13.05.2024, 21:12 ✶
Znalezienie w sobie siły na szczerą odpowiedź okazało się być ciężkie. Bo była prosta - brzmiała „nie”, nigdy mu się to nie udało, ale ta prostota zawierała ten jeden, maleńki mankament - to że z Cainem też mu się to nigdy nie udało. Mógłby wymieniać i wymieniać osoby, które oczarował lub które oczarowały jego. Miał ich na chwilę lub na dłużej. Mężczyzn, kobiety, tych którzy nie lubili się określać. Szeregi przeróżnych spotkań, uczuć. Każda z tych relacji miała inny charakter. Ale to nigdy nie było to, nikt nie chciał budować sobie z nim życia. To on dobudowywał się do czyjegoś życia.
- Nie. - Ale czy Cain nie odbierze tego tak, jakby to wszystko co pomiędzy nimi było nic nie znaczyło? A przecież znaczyło - zakochał się w nim wtedy i zakochiwał ponownie, po prostu... Pewne marzenia są zbyt wyidealizowane, nieosiągalne, prawda? Wszyscy tak mieli? Cały czas tęsknili za czymś leżącym daleko poza zasięgiem ich rąk. Gdyby tylko dać temu czas i mniej gróźb karalnych, kiedy Cain tak bardzo cenił sobie spokój... - Na końcu zawsze wszystko szlag trafił. - Wciąż nie potrafił wyobrazić sobie sytuacji, w której przez niego życie, jakie Bletchley posiadał, było rujnowanie przez kogoś takiego jak Fontaine. Niby po ich rozmowie tam w Little Hangleton zrozumiał, że to go zraniło, ale wciąż - to było tak daleko poza zasięgiem jego wyobrażeń. - Albo ja nie dałem rady. - Albo oba. Gdyby świat był odrobinę łaskawszy, co by teraz mieli? Wspólne mieszkanie, czy wspólny nagrobek? I jeżeli oboje by żyli - czy w tym mieszkaniu panowałoby szczęście?
Nieświadomie zaczął przygryzać paznokcie. Cokolwiek co zaprzątało mu teraz głowę, zdołało go zdenerwować. Rozstroić.
- Będziesz mi śpiewał, żeby mnie uspokoić? - Pewnie by zachichotał, gdyby nie to, że po przypomnieniu sobie jak wygląda kiedy obgryza paznokcie, nie zajął się rumieńcem i nie skupił na opuszczeniu rąk w dół. Naciągnąłby sobie teraz rękawy na palce, ale ich nie miał. Niezręczność spróbował zabić odwróceniem się na plecy. - To jest tak... wiesz, jak muzycy improwizują? - Na pewno wiedział. Tylko tacy grywali ostatnio w barach. - To jest... jakbym grał z kimś jakąś melodię, wczuwał się w nią, a ten ktoś nagle wplatał pomiędzy kilka krzywych nut. Ja płynę już w jakimś rytmie, nie spodziewam się czegoś, ale to przychodzi, więc muszę się zatrzymać i złapać go znowu, tylko nikt nie daje mi na to czasu. - Nienawidził mówić w ten sposób. Jakby to wszystko miało jakieś większe znaczenie. - Wkurwia mnie to strasznie. - Zarówno ta muzyka, jak i to, że nikomu tego wcześniej nie powiedział. - Ten niepotrzebnie poetycki opis też. - Nie mógł darować sobie zaznaczenia tego. Głośno. Jakby chciał podkreślić to w zeszycie podwójną linią. - Bo płynie z tego tylko taki wniosek z dupy, że chciałem wtedy powiedzieć, że... ah kurwa, że zrobiłem przez coś tak głupiego wiele rzeczy, których żałuję i... - Zamilkł na moment, chcąc odplątać sobie język. - Zawsze wolałem męczyć się z tym sam, niż wiedzieć, że ktoś przez to cierpi. - I strasznie wystraszył się, że Bletchley zacznie na to naciskać, albo zada najgorsze pytanie na świecie - dlaczego - a on mu to powie i już nigdy nie będzie mógł żyć w świecie, w którym dźwigał to na swoich plecach jak krzyż. Rzucił więc propozycją, bo przecież on zawsze chciał się zaraz po umyć. - Chcesz się już powoli zbierać? - To nie była ucieczka tylko... tak mu się powiedziało. - Ja bym wypił jeszcze jedną kawę. Normalnie wstaję tak ze sześć godzin później.
