Geraldine pochodziła z rodziny, której poglądy były dobrze znane wszystkim czarodziejom. Nie mogła udawać, że jest inaczej, może się z nimi nie do końca zgadzała, jednak z racji na swoje nazwisko często była kojarzona. Czasem było to nawet bezpieczniejsze - mało kto chciał zadzierać z tymi, którzy wydawali się być niebezpieczni. Ci jednak, którzy znali pannę Yaxley ze szkoły, czy mieli z nią przez chwilę do czynienia już później mogli zauważyć, że ona nie jest taka. Gerry miała otwarty umysł, nie znosiła ograniczeń, nie popierała tej szalonej wizji tego, że to czystokrwiści mieli więcej do zaoferowania. Dobrze było wiedzieć, że są jeszcze osoby, które jej nie oceniały przez pryzmat rodziny, którym mogła ufać, i które nie bały się jej osoby. Erik był jednym z takich przypadków.
- Uprzedziłabym Cię, gdybyś mi się naraził. Zresztą nic Ci nie grozi z mojej strony, mam do Ciebie sentyment Longbottom.- Mrugnęła do niego jeszcze porozumiewawczo. Naprawdę lubiła tego człowieka, nawet gdy jak dziś spuszczał jej tu wpierdol. Przynajmniej mogła ocenić na czym stoi, choć chyba nie do końca było co oceniać, to zdecydowanie nie był jej dzień - niestety.
Zaklęcie Gerry pomknęło w stronę jej towarzysza, wtedy wyczarował to monstrum, znaczy się tarczę. Nie spodziewała się takiego efektu, także ponownie dostała, jakoś mocniej bolało, czy to był ból spowodowany samą myślą o tym, że to ona rzuciła to zaklęcie? Na całe szczęście dostała tylko w rękę. Nie trwało długo nim się otrzepała, gotowa do kontynuowania treningu.
- To chyba przez Twój urok osobisty, ten blask mnie oślepia!- Miała nadzieję, że nie widział, jak zaczyna się irytować. Gerry miała bardzo krótki lont, nie znosiła, kiedy coś jej nie wychodziło, a tutaj dzisiaj, cóż była jedną, wielką porażką i zdawała sobie z tego sprawę. Czy to przez zimę się zasiedziała? Faktycznie nie wychodziła wtedy, aż tak często, nie latała na miotle, może przez to straciła formę. Musiała znaleźć przyczynę ten niesubordynacji.
- Czy ja wiem Erik, bądźmy szczerzy, gorzej chyba już być nie może, ale biorę to na klatę. Spróbuję się jeszcze odgryźć.- No nie zamierzała się poddawać, trochę nie było jej na rękę, że się nad nią litował i zmienił sposób w jaki ćwiczyli, no ale niech mu będzie.
Obserwowała Erika, kiedy machnął różdżką i wypowiedział zaklęcie. Tylko, że nic się nie wydarzyło. Stała więc i patrzyła na niego dalej, gdyby ktoś z boku obserwował ten ich poważny pojedynek... miałby na pewno sporo powodów do śmiechu. Longbottom sięgnął po różdżkę kolejny raz, tym razem mu się udało. Gerry była gotowa. Wykonała szybki ruch nadgarstkiem i mruknęła pod nosem. - Protego!
Akcja nieudana
rzut na Protego
Yaxley czuła, że nie udało jej się wyczarować tarczy, może czas wreszcie sięgnąć po prostsze metody. Postanowiła odskoczyć przed mknącym w jej stronę zaklęciem.
Sukces!
Udało jej się odskoczyć przed zaklęciem Erika, zdecydowanie czasem tak było łatwiej. Nie zamierzała czekać i machnęła szybko różdżką, może tym razem uda się jej go zaatakować. -Slugulus Eructo - najwyżej będzie rzygał ślimakami.
Sukces!