To prawda. Ciężko było się nie zgodzić. Coś co dla Borgina było nowością i czymś niezwykłym, dla Avery było chlebem powszednim. Z jednej strony pochodzili przecież z jednego - tego samego świata, a w głębi duszy byli jednak z dwóch osobnych. Dalekich. Po dwóch przeciwnych półkulach. Stanley więc po prostu nie rozumiał niektórych rzeczy, chociaż bardzo starał się to robić i nadążać za Stellą. Najczęściej jednak bezskutecznie.
Czy wykonywanie poleceń było aż tak trudne? Dla kogoś kto nie był do tego przystosowany, przygotowany czy może "wytresowany" to zapewne tak. Borgin jednak był typowym żołnierzem. Trzeba było coś zrobić? Zrobił to. Trzeba było gdzieś się stawić? Stawiał się. Trzeba było się kogoś pozbyć? Cóż... to też dało się zrobić. Z drugiej strony to on chyba nie znał innego życia, niż takie, którym właśnie żył. Zawsze był ktoś nad nim - przez całe życie. Bardzo często było nawet kilka takich osób i na przestrzeni lat wcale to się nie zmieniło.
- No tak. Ciężko się nie zgodzić - zauważył, przypominając sobie 1001 twarzy Stelli Avery kiedy mu o tym wspomniała. Prawdę mówiąc to nawet potrafiła być bardziej stanowcza w pewnych kwestiach od niego. Dla własnego dobra, lepiej było jej nie denerwować. Może powinien był zostawić notatkę z poradą dla właściciela tego przybytku?
- Heh - zwilżył odrobinę usta - Może lepiej nie? Wtedy znowu musiałbym robić te wszystkie głupie rzeczy, których wolałbym nie powtarzać... - wspomniał - Z drugiej strony, skoro mielibyśmy wrócić do czasów młodości to nie powinniśmy siedzieć pod jakąś ścianą, która odgradzałaby nas od rzeczywistości? - zapytał, wszak był ciekaw. Stanley pamiętał jak to z koleszkami popijało się różne trunki w najdziwniejszych miejscach. Zarówno w szkole jak i później już w życiu zawodowym. Później niestety wychodziły ciekawe smaczki czy sytuacje jak te z kradzionymi kwiatkami w doniczkach czy pielgrzymkach na Pokątną.
- Oczywiście, że tak najdroższa. Zaraz postaram się to zrobić... - odparł, bacznie oglądając otwarcie butelki. No Stanley, musisz Dodawał sobie trochę otuchy, a trochę narzucał próg tego zadania. Nie chciał przecież jej zawieść, a może po prostu nie chciał wyjść na kogoś słabego? Sam sobie to robił...
Borgin był gotów, aby przystąpić do działania ale został zaskoczony. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw? Jakby ze wszystkich rzeczy na świecie to wspinaczka na stół w wykonaniu Stelli była czymś, czego w życiu by się nie spodziewał.
- Umm... Wie-e-em? - uniósł zdziwioną brew, przyglądając się Avery na wysokości - Mogę mieć pytanie? - zapytał, rozkładając odrobinę ręce - Skąd plan na... - miotał się w tym co chciał powiedzieć. Bez dwóch zdań został rozbrojony i nie bardzo potrafił się odnaleźć w tej sytuacji - To? - wskazał na swoją wybrankę, która zdobyła stolik znajdujący się nie aż tak daleko. Wszystko w porządku? Zadał sobie pytanie w myślach ale wolał na razie zostawić to z samym sobą.
- Nie boisz się, że spadniesz i stanie Ci się krzywda? - dopytał, chcąc mieć pewność, że tak na pewno będzie. Jeszcze by brakowało, aby tak się stało i miałaby idealną wymówkę do tego żeby móc siedzieć w domu jeszcze częściej. Trzeba było mieć na uwadze, że te koncerty były chyba jej jedyną odskocznią od czterech ścian na Pokątnej.
- Jak już będę miał jakieś konkrety to może... Hmm... Będę dawał Ci jakieś podpowiedzi? Coś jak ciepło-zimno, abyś miała możliwość samej zgadnąć czym to może być? - wzruszył ramionami, widząc w tym okazję na małą interakcję, tudzież zabawę - Mógłbym się postarać to zrobić. Stanąć gdzieś z tyłu, aby Cię nie nie stresować. Trzymać kciuki? Brzmi jak plan według mnie. Jak sądzisz? - zapytał, spoglądając na butelkę, którą należało w końcu otworzyć. Nie mogła przecież czekać na nich całą wieczność.
- Dobra. Spróbujmy to otworzyć... - stwierdził, kierując swoje słowa trochę do Avery, a trochę do samego siebie. Wycelował korkiem butelki w inną część sali, aby przypadkiem nie trafić Stelli, ponieważ byłoby to co najmniej średnie zachowanie, a tak naprawdę to tragiczne. Nie miał zamiaru krzywdzić jej w ogóle, a co dopiero szampanem, który był jej nagrodą.
- Uwaga... Otwieram - ostrzegł raz jeszcze i spróbował ze wszystkich sił to otworzyć, nie powodując zbyt wielkich strat we wszystkim - wystroju, ubiorze, pomieszczeniu i zawartości szampana.
Dwie próby na otworzenie butelki. Korzystam z aktywności fizycznej.
Sukces!
Slaby sukces...
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972