Całkiem spontanicznie udało jej się namówić Isaaca na wspólną wizytę w bibliotece. Nie było to miejsce, które należało do jej pierwszego wyboru, jednak musiała iść poszukać pewnych informacji. Do zabrania ze sobą Bagshota skłoniła ją jego wczorajsza wizyta w jej mieszkaniu. Znał się na książkach, jak nikt inny, była to bardzo przydatna umiejętność, szczególnie, że sama Yaxley rzadko kiedy sięgała po literaturę, szczególnie po tym, jak zakończyła edukację w Hogwarcie. On na pewno będzie wiedział, gdzie i czego szukać, kiedy ona błądziłaby między tymi korytarzami pełnymi książek zupełnie bez celu. Obawiała się, że może nie być gotowy na to spotkanie, zważając na to, że wypili wczoraj sporo i siedzieli prawie do rana wspominając stare czasy i gadając o głupotach, wypijając przy tym ogromne ilości alkoholu. Na całe szczęście okazał się być równym przeciwnikiem, odpisał jej całkiem szybko na wiadomość.
Wzięła szybki prysznic, żeby doprowadzić się do porządku i nie śmierdzieć, jak menel, czy inny kloszard. Nie udało jej się do końca poradzić z cieniami pod oczami, które były efektem nieprzespanej nocy. Niespecjalnie się jednak tym przejęła. Jako, że promienie słońca dosyć mocno przebijały się przez okna stwierdziła, że na dworze musi być całkiem ciepło. Nie byłaby się w stanie dusić dzisiaj w swoich skórzanych spodniach, no i nie szła do lasu. Mogła sobie pozwolić na delikatną odmianę w swoim wyglądzie. Narzuciła na ciało lekką, zwiewną sukienkę, która sięgała jej praktycznie do ziemi, musiał do jej stworzenia zostać zużyty spory kawałek materiału zważając na jej wzrost, włosów nie wysuszyła, nadal były wilgotne, wystarczy chwila na świeżym powietrzu, aby je wysuszyć. Oczywiście sukienka była w kolorze zielonym, bo to była jej ulubiona barwa. Siedziała na krześle w kuchni, gdzie paliła jeszcze papierosa, kiedy usłyszała dzwonek. Czas na nią, przygasiła w locie jeszcze papierosa i pogłaskała psy, nim opuściła swoje mieszkanie. Zabrała ze sobą jedynie niewielką torebkę, w której miała różdżkę, dwie paczki fajek i zapalniczkę, nic więcej nie potrzebowała do szczęścia.
Zeszła po schodach układając sobie w głowie myśli. Nie do końca wiedziała od czego zacząć, trochę głupio jej było tłumaczyć Isaacowi, że ma problem, że coś jest nie tak, z jej bratem, że w sumie to nie wie, czy jej bliźniak istnieje, ale przecież ma związane z nim wspomnienia. Będzie się tym martwić później.
Wyszła z kamienicy i dostrzegła go stojącego nieopodal, przytuliła go lekko na przywitanie. - Gotowy na spacer? - Odparła z entuzjazmem, może nawet zbyt wielkim, jak na to, że mieli się wybrać do biblioteki.