Słyszał różne opowieści o ludziach przeżywających wielkie przygody i niektórych nawet widział i poznał osobiście. Brenna Longbottom i jej brat. Heather Wood, której płomienie potrafiły rozpalać nie tylko widownię quidditcha. Victoria Lestrange, która weszła do Limbo i z niego wróciła wraz z paroma innymi intrygującymi osobistościami. Wszyscy ci ludzie mieli swoje opowieści, jakie pletli i układali w splatające się ze sobą historie, nawet jeśli oddziaływali na siebie niebezpośrednio. Fleamont też miał historię. Bogatą, choć smutną. Tragiczną, która zostawiła historię na jego rękach. Gdyby tylko dotykiem dało się ściągnąć te blizny to zrobiłby to dla niego - zrobiłby, gdyby tylko chciał. Niektórzy chcieli mieć te blizny na widoku, żeby zobaczyć, że przetrwali. Lękajcie się tych, którzy przeżyli. Nie wiadomo, co zrobili, żeby przetrwać. Zrozumienie Fleamonta było trudne, ale nawet nie dlatego, że on sam był skomplikowany (był, cholernie był, przez chaos swojego jestestwa, jakim emanował) a dlatego, że Cain walczył ze swoimi własnymi myślami oplatającymi się wokół tego człowieka. Szukał, ciągle zadawał sobie pytania, ciągle się zastanawiał, czy to to, gdzie będzie lepiej, co będzie lepiej. Flynn mógł chcieć, żeby wszystko zostało, jak jest, ale zmiany były częścią tego świata. Bletchley był bardzo statycznym elementem - człowiekiem, który był tak stonowany, że zmiany jego charakteru nawet dla bliskich były niemal niezauważalne. Nawet on się zmieniał. Wszystko się zmieniało. Szczególnie, kiedy zmienić się chcesz.
- Przeżyłeś taką? - Chyba tak. Przecież wydostał się ze Ścieżek i okazało się, że mieszkał w cyrku, tam miał nagle siostry i braci, a jedną taką, która piekła nader wybitne ciasto. Prawie jak Nora, ale ciast od Nory nie odważył się jeść - żartobliwie powiedziałby, że odważyłaby się zatruć któreś z jego ciastek. To było jedno z tych pytań, które zważył w swojej głowie nie będąc pewnym, czy chce zadawać to pytanie. Czy jest gotowy na odpowiedź. Bo skoro już pytał to mógł usłyszeć o kimś, o kim słuchać nie chciał. Nie chciał też jednak usłyszeć o sobie samym, nawet w ramach jednego z tych flirciarskich żartów, bo wiedział, że jedną z takich osób nie był. Nie czuł się nią. Mógł o tym myśleć romantycznie, ale świadomość swojego uzależnienia emocjonalnego od tego człowieka bardzo łatwo obdzierała początki ich znajomości z jakiegokolwiek romantyzmu.
Pokiwał głową, patrząc na niego z uwagą, kiedy mówił o tym wyczuwaniu melodii. Chyba rozumiał, chyba widział, chyba miał z tym do czynienia w głowach innych. Wszystko to chyba. Uczucia, kiedy się o nich mówiło, potrafiły mieć tak wiele barw, że dla Flynna byłyby nieskończenie szarą ścieżką. Mówienie o nich było jeszcze trudniejsze.
- Kiedy to się zmienia? - Dopytał więc, bo to brzmiało jak bardzo istotna informacja do wykorzystania w przyszłości. - Czy w takim wypadku powinienem zacząć coś nucić? - Uniósł lekko kąciki ust ku górze.