Dreszcz przeszedł przez ciało panny Yaxley. Zimno, zrobiło się naprawdę nieprzyjemnie. Spędziła dziś na powietrzu zbyt dużo czasu. Ręce jej skostniały, czuła, że nabierały kolorów czerwieni. Dlaczego nigdy nie nosiła ze sobą rękawiczek? Nie miała pojęcia, za każdym razem mówiła, że to ostatni raz, jednak nigdy nie udało się o pamiętać o tej ułatwiającej egzystencję rzeczy. Próbowała zlokalizować stado błotoryjów, niestety wraz z nadchodzącą zimą musiały zmienić swoje miejsce życia. Nie była z tego powodu zadowolona, szczególnie, że tropiła je w lesie, w tym śniegu, który powoli zaczął się roztapiać, wyszła z tego mieszanka błota z zimną wodą. Po tym starciu tym razem nie z magicznymi stworzeniami, a warunkami atmosferycznymi zostało jej zaschnięte błoto we włosach. Nie żeby się tym specjalnie przejmowała, zazwyczaj wyglądała, jak człowiek z buszu, taki już miała zawód.
Kilka minut wcześniej wyszła z jednego z lokali na Pokątnej. Musiała poinformować kupca, że niestety nie udało jej się zdobyć tego, czego potrzebował. Wydawał się być tym faktem równie rozczarowany, co ona. Przynajmniej nie tylko jej to popsuło dzień, tyle że ona przez to nieudolne zlecenie nie zarobiła ani grosza, a zmarnowała cały dzień. Powinna zacząć brać zaliczki za samą próbę zlokalizowania zwierząt. Może wtedy wychodziłaby na tym wszystkim lepiej.
Naciągnęła na głowę kaptur, wiatr robił się coraz silniejszy, denerwowało ją, że plątał jej włosy, szczególnie, że pojedyncze kosmyki, co chwilę wpadały jej do ust, powodując to, że błoto w którym tarzała się przez cały dzień również dostawało się do jej jamy ustnej, a smak błota nie był jednym z tych, za którymi jakoś specjalnie przepadała. Wsadziła ręce głęboko do kieszeni skórzanego płaszcza, który sięgał jej niemalże do kostek. Szła całkiem żwawym tempem przed siebie, miała ochotę znaleźć się już w domu. Niby mogła się teleportować, jednak lubiła ruch, a że mieszkali z Thesem dość niedaleko to postanowiła się przejść.
Wzrok miała wbity w ziemię, nie przyglądała się specjalnie temu, co działo się wokół niej. Usłyszała wtedy głos. Ani kroku dalej. Czy to do niej? Zatrzymała się na moment, choć nie miała w zwyczaju reagować na słowa nieznajomych, dopiero wtedy dostrzegła, że mijała jakąś kobietę. Odruchowo zacisnęła rękę na różdżce, którą trzymała w kieszeni płaszcza. Nie miała pojęcia, kto raczył się do niej odezwać, powinna być gotowa do ewentualnej obrony, szczególnie, że czasy w jakich przyszło im żyć były niebezpieczne. Podniosła powoli wzrok z chodnika na kobietę, która to odważyła się do niej odezwać, wyprostowała się przy tym niczym struna. Usłyszała swoje imię, próbowała połączyć głos nieznajomej z twarzą, żadne wspomnienie jednak nie przychodziło. Wtedy tamta zsunęła z twarzy szalik. - Ida... też się cieszę, że Cię widzę, chociaż mogłabyś być mniej władcza.- Dopiero wtedy zauważyła szkło, przeniosła spojrzenie na sklep przed którym się znajdowały. Najwyraźniej komuś nie podobało się to, że sprzedawane tu były mugolskie zabawki. - Jesteś sama?- Wiedziała, że Moody pracuje w brygadzie, a może pracowała. - Co się tutaj dzieje?- Zapytała, jakby nie potrafiła połączyć faktów.