13.05.2024, 17:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.05.2024, 17:17 przez Christopher Rosier.)
– Sam ich przecież nie noszę, Mildred. Można powiedzieć... Że jestem raczej twórcą księżniczek. Chociaż nie każda kobieta potrzebuje właśnie sukni księżniczki.
Wbrew pozorom rozumiał to doskonale. Kobiety były różne, i różne były okazje, na które zakładały swoje stroje. Księżniczka, artystka, czy rycerz właśnie - każda mogła mieć w sobie tę iskrę, którą uważał za inspirującą. Rosier projektował najchętniej wspaniałe suknie balowe, ale nawet pośród tych znajdowały się i bardziej strojne, i te prostsze w kroju. Jedna kobieta zabłyśnie najpiękniej w lodowej sukni królowej śniegu z mnóstwem ozdób, dla innej lepszy był prosty krój i materiał jak nocne niebo usiane gwiazdami. Zdarzało się i że projektował koszule, spódnice czy spodnie, do noszenia niekoniecznie na wielkie bale, bo uznawał, że taki strój najlepiej pasuje do danej kobiety – i że ta będzie wyglądać w nim dość dobrze, aby była tego projektu warta.
Nie zawsze chodziło tylko o urodę. Istniało wiele urodzinowych kobiet, dla których szyć nie miał ochoty, bo tę urodę uznawał za banalną. Jak w przypadku szanownej pani fotograf.
– Najczęściej przygotowuję stroje dla konkretnych osób. W tej chwili przygotowuję ubranie dla mojej kuzynki, na przyjęcie po premierze jej nowej sztuki. – Christpher lubił mówić o sobie, a jeszcze bardziej lubił mówić o swojej pracy. O krojach, materiałach, fakturach, o doborze kolorów, o maskowaniu mankamentów i podkreśleniu tego, co podkreślić warto. Rozwodził się nad tym nieraz nieco nadmiernie, nie zauważając lub nie chcąc zauważyć, że nie każdego to interesuje – choć miał to szczęście, że obracał się raczej w towarzystwie ludzi owszem zainteresowanych. – Gra w niej Helgę Hufflepuff. Serce mnie boli, że kazali jej występować w żółtych sukniach. Jest bladą blondynką i żółć to nie jej kolor. Jej suknia na przyjęcie będzie za to czarna, z żółtymi akcentami, nawiązanie do sztuki i barw Hufflepuff, ale kontrast kolorów i odpowiednie ich proporcje sprawią, że nie będzie przypominać zwiędniętego kwiatka, jak w tym okropnym kostiumie…
Skrzywił się lekko, na samą myśl. Kostiumy w teatrze Selwynów były całkiem niezłe, ale zwyczajnie, ta żółta suknia absolutnie nie pasowała od jego kuzynki!
– Czasem. Pojedyncze płaszcze, koszule, szaty. Wolę jednak projektować dla kobiet, to daje większe pole do popisu. Longbottom prawdopodobnie miał na sobie projekt mojego ojca albo wuja, metka z różą to symbol całego Domu Mody Rosierów. Jeśli to mój projekt, jest oznaczony z jej drugiej strony – wyjaśnił Rosier. Bywało, że po prostu miał fantazję uszyć męską koszulę albo uznawał, że jakiś mężczyzna będzie dobrą reklamą jego projektów i przy okazji zaprojektowanie czegoś dla niego dobrze pokaże, że Rosier jest wszechstronny. Kobiety były jednak bardziej inspirujące, ich moda bardziej różnorodna, i przede wszystkim, to one najczęściej błyszczały w towarzystwie.
A wraz z nimi jego suknie.
Gdy zbliżyli się do Domu Rosierów, Christopher pociągnął ją do bocznego wejścia. Mieszczący się na parterze sklep dopiero zamknięto, sprzątano tam pewnie, obliczano utarg, zamiast więc przepychać się tamtędy, poprowadził ją bezpośrednio do części budynku, gdzie znajdowała się jego prywatna, już jej znana pracownia.
Wbrew pozorom rozumiał to doskonale. Kobiety były różne, i różne były okazje, na które zakładały swoje stroje. Księżniczka, artystka, czy rycerz właśnie - każda mogła mieć w sobie tę iskrę, którą uważał za inspirującą. Rosier projektował najchętniej wspaniałe suknie balowe, ale nawet pośród tych znajdowały się i bardziej strojne, i te prostsze w kroju. Jedna kobieta zabłyśnie najpiękniej w lodowej sukni królowej śniegu z mnóstwem ozdób, dla innej lepszy był prosty krój i materiał jak nocne niebo usiane gwiazdami. Zdarzało się i że projektował koszule, spódnice czy spodnie, do noszenia niekoniecznie na wielkie bale, bo uznawał, że taki strój najlepiej pasuje do danej kobiety – i że ta będzie wyglądać w nim dość dobrze, aby była tego projektu warta.
Nie zawsze chodziło tylko o urodę. Istniało wiele urodzinowych kobiet, dla których szyć nie miał ochoty, bo tę urodę uznawał za banalną. Jak w przypadku szanownej pani fotograf.
– Najczęściej przygotowuję stroje dla konkretnych osób. W tej chwili przygotowuję ubranie dla mojej kuzynki, na przyjęcie po premierze jej nowej sztuki. – Christpher lubił mówić o sobie, a jeszcze bardziej lubił mówić o swojej pracy. O krojach, materiałach, fakturach, o doborze kolorów, o maskowaniu mankamentów i podkreśleniu tego, co podkreślić warto. Rozwodził się nad tym nieraz nieco nadmiernie, nie zauważając lub nie chcąc zauważyć, że nie każdego to interesuje – choć miał to szczęście, że obracał się raczej w towarzystwie ludzi owszem zainteresowanych. – Gra w niej Helgę Hufflepuff. Serce mnie boli, że kazali jej występować w żółtych sukniach. Jest bladą blondynką i żółć to nie jej kolor. Jej suknia na przyjęcie będzie za to czarna, z żółtymi akcentami, nawiązanie do sztuki i barw Hufflepuff, ale kontrast kolorów i odpowiednie ich proporcje sprawią, że nie będzie przypominać zwiędniętego kwiatka, jak w tym okropnym kostiumie…
Skrzywił się lekko, na samą myśl. Kostiumy w teatrze Selwynów były całkiem niezłe, ale zwyczajnie, ta żółta suknia absolutnie nie pasowała od jego kuzynki!
– Czasem. Pojedyncze płaszcze, koszule, szaty. Wolę jednak projektować dla kobiet, to daje większe pole do popisu. Longbottom prawdopodobnie miał na sobie projekt mojego ojca albo wuja, metka z różą to symbol całego Domu Mody Rosierów. Jeśli to mój projekt, jest oznaczony z jej drugiej strony – wyjaśnił Rosier. Bywało, że po prostu miał fantazję uszyć męską koszulę albo uznawał, że jakiś mężczyzna będzie dobrą reklamą jego projektów i przy okazji zaprojektowanie czegoś dla niego dobrze pokaże, że Rosier jest wszechstronny. Kobiety były jednak bardziej inspirujące, ich moda bardziej różnorodna, i przede wszystkim, to one najczęściej błyszczały w towarzystwie.
A wraz z nimi jego suknie.
Gdy zbliżyli się do Domu Rosierów, Christopher pociągnął ją do bocznego wejścia. Mieszczący się na parterze sklep dopiero zamknięto, sprzątano tam pewnie, obliczano utarg, zamiast więc przepychać się tamtędy, poprowadził ją bezpośrednio do części budynku, gdzie znajdowała się jego prywatna, już jej znana pracownia.