Powachlował się teatralnie dłonią, słysząc ten komplement. W sumie był nieco zaskoczony, jednak zrobiło mu się nadzwyczaj miło. Jak tak dalej pójdzie, to niedługo się dowie, że kobieta nazwała swoją ulubioną kuszę jego imieniem. Nie wiedział, czy byłby zachwycony takim obrotem spraw, podziwiając jej osiągnięcia, czy przeraziłby się, że Geraldine strzela do różnych stworzeń z jego imieniem na ustach, jakby był to okrzyk wojenny. „Szybko, rzuć mi Erika” lub „Przeładuj Erika”, brzmiało w końcu bardzo groźnie, czyż nie?
— W takim razie postaram się zmniejszyć jego intensywność! — odkrzyknął, udając, że przykręca sobie jakieś trybiki w głowie przy pomocy różdżki. Wolał utrzymać żartobliwy ton ich konwersacji.
Wymiana ognia przy pomocy magii potrafiła zestresować, nawet jeśli były to zwykłe ćwiczenia. Jeśli zależało im na efektywności i wyćwiczeniu u siebie nawzajem odpowiednich nawyków, to nie wymagane było, żeby wzajemnie się prowokowali. Kto wie, może ten dowcipny komentarz rozpogodzi nawet Gerry? Na pewno następnym razem pójdzie jej lepiej!
— Na to liczę! — dorzucił, a jego tonie rozbrzmiała nuta świadcząca, że rzuca jej poniekąd wyzwanie. Niech go zaskoczy, niech go zadziwi, niech pokaże, że faktycznie potrafi! W końcu o to w tym wszystkim chodziło.
Zamrugał zdziwiony, gdy zaklęcie odpychające pomimo braku tarczy panny Yaxley nie trafiło z cel. Jakieś dwie sekundy za późno zdał sobie sprawę, że zdołała po prostu... uskoczyć przed jego zaklęciem. Cóż, można i tak, pomyślał. W czasie prawdziwego pojedynku, poza areną, a w warunkach polowych, liczyło się coś więcej niż wprawne rzucanie zaklęć. Sprytne wykorzystanie terenu i własnej przewagi fizycznej mogło zdziałać istne cuda. Teraz właśnie widział pokaz podobnej techniki. Gdyby obserwował teraz ich pojedynek jako widz, zapewne by zaklaskał. Nie miał jednak na to czasu. Teraz przyszła jego kolej na obronę.
— Protego!
Sukces!
Widząc pędzące ku niemu zaklęcie, zareagował instynktownie i machnął różdżką z zamiarem wzniesienia kolejnej tarczy. Nawet nie pomyślał o tym, aby po prostu się uchylić. Dzięki Merlinowi tym razem nie miał takich problemów, jak z Flippendo, toteż bariera zniwelowała efekty zaklęcia. Erik wziął kilka szybkich oddechów.
Cóż, Geraldine pokazała, że jednak miała w sobie jeszcze trochę woli walki. Może nawet więcej niż przypuszczał. To go ucieszyło, bo sam też czerpał z tego dodatkową motywację, aby dorównać jej kroku. Narzuciła własne tempo pojedynku, nie ograniczając się tylko do zaklęć, ale też swojej sprawności. Nie miał zamiaru jej ustępować.
— Orbis! — Wykonał w powietrzu odpowiedni ruch.
Chciał wyczarować magiczne pęta, które unieruchomiłyby kobietę. Czy powinien sięgnąć po inne zaklęcie? Możliwe, jednak ciężko się pozbyć własnych nawyków, a jako pracownik Brygady skupiał się raczej na jak najszybszym unieruchomieniu swojego przeciwnika w celu jego pochwycenia. To był naturalny odruch.
Akcja nieudana
Ku jego własnemu zdziwienia, magiczny instrument, który dzierżył w dłoniach, tym razem również odmówił mu posłuszeństwa. Żarty sobie robisz?, rzucił w myślach, machając bezsilnie różdżką, jednak nic to nie dawało. Dał ciała, a nie był też naiwny. Wiedział, że Geraldine wykorzysta lukę w jego obronie, chociażby po to, aby odgryźć się za wcześniejsze – drobne, ale jednak – upokorzenie. Nie pozostało mu nic, aby czekać na wyrok, a coś mu podpowiadało, że będzie ona szybkie i bezpośrednie.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