13.05.2024, 13:05 ✶
Odpowiadam Thomasowi, zanim odbiegnie po whiskey i Morpheusowi, staję obok koca, żeby parę zdjęć, a potem gadam do Caina (ale nie odchodzę od kocyka i wujka).
- Mniej głodna? Ja? Ja zawsze jestem głodna, Thomas – roześmiała się Brenna, ale nie zdołała powiedzieć do Figga nic więcej.
Dwie rzeczy bowiem wydarzyły się jednocześnie, gdy uraczyli się ciastkami.
On poderwał się i rzucił do stołu, jakby od tego zależało jego życie, a Brenna... Brenna rozciągnęła się dziwnie. Zamarła na moment, a potem nieco niepewnie poruszyła rękami, dotknęła twarzy, jakby chcąc upewnić się, że wszystko w porządku.
– Przysięgam, tym razem te ciastka to nie mój pomysł! – zapewniła solennie, po trochu rozbawiona, po trochu zaskoczona efektem. Odłożyła talerzyk, bo jakoś dziwnie teraz leżał w dłoniach i pochyliła się przez ramię Morpheusa, by zerknąć w filiżankę.
Ale widziała tam tylko fusy, nic więcej.
– Och, ta wróżba spełni się na pewno prędzej czy później – powiedziała, a kąciki ust drgnęły jej lekko, choć był to raczej uśmiech porozumiewawczy niż prawdziwie wesoły. Odnotowała jednak, by prosić Dorę o zabranianie kilku eliksirów tak na wszelki wypadek.
Zaraz wyprostowała się – nawet siedząc była teraz imponującego wzrostu, bo przecież Brenna była wysoka i bez magicznych ciasteczek – nie chcąc już rozmyślać o tym teraz. Kiedy siedzieli tutaj w całej grupie, Millie tańczyła z Alkiem, i wydawali się przez chwilę szczęśliwi i beztroscy. A gdy dostrzegła, że tak jak urosła, tak ludzie wokół zaczęli maleć, najpierw Basilius, potem Patrick, a wreszcie także Erik, zachichotała całkiem szczerze.
[u]Brenna dźwignęła się z koca, dość powoli, bo nowe rozmiary inaczej rozkładały środek ciężkości i nie chciała o coś wyrżnąć.
Sięgnęła po aparat, leżący wcześniej obok niej, by najpierw nacisnąć migawkę wycelowaną w Millie (z tymi opadającymi włosami) i Alastora, a potem uwiecznić całą „zmalałą” trójkę.
Zwłaszcza swojego brata.
On doczekał się trzech zdjęć, z różnych perspektyw.
– Cain! Zupełnie inaczej wyglądasz tej z perspektywy. Nowa fryzura? – zawołała do Bletchleya, kiedy zbliżył się do jego z drzew. W tej chwili przerastała go o prawie dwie stopy, a jednak przywykła że ten jest pół głowy wyższy...
- Mniej głodna? Ja? Ja zawsze jestem głodna, Thomas – roześmiała się Brenna, ale nie zdołała powiedzieć do Figga nic więcej.
Dwie rzeczy bowiem wydarzyły się jednocześnie, gdy uraczyli się ciastkami.
On poderwał się i rzucił do stołu, jakby od tego zależało jego życie, a Brenna... Brenna rozciągnęła się dziwnie. Zamarła na moment, a potem nieco niepewnie poruszyła rękami, dotknęła twarzy, jakby chcąc upewnić się, że wszystko w porządku.
– Przysięgam, tym razem te ciastka to nie mój pomysł! – zapewniła solennie, po trochu rozbawiona, po trochu zaskoczona efektem. Odłożyła talerzyk, bo jakoś dziwnie teraz leżał w dłoniach i pochyliła się przez ramię Morpheusa, by zerknąć w filiżankę.
Ale widziała tam tylko fusy, nic więcej.
– Och, ta wróżba spełni się na pewno prędzej czy później – powiedziała, a kąciki ust drgnęły jej lekko, choć był to raczej uśmiech porozumiewawczy niż prawdziwie wesoły. Odnotowała jednak, by prosić Dorę o zabranianie kilku eliksirów tak na wszelki wypadek.
Zaraz wyprostowała się – nawet siedząc była teraz imponującego wzrostu, bo przecież Brenna była wysoka i bez magicznych ciasteczek – nie chcąc już rozmyślać o tym teraz. Kiedy siedzieli tutaj w całej grupie, Millie tańczyła z Alkiem, i wydawali się przez chwilę szczęśliwi i beztroscy. A gdy dostrzegła, że tak jak urosła, tak ludzie wokół zaczęli maleć, najpierw Basilius, potem Patrick, a wreszcie także Erik, zachichotała całkiem szczerze.
[u]Brenna dźwignęła się z koca, dość powoli, bo nowe rozmiary inaczej rozkładały środek ciężkości i nie chciała o coś wyrżnąć.
Sięgnęła po aparat, leżący wcześniej obok niej, by najpierw nacisnąć migawkę wycelowaną w Millie (z tymi opadającymi włosami) i Alastora, a potem uwiecznić całą „zmalałą” trójkę.
Zwłaszcza swojego brata.
On doczekał się trzech zdjęć, z różnych perspektyw.
– Cain! Zupełnie inaczej wyglądasz tej z perspektywy. Nowa fryzura? – zawołała do Bletchleya, kiedy zbliżył się do jego z drzew. W tej chwili przerastała go o prawie dwie stopy, a jednak przywykła że ten jest pół głowy wyższy...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.