13.05.2024, 17:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.05.2024, 17:25 przez Florence Bulstrode.)
Florence wobec pacjentów była zwykle uprzejma: przynajmniej jak długo nie musiała tłumaczyć im trzeci raz, dlaczego naprawdę muszą przyjąć lekarstwo albo że coś może ich zabić – wtedy dobór słów i ton stawały się ostrzejsze. Nigdy niemal nie pokazywała po sobie niechęci, ale pewna surowość obycia i rzeczowość, rozpływające się tylko w rzadkich przypadkach, gdy dostrzegała, że pacjent naprawdę potrzebuje wsparcia, często nastawiały do niej negatywnie.
Zawsze jednak liczyło się przede wszystkim dobro pacjenta, nie to, w jaki sposób ten będzie na nią reagował.
Wobec Samuela przyjmowała więc tę samą postawę, co w Mungu. Spokój, profesjonalizm, rzeczowe informacje, przekazane możliwie jasnym tonem. Nie traktowanie jak idioty, póki pacjent jak idiota się nie zachował, ale też nie spoufalanie się. I w ten sam sposób udzieliła mu odpowiedzi: zwłaszcza, że zdało się jej, że właśnie po tę przyszedł.
– Klątwa żywiołów jest w tej chwili niewyleczalna – odpowiedziała Florence. Ton wciąż miała bardzo rzeczowy, a jej spojrzenie było raczej uważne niż współczujące. – Co nie oznacza, że nie istnieją sposoby na to, by radzić sobie z jej efektami. Jeden z dwóch najważniejszych...
Umilkła i wyciągnęła różdżkę. Machnęła nią: w powietrzu zatańczył płomyk. Kolejne machnięcie – ogień zgasł, zalany przez wodę. Następny czar: tam, gdzie padła woda, wyrósł kwiat.
– Źródła klątwy żywiołów leżą w eksperymentach, których celem było przekroczenie granic magii. Konkretnie magii kształtowania. Osoby nią obarczone wyczarowują bez różdżki i bez zaklęć ogień, błyskawice, wodę, lód, rośliny – podjęła Bulstrode. Mówiła niezbyt szybko, spokojnym głosem. – Nie mogą nad nią zapanować tak, jak chciał autor tych eksperymentów, i w efekcie dowolnie manipulować żywiołem, ale mogą powstrzymać atak. Kiedy żywioł atakuje, w istocie traci się panowanie nad magią kształtowania. Niech pan ćwiczy tę magię. Nauczy się wyczarowywać rośliny, które pojawiają się podczas ataku, za pomocą zaklęć. Opanuje to w mistrzowskim stopniu, a szanse, że kogoś skrzywdzisz, zmaleją niemal do zera. Jeśli nauczy się pan czarów z tej dziedziny, jeżeli będą posłuszne woli, nawet jeżeli nadejdzie atak, moc zostanie opanowana.
Florence po raz ostatni machnęła różdżką i kwiat znikł bez śladu, a uzdrowicielka znów zwróciła spojrzenie jasnych oczu na Samuela.
Zawsze jednak liczyło się przede wszystkim dobro pacjenta, nie to, w jaki sposób ten będzie na nią reagował.
Wobec Samuela przyjmowała więc tę samą postawę, co w Mungu. Spokój, profesjonalizm, rzeczowe informacje, przekazane możliwie jasnym tonem. Nie traktowanie jak idioty, póki pacjent jak idiota się nie zachował, ale też nie spoufalanie się. I w ten sam sposób udzieliła mu odpowiedzi: zwłaszcza, że zdało się jej, że właśnie po tę przyszedł.
– Klątwa żywiołów jest w tej chwili niewyleczalna – odpowiedziała Florence. Ton wciąż miała bardzo rzeczowy, a jej spojrzenie było raczej uważne niż współczujące. – Co nie oznacza, że nie istnieją sposoby na to, by radzić sobie z jej efektami. Jeden z dwóch najważniejszych...
Umilkła i wyciągnęła różdżkę. Machnęła nią: w powietrzu zatańczył płomyk. Kolejne machnięcie – ogień zgasł, zalany przez wodę. Następny czar: tam, gdzie padła woda, wyrósł kwiat.
– Źródła klątwy żywiołów leżą w eksperymentach, których celem było przekroczenie granic magii. Konkretnie magii kształtowania. Osoby nią obarczone wyczarowują bez różdżki i bez zaklęć ogień, błyskawice, wodę, lód, rośliny – podjęła Bulstrode. Mówiła niezbyt szybko, spokojnym głosem. – Nie mogą nad nią zapanować tak, jak chciał autor tych eksperymentów, i w efekcie dowolnie manipulować żywiołem, ale mogą powstrzymać atak. Kiedy żywioł atakuje, w istocie traci się panowanie nad magią kształtowania. Niech pan ćwiczy tę magię. Nauczy się wyczarowywać rośliny, które pojawiają się podczas ataku, za pomocą zaklęć. Opanuje to w mistrzowskim stopniu, a szanse, że kogoś skrzywdzisz, zmaleją niemal do zera. Jeśli nauczy się pan czarów z tej dziedziny, jeżeli będą posłuszne woli, nawet jeżeli nadejdzie atak, moc zostanie opanowana.
Florence po raz ostatni machnęła różdżką i kwiat znikł bez śladu, a uzdrowicielka znów zwróciła spojrzenie jasnych oczu na Samuela.