13.05.2024, 10:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.05.2024, 13:31 przez Millie Moody.)
Tańczę z bratem, potem głośno odpowiadam Isaac'owi i zagaduje przy stole Erika, wpychając się między niego a Thomasa
– Zabrzmiało?– zdziwiła się tylko na moment, słowa piosenki zbyt ją rozkojarzały, jak i brat, który tak łatwo dał się namówić (od kiedy tańczenie nie było gejowe?) na to by "z" lub "obok" rytmu pobujać się z nią na wydzielonej stołem i pufami piknikowej polanie. Szybko jednak przyszło zrozumienie i parsknięcie śmiechem. – Też zmniejszają, więc nie wiem czy byłby to taki dobry deal dla Caina. Myślisz, że on aż tak lubi ryzyko jak my? – powinien, był Moodym. Optimum pobudzenia w ich żyłach było na bardzo wysokim poziomie.
Jej ciastko było felerne, od razu poczuła zawroty głowy, jakby ktoś wziął ją za nogi i podwiesił pod sufitem. Stała się jebanym wisielcem, tylko w drugą stronę, jak w tarocie, gdy to wyglądało absurdalnie przy układzie w odwróceniu właśnie, że koleś co wisi to nie wisi, ale jednak wisi. Odwrócone karty miały to do siebie, że ich znaczenie nie było takie oczywiste i zawsze ją to wkurwiało. Zwykły wisielec był męczeńsko bierny, ale odwrócony? Wezwanie do akcji? Rusz w końcu dupę? Lęk przed stagnacją? Śpiaczką? Zamknięciem? Tym, że to mogłaby być stypa, gdyby Alastor się poddał, gdyby nie kazał jej wrócić, gdyby nie wlał soku z cytryny w zamknięte powieki... Żołądek Mildred zawinął się w nieprzyjemny supeł, ale uśmiech nie schodził jej z ust, bo wszelkie złe myśli momentalnie odpłynęły przy pierwszym obrocie. Tak po prawdzie, to odpłynęły wszystkie myśli, zostało tylko czucie. Chichotała zachwycona, w głowie jej się kręciło i już sama nie wiedziała, czy to kwestia ciastka i tego dziwnego "wisielczego" stanu, czy obrotów, czy samego faktu, że nie mogła sobie przypomnieć kiedy ostatnio tańczyła z Alastorem. Pytanie o to, czy kiedykolwiek znów będzie to możliwe nie zaistniało. Było tylko tu i teraz i nikt i nic nie było w stanie tego zepsuć, rozproszyć, odebrać.
I pewnie dlatego komentarz Isaaca trafił w pustkę, jak kartki i listy, które wysyłał jej przed laty w czasie ferii i wakacji – zignorowane, pozbawione odpowiedzi, zapomniane. Dopiero gdy piosenka zmieniła się, a Alik postanowił iść zapalić, zakołysała się niepewnie na trawie i wrzasnęła w kierunku gramofonu:
– I TAK NIE PRZYJMĘ TWOICH OŚWIADCZYN BAGSHOT, odmówiłam już Erikowi, a Ty mu do pięt nawet nie... – zakołysała się, by znaleźć Longbottoma, jej złociste oczy pobłądziły przez moment na właściwej wysokości, a potem zjechały do tej obecnej. [u]Parsknęła i wbiła się do stolika między niego a Thomasa, opierając łokieć o blat, chociaż ręce cały czas ciążyły jej w dół, znaczy w górę, chcąc zwisać, znaczy unosić podobnie jak włosy.
– Witam w klubie mały, ale wariat. – zarechotała, rozkoszując się tym unikatowym momentem nie bycia najmniejszą w grupie.
– Zabrzmiało?– zdziwiła się tylko na moment, słowa piosenki zbyt ją rozkojarzały, jak i brat, który tak łatwo dał się namówić (od kiedy tańczenie nie było gejowe?) na to by "z" lub "obok" rytmu pobujać się z nią na wydzielonej stołem i pufami piknikowej polanie. Szybko jednak przyszło zrozumienie i parsknięcie śmiechem. – Też zmniejszają, więc nie wiem czy byłby to taki dobry deal dla Caina. Myślisz, że on aż tak lubi ryzyko jak my? – powinien, był Moodym. Optimum pobudzenia w ich żyłach było na bardzo wysokim poziomie.
Jej ciastko było felerne, od razu poczuła zawroty głowy, jakby ktoś wziął ją za nogi i podwiesił pod sufitem. Stała się jebanym wisielcem, tylko w drugą stronę, jak w tarocie, gdy to wyglądało absurdalnie przy układzie w odwróceniu właśnie, że koleś co wisi to nie wisi, ale jednak wisi. Odwrócone karty miały to do siebie, że ich znaczenie nie było takie oczywiste i zawsze ją to wkurwiało. Zwykły wisielec był męczeńsko bierny, ale odwrócony? Wezwanie do akcji? Rusz w końcu dupę? Lęk przed stagnacją? Śpiaczką? Zamknięciem? Tym, że to mogłaby być stypa, gdyby Alastor się poddał, gdyby nie kazał jej wrócić, gdyby nie wlał soku z cytryny w zamknięte powieki... Żołądek Mildred zawinął się w nieprzyjemny supeł, ale uśmiech nie schodził jej z ust, bo wszelkie złe myśli momentalnie odpłynęły przy pierwszym obrocie. Tak po prawdzie, to odpłynęły wszystkie myśli, zostało tylko czucie. Chichotała zachwycona, w głowie jej się kręciło i już sama nie wiedziała, czy to kwestia ciastka i tego dziwnego "wisielczego" stanu, czy obrotów, czy samego faktu, że nie mogła sobie przypomnieć kiedy ostatnio tańczyła z Alastorem. Pytanie o to, czy kiedykolwiek znów będzie to możliwe nie zaistniało. Było tylko tu i teraz i nikt i nic nie było w stanie tego zepsuć, rozproszyć, odebrać.
I pewnie dlatego komentarz Isaaca trafił w pustkę, jak kartki i listy, które wysyłał jej przed laty w czasie ferii i wakacji – zignorowane, pozbawione odpowiedzi, zapomniane. Dopiero gdy piosenka zmieniła się, a Alik postanowił iść zapalić, zakołysała się niepewnie na trawie i wrzasnęła w kierunku gramofonu:
– I TAK NIE PRZYJMĘ TWOICH OŚWIADCZYN BAGSHOT, odmówiłam już Erikowi, a Ty mu do pięt nawet nie... – zakołysała się, by znaleźć Longbottoma, jej złociste oczy pobłądziły przez moment na właściwej wysokości, a potem zjechały do tej obecnej. [u]Parsknęła i wbiła się do stolika między niego a Thomasa, opierając łokieć o blat, chociaż ręce cały czas ciążyły jej w dół, znaczy w górę, chcąc zwisać, znaczy unosić podobnie jak włosy.
– Witam w klubie mały, ale wariat. – zarechotała, rozkoszując się tym unikatowym momentem nie bycia najmniejszą w grupie.