13.05.2024, 14:33 ✶
Czasem tak było, że to miało być tylko rutynowe badanie, a w środku klątwa przeżarła kilometry jelit i pół wątroby. Czasem tak bywało... Basilius patrzył na to jak iskrząca i wygadana Millie nagle gaśnie mu w oczach, chociaż to z pewnością nie była kwestia niedożywienia, a czegoś co zainfekowało jej myśli. Jej duszę. Złote oczy lśniły łzami, których nie chciała do siebie dopuścić. Ukryła karty w kieszeni, z trudem ukrywając drżenie rąk, które zaraz potem ukryła pod stołem.
Skinęła głową na jego ciepłe słowa, troskliwe słowa, przyjacielskie słowa. Wiedziała, że może na niego liczyć, choć czy nadal by tak było, gdyby się dowiedział o kim mówiła mu, o kim płakała mu tamtej nocy? Czy nadal by ją lubił, nadal chciałby z nią rozmawiać, wiedząc jak obsesyjne myśli zjadały ją kawałek po kawałku, odbierając chęć do jedzenia, snu, do wchodzenia w jakiekolwiek być może zdrowsze dla niej relacje? Czy nadal byłby jej przyjacielem? Millie nie wierzyła w to, strach był zbyt wielki, przygniatał jej barki, łamał tego karalucha na pół. Nagle bardzo, bardzo mocno chciała nie być w tej kawiarni.
– Wiesz co ja... straciłam apetyt, dojedz za mnie ja... odezwę się potem. Powodzenia jutro. Na randce Zil. Powodzenia. – I nim z oczu pociekły łzy, nim dała się wpędzić w spiralę bardzo złych myśli na swój temat, obezwładniającej beznadziei w którą była uwikłana, zgarnęła płaszcz i wybiegła z cukierni szybciej niż Bucky powiedziałby rictusempra.
Skinęła głową na jego ciepłe słowa, troskliwe słowa, przyjacielskie słowa. Wiedziała, że może na niego liczyć, choć czy nadal by tak było, gdyby się dowiedział o kim mówiła mu, o kim płakała mu tamtej nocy? Czy nadal by ją lubił, nadal chciałby z nią rozmawiać, wiedząc jak obsesyjne myśli zjadały ją kawałek po kawałku, odbierając chęć do jedzenia, snu, do wchodzenia w jakiekolwiek być może zdrowsze dla niej relacje? Czy nadal byłby jej przyjacielem? Millie nie wierzyła w to, strach był zbyt wielki, przygniatał jej barki, łamał tego karalucha na pół. Nagle bardzo, bardzo mocno chciała nie być w tej kawiarni.
– Wiesz co ja... straciłam apetyt, dojedz za mnie ja... odezwę się potem. Powodzenia jutro. Na randce Zil. Powodzenia. – I nim z oczu pociekły łzy, nim dała się wpędzić w spiralę bardzo złych myśli na swój temat, obezwładniającej beznadziei w którą była uwikłana, zgarnęła płaszcz i wybiegła z cukierni szybciej niż Bucky powiedziałby rictusempra.
Koniec sesji