- Nie. - Ale czy Cain nie odbierze tego tak, jakby to wszystko co pomiędzy nimi było nic nie znaczyło? A przecież znaczyło - zakochał się w nim wtedy i zakochiwał ponownie, po prostu... Pewne marzenia są zbyt wyidealizowane, nieosiągalne, prawda? Wszyscy tak mieli? Cały czas tęsknili za czymś leżącym daleko poza zasięgiem ich rąk. Gdyby tylko dać temu czas i mniej gróźb karalnych, kiedy Cain tak bardzo cenił sobie spokój... - Na końcu zawsze wszystko szlag trafił. - Wciąż nie potrafił wyobrazić sobie sytuacji, w której przez niego życie, jakie Bletchley posiadał, było rujnowanie przez kogoś takiego jak Fontaine. Niby po ich rozmowie tam w Little Hangleton zrozumiał, że to go zraniło, ale wciąż - to było tak daleko poza zasięgiem jego wyobrażeń. - Albo ja nie dałem rady. - Albo oba. Gdyby świat był odrobinę łaskawszy, co by teraz mieli? Wspólne mieszkanie, czy wspólny nagrobek? I jeżeli oboje by żyli - czy w tym mieszkaniu panowałoby szczęście?
Nieświadomie zaczął przygryzać paznokcie. Cokolwiek co zaprzątało mu teraz głowę, zdołało go zdenerwować. Rozstroić.
- Będziesz mi śpiewał, żeby mnie uspokoić? - Pewnie by zachichotał, gdyby nie to, że po przypomnieniu sobie jak wygląda kiedy obgryza paznokcie, nie zajął się rumieńcem i nie skupił na opuszczeniu rąk w dół. Naciągnąłby sobie teraz rękawy na palce, ale ich nie miał. Niezręczność spróbował zabić odwróceniem się na plecy. - To jest tak... wiesz, jak muzycy improwizują? - Na pewno wiedział. Tylko tacy grywali ostatnio w barach. - To jest... jakbym grał z kimś jakąś melodię, wczuwał się w nią, a ten ktoś nagle wplatał pomiędzy kilka krzywych nut. Ja płynę już w jakimś rytmie, nie spodziewam się czegoś, ale to przychodzi, więc muszę się zatrzymać i złapać go znowu, tylko nikt nie daje mi na to czasu. - Nienawidził mówić w ten sposób. Jakby to wszystko miało jakieś większe znaczenie. - Wkurwia mnie to strasznie. - Zarówno ta muzyka, jak i to, że nikomu tego wcześniej nie powiedział. - Ten niepotrzebnie poetycki opis też. - Nie mógł darować sobie zaznaczenia tego. Głośno. Jakby chciał podkreślić to w zeszycie podwójną linią. - Bo płynie z tego tylko taki wniosek z dupy, że chciałem wtedy powiedzieć, że... ah kurwa, że zrobiłem przez coś tak głupiego wiele rzeczy, których żałuję i... - Zamilkł na moment, chcąc odplątać sobie język. - Zawsze wolałem męczyć się z tym sam, niż wiedzieć, że ktoś przez to cierpi. - I strasznie wystraszył się, że Bletchley zacznie na to naciskać, albo zada najgorsze pytanie na świecie - dlaczego - a on mu to powie i już nigdy nie będzie mógł żyć w świecie, w którym dźwigał to na swoich plecach jak krzyż. Rzucił więc propozycją, bo przecież on zawsze chciał się zaraz po umyć. - Chcesz się już powoli zbierać? - To nie była ucieczka tylko... tak mu się powiedziało. - Ja bym wypił jeszcze jedną kawę. Normalnie wstaję tak ze sześć godzin później.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.