar, Degenhardt niezbyt przejmował się sposobem w jaki umrze, więc nie czuł się zobowiązany do powstrzymywania morderczych zapędów. - Doszły pannę słuchy... Cóż, może to wiatr do panny szeptał jakieś farmazony, bo mi powiedziano, że będzie tutaj czekać na mnie doinformowana specjalistka. - Zadrwił z tych niepotrzebnych, poetyckich określeń. Wyraz twarzy Szweda pozostał przy tym całkowicie niewzruszony. Czort jeden wiedział, czy miał być to żart, czy jednak obelga, a może po prostu Degenhardt był człowiekiem wyjątkowo niezręcznym - ciężko było wyczytać teraz coś z martwych oczu poza pustką. - Potrzebuję jedynie potwierdzenia, że sprzedawca nie zrobi mnie w chuja.
Mnie. Ale za nim stał też Louvain, na którym Yaxleyównie musiało zależeć nieco bardziej. Tuż obok niego stała natomiast jego psychopatia, dyszała mu nad ramieniem jak wściekły pies i dobitnie przypominała o tym, że takich ludzi jak Umbriel niekoniecznie chciało się mieć za wrogów.
- Ubliża pannie moja bezpośredniość? - Wulgarność, mógłby dodać. Nie dodał.
they should be
t e r r i f i e d
of me
t e r r i f i e d
of me