22.12.2022, 21:22 ✶
- Cześć, Fergus – przywitała go Brenna, nie patrzyła jednak na niego, a już rozglądała się po sklepie, poszukując zniszczeń. – Naprawdę? A patrz, dziś nawet nie mam przy sobie ciasteczek. Zawsze myślałam, że ludzie cieszą się na ich widok, nie mój – oświadczyła na jego deklarację o radości na jej widok, po czym podeszła do szyby. Przykucnęła, obserwując odłamki szkła: chciała sprawdzić, jak wyglądały i gdzie upadły. To mogło zasugerować chociażby, czy do rozbicia szyby wystawowej użyto magii, czy brutalnej siły.
- To bardzo miło, ze strony twojego taty, odwala część pracy za mnie – stwierdziła, po czym przeniosła wzrok na drugiego Brygadzistę, który stał w drzwiach z niepewną miną. Cóż, porównanie Fergusa było całkiem trafne. I nie aż tak nieprawdopodobne, Brenna mogła spotkać kogoś na ulicy i nagle pociągnąć go gdzieś za sobą.
Chociaż trzeba przyznać, że raczej nie zabierałaby takiej osoby na miejsce zbrodni.
– No? Wchodź, nikt cię nie ugryzie. Rozglądając się, niczego nie dotykaj, szukaj śladów. Czegokolwiek nietypowego. Krew, błoto, coś upuszczone, coś zniszczone i tak dalej. Wielki napis „Spalić Ollivanderów” na ścianie też będzie śladem – oświadczyła Brygadziście, podnosząc się i podchodząc na powrót do Fergusa. Jej brwi powędrowały w górę, kiedy Fergus wyciągnął karton. Spojrzała najpierw na niego, potem znowu na różdżki, jakby chciała powiedzieć „poważnie?”
- Czego to ludzie nie wymyślą – westchnęła tylko. – Czy ja coś mylę, czy w takiej różdżce zwykle jest jeden, dwa włosy? Przecież gdyby zabrali całą, mogliby zarobić kilka razy tyle… Gdzie one leżały? Chodzi mi o to, gdzie je znaleźliście dziś rano. Czy złodzieje dostali się na zaplecze? Z których półek zdjęto te w opakowaniach? Zdjęli z nich też inne różdżki, czy tylko te z włosami? – zarzuciła Ollivandera pytaniami, a jej spojrzenie już przesuwało się za nim, jakby szukała na półce pustych miejsc, z których ściągnięto pudełka. Pytania mogły wydawać się głupie, ale mogły zawsze dostarczyć pewnych informacji. Na przykład, jak bardzo złodzieje się spieszyli. Czy wiedzieli, gdzie szukać różdżek z właściwym rdzeniem, czy też wyjmowali je losowo, szukających tych odpowiednich. A nawet jakiego byli wzrostu, bo oczywiście z wyższych półek mogli ściągnąć je magią albo drabiną, ale operowanie na tych w zasięgu rąk było po prostu prostsze…
- Cóż… mogli być kompletnymi idiotami, tak jak mówisz. Apteka mogła mieć lepsze zabezpieczenia. Ktoś was nie lubi i celowo wybrał ten sklep. Albo chodziło im konkretnie o włosy jednorożców, a tych zwykle w aptekach nie ma za wiele. Póki co za wcześnie, żeby wyrokować – oświadczyła Brenna, chociaż nie, nie miała zamiaru mówić, że „nic się nie da zrobić”. Bo dało się zrobić całkiem sporo, po prostu należało zacząć od tej najprostszej rzeczy, mianowicie zadania kilku pytań młodemu Ollivanderowi.
- To bardzo miło, ze strony twojego taty, odwala część pracy za mnie – stwierdziła, po czym przeniosła wzrok na drugiego Brygadzistę, który stał w drzwiach z niepewną miną. Cóż, porównanie Fergusa było całkiem trafne. I nie aż tak nieprawdopodobne, Brenna mogła spotkać kogoś na ulicy i nagle pociągnąć go gdzieś za sobą.
Chociaż trzeba przyznać, że raczej nie zabierałaby takiej osoby na miejsce zbrodni.
– No? Wchodź, nikt cię nie ugryzie. Rozglądając się, niczego nie dotykaj, szukaj śladów. Czegokolwiek nietypowego. Krew, błoto, coś upuszczone, coś zniszczone i tak dalej. Wielki napis „Spalić Ollivanderów” na ścianie też będzie śladem – oświadczyła Brygadziście, podnosząc się i podchodząc na powrót do Fergusa. Jej brwi powędrowały w górę, kiedy Fergus wyciągnął karton. Spojrzała najpierw na niego, potem znowu na różdżki, jakby chciała powiedzieć „poważnie?”
- Czego to ludzie nie wymyślą – westchnęła tylko. – Czy ja coś mylę, czy w takiej różdżce zwykle jest jeden, dwa włosy? Przecież gdyby zabrali całą, mogliby zarobić kilka razy tyle… Gdzie one leżały? Chodzi mi o to, gdzie je znaleźliście dziś rano. Czy złodzieje dostali się na zaplecze? Z których półek zdjęto te w opakowaniach? Zdjęli z nich też inne różdżki, czy tylko te z włosami? – zarzuciła Ollivandera pytaniami, a jej spojrzenie już przesuwało się za nim, jakby szukała na półce pustych miejsc, z których ściągnięto pudełka. Pytania mogły wydawać się głupie, ale mogły zawsze dostarczyć pewnych informacji. Na przykład, jak bardzo złodzieje się spieszyli. Czy wiedzieli, gdzie szukać różdżek z właściwym rdzeniem, czy też wyjmowali je losowo, szukających tych odpowiednich. A nawet jakiego byli wzrostu, bo oczywiście z wyższych półek mogli ściągnąć je magią albo drabiną, ale operowanie na tych w zasięgu rąk było po prostu prostsze…
- Cóż… mogli być kompletnymi idiotami, tak jak mówisz. Apteka mogła mieć lepsze zabezpieczenia. Ktoś was nie lubi i celowo wybrał ten sklep. Albo chodziło im konkretnie o włosy jednorożców, a tych zwykle w aptekach nie ma za wiele. Póki co za wcześnie, żeby wyrokować – oświadczyła Brenna, chociaż nie, nie miała zamiaru mówić, że „nic się nie da zrobić”. Bo dało się zrobić całkiem sporo, po prostu należało zacząć od tej najprostszej rzeczy, mianowicie zadania kilku pytań młodemu Ollivanderowi.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.